Nie mogę bez tego żyć, czyli moi kosmetyczni ulubieńcy cz.1-Pielęgnacja

Uwielbiam testować nowości. Kremy, balsamy, żele, mleczka itd., więc często kupuję coś nowego, żeby sprawdzić czy będzie mi odpowiadało. Są jednak takie kosmetyki, bez których nie wyobrażam sobie swojej łazienki i ciężko mi będzie bez nich funkcjonować. Są to:

  1. Moja własna mieszanka olejów stosowana do mycia twarzy. Na temat OCM pisałam już w poście kilka dni temu. Ogromnym plusem takiego kosmetyku jest, że nie muszę się obawiać, że go wycofają, bo robię go sama :-).
  2. Błoto z Morza Martwego. Kolejny super kosmetyk, który będzie istniał zawsze. Ja stosuję w formie maseczek na twarz (genialnie czyści tłustą skórę), na włosy (pomaga przy podrażnionej skórze głowy), na ciało (znikają wszystkie małe krostki, ewentualne przebarwienia i płytkie blizny, no i oczywiście nieszczęsny cellulit). Używałam kilku firm oferujących maseczki z błotem, ale najlepiej eśli chodzi o efekty i cenę wypada firma White Flowers (do kupienia w Rossmanie). Za 500 gramów suchego błota płacimy około 20 PLN, a przy promocji nawet 15. Dla porównania gotowa maseczka z błotem, oczywiście z jakimiś dodatkami, kosztuje ok. 20-30 PLN za 50-75 ml. Można sobie przeliczyć co wychodzi lepiej :-).
  3. Kolejną super sprawą jest dla mnie glinka zielona, również często wykorzystywana w maseczkach dla skóry tłustej. Glinki używam, kiedy chcę oczyścić skórę podobnie jak błotem, ale bez efektu dość silnego zaczerwienienia, który pojawia się u mnie po korzystaniu z błota. Glinka ma tendencje do dość szybkiego wysychania i ściągania nam twarzy, ale jest na to bardzo prosty sposób- pryskanie wodą, najlepiej termalną, ale zwykła mineralna w spryskiwaczu do kwiatów też daje radę. Jak aktualnie mam gotowe maseczki z glinką, m.in. z Bielendy, Sorai i jeszcze kilku firm, a jak mi się skończą to planuję zakup proszku i tworzenie maseczek samodzielnie.
  4. Peeling to następna rzecz na mojej liście obowiązkowego zaopatrzenia łazienki. Peeling zarówno twarzy, jak i ciała wykonuję co 3 dni i to jest dla mnie optymalny odstęp czasowy. Peelingi lubię takie, które mocno zdzierają, tzn. enzymatyczne i tym podobne u mnie kompletnie odpadają. Obecnie zwracam też bardziej uwagę na skład peelingu i staram się eliminować te, które mają dla substancje niepożądane. I tak w peelingach do ciała nie znoszę parafiny,którą natomiast w balsamach umiarkowanie akceptuję. Parafina w peelingu sprawia, że mam uczucie jakiejś takiej lepkiej mazi na skórze, którą mama ochotę od razu zmyć. Natomiast w peelingach do twarzy staram się unikać SLS, SLES, które mnie po prostu wysuszają. Co do używanych peelingów to do ciała mam obecnie dwa peelingi firmy Organique, które dostałam wraz z kolejnymi edycjami Shiny Box, natomiast do twarzy aktualnie mam pastę z Ziai, natomiast w kolejce czeka moja ulubiona Bielenda.
  5. Tonik. Koniecznie bez alkoholu, koniecznie z kwasami. Mój obecny faworyt to tonik z Bielendy z Serii Skin Clinic Professional do skóry tłustej.
  6. Kremy bądź olejki do twarzy, obowiązkowo na dzień i na noc. Na dzień lubię kremy, które solidnie nawilżają, ale nie robią świecącej latarni z mojej twarzy. Na noc preferuję kremy bardziej treściwe, z kwasami lub tak jak jest podczas karmienia Synka-olejki. Co do marek to kremu na dzień cały czas szukam, a z olejkami na noc dopiero zaczynam przygodę, więc okaże się jak mi one służą. Obecnie mam olejek z Bielendy, ale bardzo kusi mnie olejek z kurkumą z Orientany. 
  7. Krem pod oczy. tutaj chyba nic nie muszę wyjaśniać dlaczego, po co itd. Od pewnego wieku po prostu niezbędny.

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger