Polecam

Chillbox Kwiecień 2018 i kilka ogłoszeń

Chillbox Kwiecień 2018 i kilka ogłoszeń

Na kwietniowy Chillbox czekałam jak zwykle z niecierpliwością. Z tego wszystkiego zupełnie zapomniałam, że zamówiłam Paczkomat i że będę musiała iść odebrać paczkę. A że dopadła nas wszystkich jakaś infekcja, to niestety się to przeciągnęło. Na szczęście zawartość nie ucierpiała.

Chillbox Kwiecień

Chillbox Kwiecień 2018 to kolejna edycja, w której można było wybrać rodzaj książki. Kolejny raz wybrałam kryminał, ale jak na razie nie miałam czasu do niego zajrzeć. W tej edycji był to "VIP Room" Jensa Lapidusa.


Kolejny element to uroczy sukulent, którego już przejął Staś. Planowałam go postawić na oknie w jego pokoju, bo tam jest najlepsze światło i koty nie próbują jak na razie go zdobywać. Świetny pomysł z dołączeniem doniczki do przesadzenia. U mnie znalezienie doniczki to nie byłby problem, ale sądzę, że dla osoby, która nie ma roślin wymagałoby to dodatkowego chodzenia i szukania czegoś odpowiedniego.


Jak zwykle jest jakaś fajna przekąska, tym razem w postaci truskawek. Na nadchodzące lato to idealny wybór. Mam nadzieję, że uda mi się coś z nich spróbować, zanim przejmie je mój łotrzyk. Z chęcią dorzucę je do musli.


Maskowanie włosów i twarzy zapewnią nam maski od Organic Shop i Organique (nawet nazwy firm podobne). Maskę do włosów z awokado i z miodem doskonale znam i bardzo lubię, a algi z papają od Organique to coś co na pewno mi się spodoba. Lubię tą markę i uwielbiam maski algowe.


Krem pod oczy od Mokosh był zapowiadany jako hit tego pudełka i mam nadzieję, że takim hitem się okaże. Dla mnie to szczęśliwy traf, bo przy moich zakupach kosmetycznych jakoś zapomniałam o kupieniu zapasu kremów pod oczy, a mój akurat mi się kończy. Toniki bardzo lubię, z Natura Estonika miałam dwukrotnie różowy i bardzo lubiłam, więc mam nadzieję, że z niebieskim będzie podobnie.


Płatki na nos to coś co od czasu do czasu próbuję z różnych firm i jak na razie nie znalazłam swojego ideału. Może te okażą się hitem. Oczywiście jest też fajna kartka plus ciekawa zniżka, z której na bank skorzystam, bo zakochałam się w asortymencie tego sklepu.

Dla mnie kwietniowa edycja jest niezwykle udana i teraz czekam na majową, gdzie będzie olejek do mycia twarzy (właśnie mi się kończy) oraz wprowadzono kolejną kategorię na książki, czyli moje ukochane fantasy.

Przyszedł czas na garść ogłoszeń na temat bloga, Facebooka i Instagrama. Na blogu przynajmniej do końca maja posty będą pojawiały się dużo rzadziej, bo na ten moment chcę się skupić na poprawie archiwum. Poczytałam sobie trochę na temat SEO/SEM, pozycjonowania oraz mam kogoś kto może mi w tym pomóc, więc chcę to zrobić porządnie, a ponieważ doba ma tylko 24 godziny, to na wszystko nie będę miała czasu. Pewnie wrzucę jakąś recenzję pudełka czy jakiś luźniejszy wpis, ale na dużą aktywność blogową nie będę mogła sobie pozwolić. Maile oczywiście sprawdzam codziennie, więc jeśli macie do mnie jakieś pytania czy prośby o radę to jestem na miejscu.

Jeśli chodzi o Facebook i Instagram to te dwa media są dla mnie częściowo związane z blogiem, a częściowo z moim życiem. Z tego względu będą pojawiały się zdjęcia kosmetyków, ale będą też dzieci, koty czy książki czy co tam akurat wpadnie mi do głowy. To nad czym na pewno będę pracowała to jakość zdjęć, więc bardzo Was proszę o komentarze bądź maile na ten temat co sądzicie. Na pewno część zdjęć będzie takich po prostu, ale część, zwłaszcza takich przy których mogę trochę popracować, będzie lepsze. Robię kolejny kurs fotograficzny i z chęcią przyjmę każde konstruktywne uwagi.

Pozdrowienia dla Was i zaglądajcie do mnie od czasu do czasu, nawet jak nie widzicie nowego wpisu!
Kosmetyki naturalne -  dla kogo i czy warto?

Kosmetyki naturalne - dla kogo i czy warto?

Obiecałam na Facebooku serię postów tematycznych i kwiecień miał być o kosmetykach naturalnych. Dzisiaj będzie post o tym czym są kosmetyki naturalne, jak je łatwo rozpoznać i czy warto je stosować. Zacznę jednak od mojego podejścia do kosmetyków w ogóle.


Czego oczekuję od kosmetyków?

Na to pytanie odpowiedź jest bardzo prosta: kosmetyk ma działać zgodnie z obietnicą. Czy ma dla mnie znaczenie czy jest on naturalny czy nie? Trochę ma, bo jeśli mam możliwość używania kosmetyku syntetycznego a naturalnego o tym samym działaniu, to nawet jeśli naturalny jest droższy, to się na niego zdecyduję. Takie jest moje podejście do bardzo wielu rzeczy - jeśli mogę wybieram naturę, jeśli mi nie pasuje to decyduję się na syntetyk. Prawdę mówiąc w około 80% przypadków natura sprawdza się u mnie po prostu lepiej, ale nie zawsze tak musi być o czym opowiem później.

Jak rozpoznać kosmetyk naturalny?

Najprościej po składzie, ale jak wiadomo nie każdy z nas zna się idealnie na tym co może być naturalne, a co nie. Ja się nie znam, więc jeśli nie mam czasu sprawdzić tego w necie, to biorę taki kosmetyk, którego cały skład rozumiem i wiem, że są to składniki naturalne typu oleje, masła czy ekstrakty. Dobrą wskazówką jest też w jakim czasie po otwarciu powinniśmy zużyć dany produkt i jeśli jest on dłuższy niż 6 miesięcy to bym się mocno zastanawiała. Nie zawsze jednak czas do użycia po otwarciu jest dobrym wskaźnikiem, bo bywają niektóre sera np. z witaminą C, które naturalne nie są, a mają czas zużycia 3 miesiące po otwarciu.

Szukałam tez aplikacji, które mogą nas wspomóc w zrozumieniu składu, ale niestety te które znalazłam nie spełniają moich oczekiwań, więc jeśli znacie jakieś fajne aplikacje ( w tym obcojęzyczne), które weryfikują czy kosmetyk jest naturalny czy nie to dajcie znać.

Można też samemu zakupić półprodukty do wyrobu kosmetyków i robić je samemu w domu. Ja też kiedyś tego próbowałam, ale obecnie nie mam na to czasu i wolę kupić gotowy produkt.

Kolejna sprawa to fakt, że bardzo często nazwy kosmetyków wprowadzają nas w błąd. Na przykład jest sobie taki szampon Naturalium o kilku pięknych, owocowych zapachach. Nazwa sugerowałaby, ,że to kosmetyk naturalny, a tam SLES i parę innych cudaków w składzie. To, że jakiś komsetyk ma "bio", "naturalny" czy inne takie sugestie w nazwie, to wcale nie znaczy, że jest naturalny. Dlatego warto czytać składy i jeśli się ma trochę czasu to sprawdzić w necie, co te nazwy, których nie rozumiemy oznaczają i czy są one klasyfikowane jako naturalne.


Krótki skład = lepszy skład?

Często, zwłaszcza w różnego rodzaju dyskusjach na grupach czy forach można się spotkać ze stwierdzeniem, że krótki skład oznacza lepszy skład. Ale czy aby na pewno? Weźmy sobie taką wazelinę, która składa się najczęściej z samej parafiny i jakichś substancji zapachowych. Skład krótki, bo raptem dwa albo trzy składniki, ale czy dobry w kontekście kosmetyków naturalnych? Oczywiście, że nie. Krótki skład sprawdza się w przypadku kosmetyków, które mają być jednorodne, czyli w składzie oleju kokosowego powinien być tylko olej kokosowy i koniec.

Dłuższe składy ma bardzo wiele kosmetyków, które zawierają wiele ekstraktów czy mieszanek olejów. Wtedy może nam się wydawać, że skład jest bardzo długi, ale to nie znaczy, że jest zły albo nie możemy go klasyfikować jako kosmetyku naturalnego.

Czy kosmetyki naturalne to zawsze najlepszy wybór?

Nie. Nie dla każdego kosmetyki naturalne się sprawdzą, tak jak nie u każdego te samego leki będą miały identyczne działanie. Mam idealny przykład w domu, więc Wa o nim opowiem. Moich obydwu synów cierpi na AZS (atopowe zapalenie skóry). W przypadku starszego zaczęłam od środków syntetycznych i poprawy nie było żadnej, więc zakupiłam kosmetyki Sylveco dla dzieci. To był strzał w dziesiątkę, plamy zniknęły, a Stasia nie bolała skóra. Szykując się na to, że Jasiem będzie podobnie zaopatrzyłam się w większy zapas Sylveco i jak pojawiły się zmiany u Jasia, to od razu zaczęłam go nimi smarować. I niestety jemu to szkodzi. Po naturalnym balsamie Sylveco plamy robiły się tylko większe i bardziej czerwone, więc sięgnęłam po kosmetyki Atoperal, które co prawda mają naturalne oleje w składzie, ale jest tam też parafina. Natomiast dla Jasia ta wersja pielęgnacji okazała się wybawieniem i mi się maluszek nie męczy.

Dwóch synów, te same geny, ta sama moja dieta (obydwaj na piersi), a zupełnie inne reakcje na kosmetyki naturalne. Z tego powodu nie jestem fanką takie bardzo restrykcyjnego stosowania tylko kosmetyków naturalnych, bo nie dla każdego się one sprawdzą.


Kosmetyk naturalny=kosmetyk ekologiczny?

Absolutnie nie, ale najczęściej kosmetyk ekologiczny to kosmetyk naturalny. Wyjaśnię to na przykładzie marchewki: marchewkę możemy kupić hodowaną przemysłowo i dostaniemy ją w każdym warzywniaku za jakieś grosze albo zapłacimy sporo więcej za marchew z upraw ekologicznych i tą kupimy już raczej w specjalistycznych sklepach. Wiele naturalnych składników podlega masowej produkcji i nie spełniają one norm ekologicznych. Kosmetyki ekologiczne najczęściej będą miały certyfikaty typu Ecocert. Z tego powodu też kosmetyki ekologiczne są znacznie droższe, bo do otrzymania użytych w nich składników trzeba włożyc znacznie więcej środków finansowych.

Jak pisałam na początku, jestem wielką fanką kosmetyków naturalnych, ale nie stronię też od tych syntetycznych. Cieszy mnie to, że powstaje coraz więcej marek produkujących kosmetyki naturalne. O ile do pielęgnacji używałam ich już całkiem sporo, to jeśli chodzi o makijaż jestem mocno w tyle. Próbowałam kilku podkładów mineralnych i nie do końca byłam zadowolona z efektu. Teraz czekają na mnie próbki Pixie Cosmetics i zobaczymy jak będzie.

A u Was jak jest z podejście do kosmetyków naturalnych? Tylko one czy podobnie jak ja lubicie mieszać?
Detoks kosmetyczny - podsumowanie 3 miesięcy i co dalej?

Detoks kosmetyczny - podsumowanie 3 miesięcy i co dalej?

Od stycznia zdecydowałam się na detoks kosmetyczny, o którym pisałam Wam w kilku postach. Miał trwać trzy miesiące i po tym czasie miałam zdecydować co dalej. Marzec się skończył, trzy miesiące minęły, więc pora na podsumowania. Na początek powiem tylko, że jest nieźle.

1.Będę kupowała tylko niezbędne kosmetyki

Cóż tutaj nie do końca jestem z siebie zadowolona, bo zdarzyło mi się trochę grzeszków. Przede wszystkim zakupiłam sporo balsamów i musów do ciała, ale z drugiej strony lato idzie i skóra musi jakoś wyglądać, więc przy smarowaniu się dwa razy dziennie nie mam obaw, że czegoś jest za dużo. Podobnie skorzystałam z włosowej promocji w Rossmannie i nabyłam przede wszystkim maski do włosów, ale tez kilka kosmetyków koloryzujących, bo chciałam trochę poszaleć z kolorami na wiosnę.

W przypadku kosmetyków do makijażu moim jedynym grzechem są dwa holograficzne zestawy do ust z Lovely. Tutaj nie mogłam się po prostu powstrzymać i bardzo mi się one podobają.


2. Limitowanki

Podobnie jak w pozostałych miesiącach, nic do mnie jakoś szczególnie nie trafiło, więc nie czułam potrzeby zakupu. Na siłę też nie chciałam kupować, bo to jest kolejne kumulowanie kosmetyków.

3.Uszczuplanie zapasów kosmetycznych

Dzięki planowaniu idzie mi to całkiem nieźle. Dodatkowo zaczęłam odkładać puste opakowania, żeby wiedzieć ile kosmetyków faktycznie zużywam. Dzięki temu zauważyłam, że o ile o twarz i włosy dbam dość konkretnie, to z ciałem sprawa się ma gorzej. Pamiętam tylko o regularnych peelingach, a zapominałam o smarowaniu się. Zaopatrzyłam się w dość spory zapas, głównie z Nacomi, i od pewnego czasu rano i wieczorem wcieram jakiś balsam, olejek czy mus.


4. Spis kosmetyków

Z tego zrezygnowałam już po pierwszym miesiącu, bo mam ich sporo, a spisywać mi się tego wszystkiego nie chce. Jedyne co robię, to raz w miesiącu staram się robić przegląd i w razie czego pozbywać się gdyby coś było przeterminowane albo mi po prostu wyschło.

5. Codzienny makijaż

Tutaj jest dużo lepiej, bo zaczęłam się z powrotem częściej malować. Po pierwsze jest lepsza pogoda, więc praktycznie codziennie staram się wyjść z Jasiem na spacer, a wyjście z domu to zawsze dobra okazja do zrobienia makijażu. Po drugie, w mojej torbie ze zużytymi kosmetykami przez trzy miesiące wylądowały raptem dwa produkty do makijażu, więc muszę to podgonić. Po trzecie, częściej robię sobie selfie na Instagram, a to też zawsze okazja to umalowania się.


Podsumowanie trzech miesięcy i dalsze plany

Jestem z siebie bardzo zadowolona, mimo kilku grzeszków. Uważam, że dałam radę i bardzo mnie cieszy, że nie uległam żadnym promocjom w Sephorze czy Douglasie oraz że robiąc zakupy online rezygnowałam z wielu produktów makijażowych, bo z tymi mam największy problem. Cieszy mnie też, że część moich kosmetyków znalazła nowy dom, a osoby obdarowane bardzo się z nich cieszyły.

Detoks, może nie w aż tak rygorystycznej formie planuję przedłużyć do 7 lipca, czyli do moich urodzin. Do tego czasu nie mam zamiru kupować żadnych kosmetyków do makijażu, bo sama widzę, że zbyt mało mi ich schodzi. Na pewno nie zamierzam brać udziału w nadchodzącej promocji w Rossmannie, mimo że kusi mnie parę produktów. W większości są to podkłady, których mam dużo, więc więcej nie potrzebuję.

Rozprawienie się z nadmiernym kupowaniem kosmetyków miało dobry wpływ na bardzo wiele aspektów mojego życia. Generalnie zaczęłam kupować mniej i bardziej zastanawiać się czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzebna. Dotyczy to zarówno kosmetyków, jak i ubrań, butów czy jakichś akcesroiów. Bardzo sobie chwalę ten detoks.
Makijażowa promocja w Rossmannie, czyli jak przetrwać dziki szał

Makijażowa promocja w Rossmannie, czyli jak przetrwać dziki szał

Walki przy stoiskach, porozwalane kosmetyki to niestety normalny widok podczas makijażowej promocji w Rossmannie. 49% czy 55% zniżki na kosmetyki do makijażu wyzwala w wielu osobach mordercze wręcz instynkty. Jak przetrwać ten szał i nie zwariować? Zapraszam do czytania!

Zacznę od tego, że tu macie zbiór postów co polecam i co odradzam podczas tych promocji:
Postów odnośnie produktów do makijażu dostępnych w Rossmannie było całkiem sporo, wystarczy użyć lupki na blogu. Jak macie wątpliwości co do jakiegoś produktu to zapraszam również do kontaktu mailowego. Postaram się coś doradzić.




Teraz kilka dobrych rad na przetrwanie:

1. Bądź miła/miły dla kasjerek

Może ja mam takie szczęście, ale w Rossmannach, w których kupuję zawsze trafiam na bardzo miłą obsługę. Tym bardziej zawsze mi ich żal przed tym wielkim szałem podkładowo-szminkowym. Bo pewnie to na ich głowę spadnie, że czegoś brakło albo jakiś podkład czy tusz są otwarte. 
Serio, bycie miłym nic nie kosztuje, a akcja budzi reakcję, więc jeśli my będzie mili dla obsługo to jest większe prawdopodobieństwo, że ona będzie miła dla nas.

2. Wypróbuj produkty przez promocją

Naprawdę marzysz o testowaniu koloru podkładu czy szminki kiedy napiera na Ciebie dziki tłum? Bo ja dość średnio, a że myślę dość intesywnie o jednym zakupie, to kolor sprawdziłam sobie ostatnio. Sprawdźcie kolor czy krycie na trochę przed promocją, tak że danego dnia wchodzicie do drogerii, wybrane produkty wrzucacie do koszyka i macie z głowy. Chyba, że robicie zapas ulubieńców, bo wtedy raczej nic nie musicie testować.


3. Lista zakupów do Rossmanna

Z listą zawsze jest łatwiej, zwłaszcza jeśli masz ograniczone finanse,a konkretne rzeczy do kupienia. Ja tym razem ze względu na chęć kontynuowania kosmetycznego detoksu też zamierzam zrobić listę. Z reguły sprawdzam na stronie Rossmanna jakie są nowości i z nich coś wybiorę. Mam ochotę na krem BB od Bourjois i witaminowy podkład Bielendy.

4. Nie kupujcie w godzinach szczytu i w weekendy

Aby uniknąć dzikich tłumów warto iść na zakupy w godzinach okołopołudniowych, kiedy nie ma aż takiego ruchu. Wyprawa na zakupy około 16 może się łączyć z tym, że jakieś milion pięćset sto dziewięset osób wpadło na ten sam pomysł i właśnie próbujecie się zabić o podkład w najjaśniejszym odcieniu. O chodzeniu na zakupy w weekend, zwłaszcza w galeriach handlowych, chyba nie warto wspominać. Chyba, że ktoś traktuje zakupy jako sport ekstremalny tudzież sporty walki, wtedy jak najbardziej polecam.


5. Na zakupy idź sama

Przyjaciółki na pewno namówią Cię na więcej niż byś chciała kupić. Branie męża czy partnera to najczęściej szczyt sadyzmu, który należy odpokutować. O braniu dzieci to już lepiej w ogóle zapomnieć, a takich w wieku przedszkolnym to najlepiej na zakupy zabierać rzadko acz konkretnie.
Zakupy w ciąży to też jeden z gorszych pomysłów, bo choć obsługa zadba, żebyśmy podeszły pierwsze, to reszta ma to dość często gdzieś. Wiem, bo byłam w takiej sytuacji i nie mam ochoty tego jeszcze raz przerabiać.

6.Zamów przez internet

A najlepiej to zacznij napełniać koszyk już teraz. Strona ci go zapisze, a Ty pierwszego dnia promocji klikasz "Kup to" i masz prawie stuprocentową pewność, że dostaniesz wszystkie chciane produkty. Ja właśnie tak planuję zrobić.

7. Nie kupuj tuszów do rzęs

Serio, to jest kiepski pomysł. Tusze to chyba najczęściej otwierany produkt, nawet jak jest tester, bo a nuż to drugie opakowanie ma trochę inną szczoteczkę. Ja od dawna tuszów tak nie kupuję tylko zamawiam internetowo, nawet te dostępne w drogeriach. I bardzo mnie zastanwia czemu kupując internetowo dostaję tusz zafoliowany, a ten sam produkt w drogerii folii już nie posiada.

Od kwietnia ma też ruszyc akcja produktów za punkty w Rossmannie, więc może część z Was będzie mogła ją wykorzystać podczas tej promocji.

Mimo kontynuowania detoksu kosmetycznego mam kilka pozycji na swojej liście, a Wy?
Wybieracie się do Rossmann czy już Wam się te promocje znudziły?
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger