Polecam

Ja,matka zła

Ja,matka zła

Obiecywałam Wam, że od Nowego Roku nie będzie tylko o kosmetykach, a będą też moje osobiste przemyślenia i wypociny. Nie bójcie się, postaram się, żeby nie było ich za dużo.

Niemniej jednak opowiem Wam dzisiaj, czemu jestem złą matką.




1.Dzieci cycoholicy

Zacznę od razu z grubej rury, czyli od karmienia piersią. W naszym cudownym społeczeństwie to temat nieustających debat i innego pitu-pitu. Fakty są jakie są-WHo zaleca wyłączne karmienie do co najmniej 6 miesiąca, a później mleko ( z piersi lub mieszanka) ma być podstawą jadłospisu do 1 roku życia. Tym małym druczkiem jest, że dla dziecka korzystne jest karmienie co najmniej do drugiego roku życia. Ale nasze społeczeństwo ma to w nosie! Do roku karmisz- jesteś świętą Matką Polką karmiącą, kontynujesz karmienie po roku-toż to zboczenie i w ogóle.

Cóż, widocznie jestem zboczona, bo Stasik był na piersi (wyłącznie, nigdy nawet nie miałam mieszanki w domu) do 2,5 roku, a przestałam karmić bo musiałam zacząć brać lekki, które wykluczały karmienie. 

Wiecie ile osób musiało się wypowiedzieć na temat karmienia, jego długości i tego co jem w trakcie? Nawet ostatnio Małżonek kupował mi śledzie i pani w sklepie skomentowała, że nie powinnam tego jeść jak karmię. Serio? Cały naród ekspertów od laktacji!

Żeby była jasność, ja nie przeżywam głęboko karmienia piersią, nie unoszę się nad wyjątkową więzią itd. Jest to dobre dla moich dzieci, więc to robię. Nie czuję, że się poświęcam czy inne takie farmazony, bo gdyby tak było to bym po prostu tych dzieci nie miała, a na pewno po długim pierwszym karmieniu nie decydowałabym się na drugie.

2.Dzieci bez smoczka

"Pani da mu smoczka, bo on zaraz zje całą rękę". Tak, to moja typowa wizyta w jakimkolwiek sklepie. Tak było przy Stasiu. tak samo jest przy Jasiu. Smoczka to ja bym najchętniej dała dość licznej części naszego narodu, żeby ich zatkać. U nas smoczka się nadużywa. Dziecko krzyczy-smoczek, dziecko je palce-smoczek, dziecko jest spokojne, ale to aż podejrzane-smoczek. A później narzekanie, bo dziecko ma zapalenie ucha (nadużywanie smoczka podnosi ryzyko o 40 %) albo krzywy zgryz albo ma problemy z mówieniem.

Niektórzy twierdzą, że sa dzieci, które mają tak silny oddruch ssania, że tego smoczka potrzebują. Ja niestety średnio wierzę w te teorie. Smoczków ani butelek u mnie w domu nigdy nie było.

Wiem, że nie jestem w tym jedyna, bo większość moich dobrych koleżanek nie stosowała smoczka u dzieci.

3.Dzieci jedzą same

Tutaj najbardziej przeżywała to moja Babcia przyStasiu, że ja dziecko wykończę, bo jak on w wieku 8 miesięcy ma się najeść sam albo że się dziecina udławi. Cóż, mniej więcej do 8 miesiąca starałm się gotować albo jak już nie miałam siły to kupowałam słoiczki i próbowałam Stasia karmić. Później odkryłam BLW i moje zdrowie psychiczne wróciło do normy. Wiecie co to jest przez 3 godziny próbować karmić niemowlaka łyżeczką kiedy on ma to w nosie? A wiecie jak fajnie jest ugotować to samo, zostawić w kawałkach i niech je sam? Folia pod krzesełko do karmienia, żeby było łatwiej sprzątać, a samemu w spokoju wcina się obiad. I jak zdrowo się od razu zaczyna jeść!
Przy Jasiu juz nawet nie będę próbowała tego miksowania, bo to była masakra i doprowadzała mnie do szału, a jak ja byłam wkurzona to cierpiał na tym cały dom.

4.Mam czas dla siebie

Mam dzieci, Męża i trzy koty i ja jeszcze oczekuję czasu dla siebie? Noż cholera, oczekuję! Wiecie ile razy mój Mąż był pytany na spacerze z dziećmi czy nie jest samotnym ojcem albo czy żona nie jest chora? Nie w czasie, gdy Piotrek goni się z dziećmi, ja leżę w wannie, robię zdjęcia albo po prostu nie robię nic. Jestem złą matką, bo nie lubię chodzenia na spacery czy jakieś place zabaw. Całe szczęście, że Piotrek lubi, bo tak to dzieci siedziały by tylko w domu :-).

Czas dla siebie to jest coś, co jest mi niezbędne dla zdrowia psychicznego, bo jestem nerwus i jak mi ktoś po raz dwudziesty w czymś przeszkadza to dostaję szału,a przy baaardzo gadatliwym czterolatku i karmionym piersią niemowlaku jest to powszechne, więc po prostu muszą raz na jakiś czas zniknąć mi z oczu wszyscy, łącznie z Małżonkiem.

5.Mam życie towarzyskie

Ograniczone, bo ograniczone ale jest. Otaczam się takimi ludźmi, którzy wiedzą, że przy dwójce dzieci ciężko nam spontanicznie gdzieś wyskoczyć, więc wpadają do nas. I tak, mój czterolatek wtedy nie raz idzie spać po północy. Rekordem jest wieczór panieński mojej koleżanki, który odbywał się u mnie, gdzie mój uroczy wtedy 1,5 roczny Synek wytrzymał do drugiej w nocy :-).

Nie zamierzam rezygnować z pewnych aspektów spotkań towarzyskich tylko dlatego, że mam dzieci. Jeśli z nich rezygnuję, to tylko z własnego wyboru.

A teraz ile z Was oceniło mnie po tym wpisie? Ile osób się ze mną nie zgadza bądź wręcz przeciwnie? Lubimy oceniać innych, sama tak mam. Często łapię się na tym, że patrzę na jakąś osobę, która robi cos zupełnie niezgodnego z moimi poglądami i ją oceniam. I tak najczęściej jest to inna matka, która podaje smoczek, butelkę albo nie mówi o niczym innym tylko o dzieciach.

Uwielbiamy oceniać innych, a stwierdzam z przykrością, że niestety kobiety, a w szczególności mamy, to grupa która za pewne sprawy by oczy sobie wydrapała. Dlatego nie śledzę grup na Facebooku, nie udzielam się w nich ani na żadnych forach ani nie próbuję prowadzić bloga parentingowego. Nie mam ochoty narazić się na gorące dyskusje czy smoczek czy BLW są ok. Raz wkopałam się tak na jednej grupie, że po prostu chciałam dowiedzieć się więcej i zadawałam  pytania, to od razu było, że podważam filozofię wyznawaną przez tą grupę.

Te wszystkie rzeczy, które napisałam powyżej o moim podejściu do dzieci to prawda, ale na pewno nie zamierzam nikogo ganić jeśli się z nimi nie zgadza. Wystarczająco często sama z tego powodu spotkałam się z hejtem.

Moi Drodzy, a w szczególności Moje Drogie nie hejtujmy! 
Too Faced Just Peachy Mattes-paleta pachnąca brzoskwiniami

Too Faced Just Peachy Mattes-paleta pachnąca brzoskwiniami

Palety Too Faced i ja to zgrany duet, dlatego jak zobaczyłam Just Peachy Mattes, to stwierdziłam, że będzie moja i dzięki pomocy Madzi z bloga I love dots, paleta znalazła się u mnie. Z tego co widzę jest już dostępna w Sephorze, jak i reszta kolekcji, więc mam nadzieję, że przynajmniej dla paru osób mój post będzie pomocny.

Promocja w Sephorze

Paleta Just Peachy Mattes zapakowana jest w śliczne metalowe pudełko, wyglądem trochę przypominające torebkę-kopertówkę. Również zamknięcie to przypomina zamknięcie torebki. W środku znajdziemy 12 matowych cieni utrzymanych w tonacjach od mlecznych po dość ciemny brąz.



Paleta rzeczywiście pachnie brzoskwiniami z lekką śmietankową nutą. Ja osobiście jestem wielką fanką tego aromatu, więc to dla mnie dodatkowy plus tej palety. Poza tym jak w wielu paletach Too Faced dołączona jest mała książeczka z propozycjami makijaży, więc jak ktoś nie za bardzo ma pomysł na konkretny wygląd, to może skorzystać z podpowiedzi.


Kompozycja palety pozwala na makijaż dzienny, jak i wieczorowy. Zdecydowanie kolory najbardziej przypasują niebieskookim i zielonookim dziewczynom. Kolory zwłaszcza te mocniejsze, z domieszką różu i pomarańczy robią naprawdę świetny efekt. W moim przypadku, moje naturalnie raczej szare oczy, pomalowane tymi cieniami wydawały się intesywnie niebieskie.

Too Faced Funfetti-recenzja


Na kolejnych zdjęciach będą pokazane swatche, tradycyjnie rzędami. Co już widać na zdjęciu powyżej, najjaśniejszy cień, Peach Meringue, jest praktycznie niewidoczny, bo wtopił się w skórę. U mnie on i pozostałe jasne odcienie ładnie wyrównują koloryt skóry oraz dobrze się nimi rozblendowuje ciemniejsze odcienie. Pozostałe cienie w tym rzędzie to idealne kolory na makijaż dzienny.


Środkowy rząd to cienie z dużą domieszką pomarańczy i właśnie one świetnie podbijają niebieski kolor tęczówki. Jak ktoś lubi makijaż tylko jednym kolorem to polecam pociągnąć całą powiekę Peach Punch, zrobić czarną kreskę i makijaż gotowy.

Brzoskwinie od Makeup Revolution


Ostatni rząd to zdecydowanie najciemniejsze kolory, w tym piękne bordo pod postacią Peach Sangria. To również jedyny mat z niewielkimi drobinkami. Dają one jednak ładny efekt, bez tandety. Najciemniejszy cień, czyli Chocolate Dipped to idealny kolor, jeśli ktoś nie chce używać czerni.

Cienie nie pylą ani się nie osypują. Jeśli ktos tak jak ja ma tłuste powieki to zdecydowanie polecam położenie pod nie bazy, bo moga się zebrać w załamaniach. Jednak następuje to po dość długim czasie, więc jak z powiekami nie jest bardzo źle, to baza nie jest konieczna.

Dla mnie to kolejna udana paleta Too Faced, która pozwala na wykonanie bardzo różnorodnych makijaży. Nie ukrywam, że cała ta kolekcja jest piękna i z chęcią przygarnęłabym inne produkty z tej gamy. Widziałam jednak na stronie Sephory, że w ofercie nie mają szminek z tej serii, a są one naprawdę śliczne.

A Wam jak się podoba ta paleta? Skusicie się czy raczej nie przemawia do Was taka kolorystyka?
Chillbox Luty 2018

Chillbox Luty 2018

Pudełka chillbox to jedno z dwóch (a w zasadzie trzech ) pudełek, z których nie zrezygnowałam podczas kosmetycznego detoksu. Jednym z powodów jest fakt, że nie jest to pudełko czysto kosmetyczne, a najróżniejsze gadżety, które w nim znajduje sprawiają radość nie tylko mnie, ale całej mojej rodzinie. Kosmetyki jakie tam znajduje to praktycznie zawsze pielęgnacja, więc nie mam obaw, że moja nowopostawiona toaletka zostanie przeciążona.

Przyznam szczerze, że tym razem nie śledziłam podpowiedzi na stronie Chillboxa, tylko nastawiałam się na niespodziankę.Wiedziałam tylko, że będzie coś Organique, a tą markę bardzo lubię.

Wczoraj kurier przyniósł mi to pudełeczko:



Mokosh- Serum ujęrdniające Pomarańcza

O tym produkcie było wiadomo, że będzie w pudełku z podpowiedzi na fan page'u Chillboxa. Nie miałam zbyt wielu produktów firmy Mokosh, a te które miałam były niezłe, więc zobaczymy. Poza tym lubię wspieranie polskich marek, więc kolejny duży plus dla Chillboxa.


La Cafe de Beaute- Krem do rąk

Maseczka tej marki była w styczniowym Chillboxie, a w tym mamy krem do rąk. Na zimę to zawsze dobry produkt, bo skóra średnio przepada za zimnem. Dla mnie to też dobra sprawa, bo przy dzieciach i kotach muszę znacznie częściej myć ręce, a co za tym idzie miewam bardzo suchą skórę na dłoniach.

Vis Plantis- Kremowy peeling do twarzy

Kosmetyki ze śluzem ślimaka bardzo dobrze się u mnie sprawdzają, a tej marki jeszcze nic nie testowałam. Akurat kończy mi się aktualnie używany peeling, więc z chęcią siegnę po coś nowego. nie podoba mi się tylko to, że trzeba się nim masować 10 minut, bo aż tyle czasu to ja nie mam.


Organique- Puder do kąpieli

Tutaj niestety małe rozczarowanie, bo miałam nadzieję na jakąś maseczkę lub masło do ciała. Puder to produkt na raz, góra dwa razy. Tutaj mi Chillbox nie przypasował.

Michalina Wisłocka- Sztuka Kochania

Książka bardzo w klimacie Walentynek. Ja nie miałam okazji jeszcze ani czytać książki ani oglądać filmu, więc pora to nadrobić. Pamiętajcie, że w edycji marcowej same wybieracie z czterech 
gatunków książek.


Skworcu- Suszone płatki róż

Romantyczna kąpiel z ukochanym a może kojąca woda różana? Taki półprodukt spożywczo-kosmetyczny, który daje nam spore możliwości. W moim przypadku pewnie po prostu wylądują w kąpieli.

Papagrin- Batonik Buri Beri

Ostatnio szukam smacznych i zdrowych batoników do przegryzania między posiłkami. Tego jeszcze nie zjadłam, ale zapowiada się ciekawie.


Lampion i tealighty

Tealighty pięknie pachną, a lampionik jest całkiem uroczy. Coś czuję, że Staś mi go zabierze, bo ta zieleń idealnie pasuje do jego pokoju.



Cały Chillbox Luty 2018 jak dla mnie bardzo na plus. Wolałabym tylko jakiś lepszy produkt od Organique, ale w tym pudełku gwiazdą miało byc serum Mokosh, które chętnie wypróbuję.

Ja już zamówiłam edycję marcową, a Wy?
Rossmann promocja luty 2018-2+2 na produkty męskie

Rossmann promocja luty 2018-2+2 na produkty męskie

Rossmann co miesiąc raczy nas nową promocją, a w lutym postawił na 2+2 na produkty męskie. W praktyce oznacza to, że członkowie Klubu Rossmanna mogą zakupić cztery różne produkty, gdzie za dwa najtańsze nie zapłacimy. Cztery różne oznacza cztery różne kody kreskowe, czyli możemy kupić na przykład dwa antyperspiranty, ale muszą mieć różne kody kreskowe.



Promocja obowiązuje jednorazowo, później będzie można skorzystać z opcji 2+1 jeden, która obowiązuje dla osób, które nie są członkami Klubu Rossmanna. Co więcej, przeglądałam ofertę online Rossmanna i okazuje się, że promocja obowiązuje na najróżniejsze produkty, w tym na przykład te do stylizacji włosów. Dlatego jeśli robimy zakupy stacjonarnie to warto zerknąć, które produkty są oznaczone jako promocyjne. Dzięki temu możemy zaopatrzyć i naszych mężczyzn i siebie :-).

Co jednak jeśli planujemy kupić tylko produkty dla naszych mężczyzn? Na co warto zwrócić uwagę? Zapraszam do kilku moich propozycji.

1.Perfumy, wody po goleniu

Tutaj możemy poszaleć, bo wybór Rossmann ma bardzo bogaty. Jeśli wiemy jakie perfumy czy wodę po goleniu używają nasi bliscy, to wtedy możemy się nieźle zaopatrzyć, o ile jeszcze nie zrobiliśmy tego w grudniu podczas promocji na perfumy. W przypadku niektórych marek możemy zebrać cały zestaw w stylu perfumy, woda po goleniu, antyperspirant i żel pod prysznic.

2.Skarpetki Soxo

Uwielbiam tą markę i z chęcią ją polecam. Soxo oferuje zarówno gładkie, jak i bardzo wzorzyste skarpetki. Mój Mąż jest fanem tych gładkich, ale wiem, że sporo zwłaszcza młodych facetów lubi różne zakręcone wzorki, a te Soxo oferuje.


3.Gładkie podkoszulki

Białe, gładkie podkoszulki to idealne rozwiązanie pod jasne koszule, zwłaszcza kiedy jest zimno. Ja na pewno zaopatrzę swojego Męża w co najmniej dwie takie.


4.Krem do twarzy

Panowie dość często zapominają o tym elemencie pielęgnacji i po krem siegają tylko wtedy kiedy już mają przesuszoną skórę. Warto jednak zadbać o to wcześniej. Ja ze swojej strony polecam krem przeciwzmarszczkowy Natura Siberica (jak i całą serię dla mężczyzn) oraz męską serię marki Bielenda. To sprawdzone marki, po które warto siegnąć i zachęcić naszych Panów do dbania o siebie.


5.Produkty do pielęgnacji brody

Mój osobisty Małżonek od zawsze jest brodaczem i od zawsze jeśli tylko ma trochę krótszy zarost to mnie tą brodą drapał. W przypadku mojej cery kończyło się to zawsze silnym zaczerwienieniem. Z racji tego, że nie lubię mieć alergii na Męża zakupiłam mu krem do pielęgnacji brody. Problem drapania zniknął, a Mąż nie narzeka już na podrażnioną skórę pod brodą. Rossmann oferuje dość szeroką gamę produktów do pielęgnacji brody. Ja polecam wypróbować Tołpę.



To by było na tyle z produktów polecanych przeze mnie na promocji w Rossmannie. Kosmetyków i innych akcesoriów jest na tej promocji naprawdę dużo, więc warto z niej skorzystać.

A Wy co kupicie dla swoich bliskich? A Panowie, którzy tu czasem zaglądają co by chcieli dostać od swoich partnerek?
Kosmetyczni ulubieńcy i buble -Styczeń 2018

Kosmetyczni ulubieńcy i buble -Styczeń 2018

Od Nowego Roku postanowiłam wrócić do postów Kosmetyczni Ulubieńcy. Wiem, że lubicie takie posty i z chęcią je czytacie. Tym razem wzbogacę je też o moje kosmetyczne buble. Myślałam nad robieniem Projektu Denko, ale nie mam cierpliwości do robienia minirecenzji takiej ilości produktów, więc ulubieńcy są jak dla mnie lepszym rozwiązaniem. Dzięki temu mogę opisać kilka najlepszych i najgorszych produktów, z którymi zetknęłam się w każdym miesiącu. Denko pewnie będę robiła co dwa miesiące i opisywała tylko część produktów. Jeśli jesteście zainteresowani co dobrego i słabego napotkałam w styczniu to zapraszam do czytania!

ULUBIEŃCY


1.Bielenda Carbo Detox Biały Węgiel Krem do Twarzy

Markę Bielenda będę chwalić na każdym kroku, bo uwielbiam ich produkty. Bielenda Carbo Detox Biały Węgiel Krem do Twarzy dostałam do testów na fan page'u Bielendy i juz po pierwszym użyciu mnie oczrował. Pachnie arbuzowo, jest lekki, a przede wszystkim rzeczywiście koi problemy skórne, a tych mi w styczniu nie brakowało. Bielenda Carbo Detox Biały Węgiel Krem do Twarzy szybko koił problemy i jako krem na dzień dobrze dogadywał się z makijażem. Na noc jest troszkę za mało nawilżający dla mojej bądź co bądź dojrzałej już cery, jednak nie jest to dla mnie żaden problem. Krem stosowany solo po toniku bądź razem z esencją z Benton ładnie matowił skórę. Jeśli użyłam jeszcze serum to już się świeciłam, więc zrezygnowałam z tego kroku w dni, kiedy wiedziałam, że będę musiała wyjść z domu i mieć trwalszy makijaż.



2.Bielenda Super Power Mezo Active Brightening Serum

Znowu Bielenda :-). Tym razem w postaci serum na przebarwienia, które pojawiły mi się po lecie. Stosowałam kremy z filtrem, ale ciąża i hormony, które się wtedy uaktywniają też miały swój wpływ przez co skończyłam z lekko brązowymi plamami na policzkach. Bielenda Super Power Mezo Active Brightening Serum pomogło mi się z nimi uporać w niecałe dwa miesiące. Po plamach nie ma śladu, a cera jest ładnie rozświetlona. Na początku stosowałam dwa razy dziennie, jednak przy mojej tłustej skórze przyspieszało jej przetłuszczanie się, więc po jakimś czasie zaczęłam stosować tylko na noc. Zostało mi dosłownie na kilka użyć, a w kolejce czeka wersja z kwasem glikolowym i witaminą C.

3.Lanolips Brzoskwiniowy Multibalsam

Produkt, o który wybuchła wielka gównoburza na fanpage'u Sephory. No bo kto wyda 5 dyszek na lanolinę o zapachu brzoskwini? Ano ja wydam. Może nie do końca 5 dyszek, bo kupowałam            w promocji -30%, ale za 5 też bym kupiła. Po pierwsze Balsam Lanolips genialnie podziałał na moje wiecznie spierzchnięte usta. Wiecie czemu rzadko pojawiają się posty pomadkowe? Bo niestety moje usta mimo różnych cudów są ciągle spierzchnięte i mam paskudne skórki. Po używaniu tego małego cuda problem zniknął. Użyję 2-3 razy dziennie i usta wyglądają super. Są miękkie, nawilżone i pomadki dobrze na nich wyglądają. Poza tym balsam pachnie brzoskwinią i to mi w zupełności wystarczy.


4.Too Faced Peaches and Cream

Jak już jesteśmy przy brzoskwiniach to nie mogę nie wspomnieć o cudownej palecie od Too Faced. Ja swoją nabyłam dzięki Madzi z bloga I love dots, bo z wiadomości od Sephory wynikało, że nie będzie dostępna w Polsce. Jednak ostatnio dostałam informację, że jednak będzie, więc niedługo szykuję Wam jej recenzję, bo luty miał być słodki i miłosny, a paleta Too Faced cudownie wpisuje się w ten klimat. No i oczywiście pachnie brzoskwiniami.

5.Clinique Pop Lipstick

Mam jakąś słabość do produktów Clinique, a do tych mini szminek w szczególności. kolor Graffiti pokochałam całym sercem. To mocny, nasycony róż o matowym wykończeniu. Dodatkowo nieziemsko trwały, a przy tym nie wysuszający. Przetrwał jedzenie, picie i buziaki bez rozmazywania się bądź zostawiania śladów. Drugi kolor, który mam, Melon Drop, juz nie ma tych niesamowitych właściwości. Czuję, że muszę potestować kolejne, żeby mieć o nich jasny osąd.



BUBLE

1.Maybelline Brow Tattoo

Wiecie jak ubolewam nad tym, że wrzucam ten produkt do bubli? Bo on jest naprawdę dobry, świetny i w ogóle, ale jest rudy! I to chyba wszystkie trzy wersje kolorystyczne. Łatwa aplikacja, u mnie utrzymuje się nawet 5 dni, a nie obiecane 3, ale do jasnej Anielki, jest rudy. Nie wiem czym kierowało się Maybelline wrzucając na polski rynek, gdzie większość kobiet ma raczej chłodny bądź neutralny typ urody, produkt przeznaczony dla typowych ciepłych kolorytów. Tym bardziej, że mają w swojej ofercie kolor Grey Brown czy też Blonde, który wygląda na zdecydowanie chłodniejszy. JEśli ktoś zna produkt podobny do tego z Maybelline, tylko o zdecydowanie chłodnym odcieniu to mi polećcie proszę!


2.Beauty Blender Swirl

Gąbki BB kocham, miałam ich już kilka i zawsze było cudownie lodzio miodzio. To wpadłam na pomysł, że Beauty Blender Swirl to będzie to. Nie dość, że będę miała gabkę do makijażu to jeszcze ładny gadżet do zdjęć, a że promocja była to kupiłam od razu dwie. O ja głupia! BB Swirl na razie rozpakowałam jeden i całe szczęście, że malowałam się od tak dla siebie, bo gdyby to było przed jakimś wyjściem to by mnie chyba szlag trafił. Jak stosowałam jednokolorowe BB to nigdy nic nie smużyło, robiło plam czy coś. Ta gąbka tylko ładnie wygląda, ale działa koszmarnie. Już po zmoczeniu wodą miałam pewne podejrzenia, że coś będzie nie halo, bo jest znacznie twardsza i strasznie porowata. Niestety moje przewidywania się sprawdził i Swirl zrobił mi niezłego kręćka na twarzy. Plamy, odciśnięte pory z gąbki na twarzy, generalnie masakra. A tak ładnie wyglądała. Odpakuję niedługo druga i dam Wam znać czy taka sama porażka czy jednak nie.

To by było na tyle w styczniu. Oczywiście były inne fajne i gorsze produkty, na które natrafiłam, ale te najbardziej zapadły mi w pamięć. Nie pojawił się żaden produkt do włosów, bo niestety ponownie walczę z ŁZS i moja skóra na ten moment poddaje się tylko sprawdzonym metodom, czyli olej z czarnuszki plus Vichy Dercos, ale jak tylko się ogarnę włosowo to pokażę Wam parę cudeniek i może w końcu pójdę do fryzjera.

Znacie coś z tych produktów? Lubicie a może tez uważacie za buble?
Zakupowy detoks-miesiąc pierwszy

Zakupowy detoks-miesiąc pierwszy

W grudniu 2017 napisałam wpis na temat moich planów na zakupowy detoks.Więcej na ten temat możecie przeczytać w tym poście. Z tą decyzją nosiłam się długi czas, ale dopiero kolejne porządki uświadomiły, że bardzo tego potrzebuję ja, jak i moje szafki. Jeśli chcecie wiedzieć jak mi upłynął pierwszy miesiąc to zapraszam do czytania!




1.Będę kupowała tylko niezbędne kosmetyki

Jestem z siebie dumna, bo ten punkt udało mi się zrealizować bez problemu. Nie kupiłam żadnych kosmetyków poza maską do stóp. Nie kurywam, że nie było lekko, bo wyprzedaże itd., ale byłam twarda i oparłam się pokusom.
Na szczęście dla mnie limitowany Sephora Box był w mojej ocenie dość słaby, więc nie kusiło mnie, żeby go kupić. Pozostałam przy zakupach Chillbox i Lookfantastic. Mam też wykupiony BeGlossy Golden Box, ale on wychodzi co trzy miesiące.
Już widzę, że na pewno mój detoks potrwa dłużej, zwłaszcza jeśli chodzi o makijaż, bo nie jestem w stanie zużyć moich zapasów.
Do zużywania kosmetyków zagoniłam też Męża, bo o ile z makijażowymi mi raczej nie pomoże, to pielęgnacyjne może wykorzystywać razem ze mną. Na pewno mu to nie zaszkodzi.

2.Limitowanki

Tutaj sprawa jest dość prosta, bo na razie nic takiego nie pojawiło się w sprzedaży, co by jakoś mocno przykuło moją uwagę. Jak się już pojawi to wtedy będę się zastanawiać czy warto czy nie.


3.Uszczuplanie zapasów kosmetycznych

Dzięki mojemu Happy Body Planner (poczytacie o nim TUTAJ) staram się planować pewne zabiegi kosmetyczne dzięki czemu uszczuplam posiadane zapasy. W ruch poszło też zużywanie miniaturek, których przez ostatnie miesiące zebrałam naprawdę sporo.
Zaangażowanie Męża to taka opcja dwa w jednym: uszczuplę zapasy, a jednocześnie zadbam o Szanownego Małżonka (chyba najtrudniejsza opcja).
Stare kosmetyki poszły do kosza, choć łatwo nie było, bo niestety mam naturę zbieracza. Jeszcze nie pozbyłam się wszystkiego co mogłam, ale i tak jest nieźle.
Te dobre, ale od dawna nieużywane znalazły swoje nowe domy i bardzo mnie to cieszy, bo dostał je ktoś, kto zrobi z nich dobry uzytek, a ja przy okazji spełniłam dobry uczynek.
Nie dojrzałam jeszcze do tego, żeby pewne kosmetyki sprzedawać, ale nie wiem czy tak się nie stanie, bo wiem, że niektóre kosmetyki się pewnie u mnie nie sprawdzą, a dobrze by było choć część pieniędzy odzyskać.

4.Spisanie kosmetyków

Tutaj nie zrobiłam nic, bo po prostu nawet nie miałam kiedy. Co chwila mam mniejszy czy większy szpital w domu, dodatkowo Jasio wymaga codziennych ćwiczeń rehablitacyjnych, a to zabiera sporo czasu. W lutym mam plan spisania najpierw pielęgnacji, bo to będzie dużo prostsza sprawa.


5.Codzienny makijaż

Raz mi się udawało, a raz nie. Wszystko tak naprawdę zależy od Jasia i jego humorków. Ja już miałam więcej czasu to starałam się wypróbować jakieś kolorowe makijaże i poćwiczyć kreskę czy konturowanie.

Uważam, że podjęłam dobrą decyzję z tym detoksem. Zaczynam widzieć światełko w tunelu moich kosmetyków. Wiem, że nigdy nie osiągnę tego stanu, że będę miała z dziesięć szminek czy trzy podkłady, bo ja za bardzo lubię kosmetyki. Jednak na obecną chwilę miałam ich zbyt dużo i niestety czasami przy takim wyborze nie korzysta się z niczego.
Why Now Blog Planner-czy podbije blogosferę?

Why Now Blog Planner-czy podbije blogosferę?

Postanowiłam, że w styczniu będzie o planowaniu i plannerach i dzisiaj zapraszam Was na kolejny post na ten temat dotyczący plannera dla blogerów Why Now. Planner zauważyłam na jednym          z blogów i bardzo mnie zainteresował. Zastanawiałam się czy kupować czy nie, bo cena            (ok.120 PLN) nie jest niska, ale finalnie się zdecydowałam i dzisiaj Wam napiszę coś więcej o Blog Plannerze Why Now. Z tego co widzę na stronie, obecna cena to 89 PLN, więc teraz żałuję, że trochę nie poczekałam. Swoją drogą taka zmiana ceny o 25% to ciekawy chwyt, ale nie wiem czy do końca w porządku wobec tych, którzy kupili planner wcześniej.

Propozycje plannerów na 2018



Oprawa graficzna Why Now

Planner Why Now przychodzi pięknie zapakowany w pudełko z koronkową kokardką, a w środku dodatkowo znajdziemy zakładkę. Planner ma formę zeszytu na pierścieniach i jest dość cienki. Kolorystyka to delikatny róż oraz szarość. Z jednej strony bardzo mi się ona podoba, bo o ile            w przypadku swoich plannerów lubię kolory, naklejki itd. , to w przypadku bloga chciałabym coś bardziej stonowanego. Z drugiej strony kolorystyka i dość cukierkowe opakowanie sprawiają, że klientela będzie ograniczona głównie do kobiet, a przecież wielu facetów też bloguje i sądzę, że spojrzeli by bardziej przychylnym okiem na planner w trochę innych barwach.

Plannery Madamy

Zawartość Plannera Why Now

Co na temat plannera wiemy ze strony sklepu:
✭ 250 stron
✭ miejsce na zaplanowanie 170 postów
✭ format B5
✭ twarda okładka z matową folią i lakierem UV
✭ szaro - różowa kolorystyka
✭ miedziana spirala
✭ minimalistyczny środek
✭ 4 zakładki w zestawie

✭ piękne pudełko idealne na prezent

Możemy zaplanować serię postów, spisać pomysły odnośnie jednego posta. Jest też część przeznaczona na promocję w social media, newsletter, wishlisty. Ciekawym pomysłem jest ujęcie w Blog Plannerze Why Now części finansowej dotyczącej wydatków, przychodów oraz planów finansowych. Na pewno dla osób, dla których blog jest jedną z form zarabiania jest to dobra opcja. Mnie się ona przydaje pod kątem sporadycznego promowania postów na Facebooku, bo dzięki temu wiem ile na to przeznaczam. Może kiedyś mój blog będzie na tyle rozbudowany, aby zacząć przynosić dochody to wtedy przyda mi się jeszcze bardziej :-).

Poniżej macie serię zdjęć co Blog Planner Why Now zawiera i jak to wygląda graficznie:







Czy warto zakupić Blog Planner Why Now?

Tak, ale pod kilkoma warunkami. Pierwszy jest taki, że jest to planner dla osób które blogują regularnie. Jeśli wrzucasz posty rzadko i nieregularnie to sobie odpuść.
Po drugie, planner jest dla osób, które lubią sobie pewne rzeczy zanotować. Ja właśnie z taką myślą go kupowałam, bo mam dużo pomysłów na posty, ale zapisane jako tytuły i wersje robocze. W plannerze mam możliwość zapisania pomysłu, a następnie wrzucenia notatek i dopisania wszystkiego co mi jest potrzebne do publikacji danego posta typu zdjęcia itd. Wiadomo, że jeśli coś zapiszemy to jest większa szansa na realizację danego celu, więc mam większą motywację dzięki temu.
Po trzecie, planner jest dla tych co lubią planować. Jeśli ktoś idzie z postami na żywioł, to mu się ten planner nie przyda. Kiedyś bym go nie kupiła, bo właśnie tak robiłam. Teraz, żeby w ogóle móc coś publikować, to muszę mieć to zaplanowane, bo np. nie będę miała kiedy zrobić zdjęć albo usiąść do promocji na grupach. Dodatkowo mam motywację do serii postów jak "Ulubieńcy" czy "Denko".

W mojej opinii Blog Planner Why Now jest bardzo przydatny i jeśli nie znajdę lepszego rozwiązania (cały czas myślę nad BuJo, żeby mieć wszystko w jednym miejscu), to prawdopodobnie kiedy skończę zapełniać ten planner, to kupię następny.

Kto zna Why Now? A może znacie jakieś inne plannery dla blogerów?
Powiew świeżości z Le Petit Marseillais

Powiew świeżości z Le Petit Marseillais

Markę Le Petit Marseillais możecie dość często spotkać na moim blogu, bo dostaję się do ich kolejnych kampanii ambasadorskich, co mnie bardzo cieszy, bo poza jedną wpadką z żelem truskawkowym, reszta ich produktów jest naprawdę godna polecenia.

Tym razem kampania była pod hasłem przewodnim Poczuj świeżość natury i miała wypromować najnowszy produkt marki, czyli dezodoranty. Ja byłam bardzo wyrywna i jeszcze zanim wiedziałam  o kampanii, to już zdążyłam kupić dwa produkty, w wersji morskiej i waniliowej.

A oto co było w paczce od Le Petit Marseillais:


Kampania LPM

Ja widać, są dwa dezodoranty i dwa żele w tych mniejszych pojemnościach. Ideą kampanii było podzielenie się zestawem z przyjaciółką, która u mnie okazała się Babcia, do której powędrowała wersja o zapachu kwiatu pomarańczy. Dla mnie została moja ukochana Biała Brzoskwinia                    i Nektarynka.


Bardzo mnie ucieszyło, że w paczce był akurat ten zapach, bo to mój zdecydowany faworyt wśród produktów LPM i jeden z tych tradycyjnych żeli, do których wracam. Brzoskwiniowe zapachy to moja słabość, podobnie jak wiśniowe czy arbuzowe. Jest więcej niż pewne, że taki kosmetyk prędzej czy później u mnie wyląduje. Dezodorant brzoskwiniowy akurat nie był osiągalny podczas moich zakupów, więc tym bardziej fajnie, że był w paczce.


Żel ładnie pachnie, dobrze się pieni i nie podrażnia. Sam zapach jednak nie utrzymuje się długo, więc wzbogacenie gamy o dezodorant było świetnym pomysłem.

Klasyczne dezodoranty stosuję od niedawna, bo do tej pory zawsze preferowałam antyperspiranty w sztyftach, kulkach itd. Zauważyłam jednak, że zaczęły mnie trochę podrażniać, więc przerzuciałam się na psikacze i to LE Petit Marseillais to druga marka, którą stosuję.


Dezodorant Biała Brzoskwinia ma przyjemny i delikatny brzoskwiniowy zapach, który jest wyczuwalny jeśli na przykład podnosimy ręce do góry. Na pewno chroni przed przykrym zapachem potu i przed samym potem, jeśli się za bardzo nie ruszamy. Ja codziennie ćwiczę, a do tego mam tendencję do raczej mocnego pocenia się podczas wysiłku i tu już nie działa ochrona przed potem, ale przed przykrym zapachem tak. Ja nie oczekuję niczego innego po dezodorancie w spreju, więc LPM całkowicie spełnia moje oczekiwania.

Mogę powiedzieć, że testowana przeze mnie wcześniej wersja morska ma podobne działanie, więc jeśli ktoś woli te produkty od LPM to bardzo polecam.
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger