Kosmetyczni ulubieńcy 2015 roku cz.1-Makijaż

Kosmetyczni ulubieńcy 2015 roku cz.1-Makijaż

2015 rok był dla mnie pod wieloma względami przełomowy. Blog zaczął się rozkręcać, ja też sama zaczęłam czytać więcej innych blogów i między innymi dzięki temu nauczyłam się znacznie więcej o makijażu. Konturowanie, blendowanie czy strobing nie są już mi obce. Z mocno kryjących i matujących podkładów przerzuciłam się na azjatyckie kremy BB i moja skóra jest mi za to bardzo wdzięczna. Pewnie będę testowała nowe podkłady, bo po prostu to lubię, ale nie wiem czy coś przebije azjatyckie cuda.

Proponuję zrobić sobie coś do picia i zasiąść do czytania, bo ulubieńców było naprawdę sporo.

Dodatkowo podzielę post na trzy części, czyli twarz, oczy oraz usta i paznokcie w jednym.

Twarz:

Dzięki zapoznaniu się z azjatyckimi cudami bardzo zmieniło się moje podejście do makijażu twarzy. Wyszło na to, że lepiej wygląda cera wyrównana kolorystycznie i lekko pokryta kremem BB niż z reguły ciężkimi podkładami kryjąca matującymi. I tak w makijażu twarzy moimi ulubieńcami 2015 są:
1.Lioele Dollish Veil RECENZJA
2.Skin79 BB wersja Orange RECENZJA
3.Revlon Photoready podkład RECENZJA oraz baza pod podkład z tej samej serii. Jej recenzja niebawem.
4.Catrice mozaikowy puder korygujący RECENZJA
5.Paleta do konturowania Sleek RECENZJA
6.Paleta róży Sleek Pink Sprint RECENZJA
7.Puder matujący od Annabelle Minerals, którego próbkę znalazłam w BeGlossy





Sądzę, że to praktycznie wszystkie produkty, które się u mnie dobrze sprawdziły w 2015 roku, a niektóre dożyją jeszcze 2016. Na nastepny rok planuję kolejne testy, ponieważ mam kilka produktów, które czekają na swoją kolej. Recenzje będę się starała dodawać na bieżąco.

Oczy:

Tu najtrudniej wybrać mi ulubieńców, bo jeśli ktoś wcześniej czytał moje posty to wie, że jestem Sleekomaniaczką, a innymi paletami również nie pogardzę. Nie chciałam pisać zbyt ogólnikowo, więc wybrałam te kosmetyki, który najczęściej używałam:
1.Cienie do brwi od Essence w wersji dla blondynek to mój absolutny pewniak. Co jakiś czas kombinuję z innym produktem, ale zawsze wracam do Essence.
2.Maybelline Color Tattoo RECENZJA
3.Maybelline Lsh Sensational. Bardzo fajny tusz jak zresztą większość od Maybelline.
4.Baza pod cienie Bell, której recenzja jest prawie napisana. Najlepszy produkt tego typu jaki kiedykolwiek miałam.
5.Czekolady od MUR, gorzka i mleczna RECENZJARECENZJA
6.No i najtrudniejszy wybór czyli moje ukochane Sleeki. Postanowiłam wybrać pięć palet, które najbardziej lubię:





Był to bardzo trudny wybór, ale postanowiłam zerknąć na te których używam najczęściej i padło na wyżej wymienione palety.Sleeki i tak uwielbiam wszystkie. Jak będą się pojawiały kolejne to na pewno je kupię podobnie jak czekoladki od MUR.

Usta i paznokcie:

Kategoria ciężka dla mnie, bo niestety mimo pokaźnej kolekcji rzadko zamieszczam recenzje produktów do ust i paznokci, bo zwyczajnie najtrudniej zrobić mi ich zdjęcia, a nie lubię takich postów bez dobrych zdjęć. Moim postanowieniem na rok 2016 jest większa ilość recenzji z dobrymi zdjęciami i mam nadzieję, że uda mi się tego dotrzymac. A teraz produkty, które czekają na swoje recenzje:
1.Golden Rose Matte Crayon Lipstick to produkt, który kocham. Mam juz chyba osiem kolorów i chcę kolejnych.
2.Bourjois Rouge Edition Velvet nikomu chyba przedstawiać nie trzeba.
3.Lakiery tradycyjne i topy z Essence to od dawna moi faworyci.
4.Bourjois Rouge Edition, czyli klasyczne kremowe pomadki też mi super pasują,




Tych produktów byłoby pewnie więcej, ale teraz jakoś nie mogę sobie przypomnieć. Na pewno w 2016 roku pojawi się więcej ustowo-paznokciowych postów, a przynajmniej postaram się to zrobić.

Już teraz zapraszam na kolejny post na temat ulubieńców, tym razem będzie o pielęgnacji.

Życzę Wszystkim udanej zabawy sylwestrowej i Szczęśliwego Nowego Roku!


Cera laleczki, czyli LIOELE DOLLISH VEIL VITA BB SPF25 PA++

Cera laleczki, czyli LIOELE DOLLISH VEIL VITA BB SPF25 PA++

Od jakiegoś czasu z wielką chęcią testuję kolejne azjatyckie kremy BB. Na produkt Lioele trafiłam na portalu wizaz.pl i tam kremik zbierał w większości rewelacyjne recenzje. Jako, że zawsze jestem chętna do sprawdzenia czy produkt rzeczywiście zasługuje na takie uznanie to postanowiłam sobie ten krem zakupić. Był dostępny w My Asia, więc zamówiłam ten i jeszcze kilka miniatur innych produktów.



Krem dostępny jest w dwóch wersjach: rozświetlającej fioletowej oraz korygującej zielonej. Ja ze względu na swoja tendencję do zaczerwienień zdecydowałam się na tą drugą wersję. 

Co pisze nam o niej producent:

Lioele witaminowy Krem BB SPF25/PA++. Pełni funkcję podkładu korygującego niedoskonałości skóry chroniąc jednocześnie przed promieniowaniem UVA i UVB.
Dzięki zawartości witamin A, B5, C, E, F oraz H wzmacia skórę, głęboko ją nawilżając oraz działa przeciwzmarszczkowo nie dopuszczając do fotostarzenia się skóry
Nadaje skórze lekkie zabarwienie oraz naturalny blask co wyrównuje koloryt cery sprawiając, że wygląda ona młodo i zdrowo
Dostępny odcień Natural Green niweluje zaczerwienienia, ukrywa  naczynka, trądzik oraz rozszerzone pory.

Krem ma bardzo, ładne i praktyczne opakowanie. To, że jest zamykane daje nam pewność, że nawet jeśli wrzucimy krem luźno do torebki to nic się nam nie pobrudzi. Również pompka działa bez zarzutu i raczej nie ma ryzyka, że wyciśniemy za dużo produktu.

A teraz czas na efekty:



Na górnym zdjęciu krem zaraz po wyciśnięciu, a na dolnym po dokładnym rozsmarowaniu. Widać dokładnie jak krem zniwelował lekkie czerwone plamki, które mam na przedramieniu. 

A teraz krem tam, gdzie powinien być czyli na twarzy. Pierwsze zdjęcie bez, drugie po nałożeniu kremu.



Jak dla mnie jest efekt WOW i to w bardzo naturalnej wersji. Krem zniwelował zaczerwienienia, naczynka, rozszerzone pory. Generalnie wyrównał koloryt skóry i przykrył to co powinien jednocześnie nie robiąc maski na twarzy.

Największą zaletą tego kremu jest niesamowicie naturalny efekt. W dotyku cera również jest przyjemna i gładziutka. Krem nie podkreśla suchych skórek, a wręcz nawilża skórę. Stosuję obecnie kwasy i w pewnych miejscach skóra mi się lekko łuszczy, a ten krem to niweluje. 

Przy tłustej skórze takiej jak moja dobrze jest go przypudrować, ale są taki dni, że z pudru rezygnuję, bo po prostu nie jest potrzebny. Krem się dobrze trzyma skóry, a w razie czego można spokojnie zrobić lekkie poprawki w ciągu dnia.

Jedyną wadą tego kremu jest to, że trzeba go bardzo dokładnie rozsmarować, bo inaczej mogą pozostać plamy. Innych wad nie widzę.

Bardzo polecam ten krem i z chęcią wypróbuję kolejne produkty azjatyckie, a dzięki temu, że zakwalifikowałam się do programu blogerskiego My Asia to mam taką okazję, więc kolejne recenzje wkrótce.
Słony karmel od Mikołaja, czyli kolejna czekoladka od Makeup Revolution

Słony karmel od Mikołaja, czyli kolejna czekoladka od Makeup Revolution

Jak zobaczyłam, że Makeup Revolution wypuściło nowe czekoladowe palety to od razu chciałam je mieć. Mam już wersję gorzką i mleczną, a teraz zamarzył mi się Salted Carmel i Pink Fizz. A że Mikołaj był hojny to mam dwie:



Na Pink Fizz przyjdzie pora, a dzisiaj cudowny Salted Carmel.




Od razu widać, że paletka jest śliczna i daje bardzo duże możliwości. A przy tym naprawdę pięknie pachnie karmelem.

Pora na swatche:


Pierwsza kolumna to:
1. Delicious-klasycznie już w czekoladach większy cień bazowy. Kremowy mat, który ładnie wtapia się w skórę.
2.Choc to taki dość neutralny brąz z lekkimi drobinkami. Sądzę, że dobrze sprawdzi się w każdym makijażu.
3.Cake to holograficzny jasny róż i chyba najbardziej problematyczny cień, bo aplikowany na sucho bardzo się sypie i kruszy. Muszę spróbować aplikacji na mokro.
4.Salted to ciemny, perłowy brąz, idealny do dziennych makijaży.
5.Candy to matowy jasny brąz o dobrej pigmentacji.


Pora na drugą kolumnę:
1.Tempt to klasyczna, matowa czerń, dobrze napigmentowana.
2.Heavenly to taki cielisto-różowy mat, który świetnie wygląda przy niebieskich oczach.
3.Perfect to matowy brąz, trochę ciemniejszy od Candy.
4.Crunch to mocny, perłowy błękit.
5.Caramel to perłowy karmel, który na zdjęciu wydaje się trochę rudy, a w rzeczywistości to cień o pięknym, złotawym kolorze.
6.Spoon to kolejny perłowy cień, który w moim odczuciu ma kolor różowego złota.


Ostatnia kolumna to:
1.Drizzle, czyli kolejny matowy brąz w zdecydowanie ciemnym kolorze.
2.Enjoy to bardzo ciemny brąz z domieszką czerni i fioletu oraz lekkimi drobinkami.
3.Sweet to rudy, bardzo przyjemny mat.
4.Fudge to z kolei perłowy ciemny brąz.
5.Yum! to cielisty rozświetlający cień

Paleta jest naprawdę świetna i zdecydowanie jestem z niej zadowolona. Daje dużo możliwości i jak za taką jakość cena również jest bardzo przystępna.
Zapraszam niedługo na kolejny post, tym razem o Pink Fizz.

ShinyBox Grudzień 2015, czyli koniec mojej przygody z pudełkami

Pudełko ShinyBox Grudzień 2015 dostałam wczoraj chcociaż zostało wysłane 18 grudnia. Problem był bardzo rozstrząny na fejsbukowym profilu ShinyBox. Podejście do klienta bardzo średnie.





Zdjęcie na razie nie mam, więc będzie tylko szybki opis produktów:





1.Perfect-Skim Błyszczyk do ust, który otrzymałam jako członkini klubu VIP. Produkt jest gęsty i klejący, a poza tym ja raczej nie używam błyszczków, więc jak dla mnie prezent średni.





2.Mokosh Olejek do ciała Pomarańcza&Cynamon. Mokosh bardzo się udziela w różnych pudełkach i bardzo podobny produkt był w BeGlossy. Generalnie produkt całkiem przyjemny, bo ja lubię różne olejki.





3.Vianek Krem pod oczy-nowa firma na polskim rynku, działająca razem z Sylveco Fajnie, że nowy produkt tylko na powinnam chyba pięć razy dziennie smarować skórę pod oczami, żeby wykorzystać te wszystkie kremy, które dotychczas były w pudełkach.





4.Body Boom Peeling kawowy "Cynamon". Lubię peelingi, więc ten produkt również jest spoko.





5.Oillan Ochronny krem wzmacniający naczynka. Parafina w składzie skreśla ten produkt od razu.





6.Neauty Minerals Cień Mineralny. Nawet bym się ucieszyła, ale dostałam bardzo podobny kolor jak w BeGlossy, więc z chęcią wymienię na jakiś złoty albo jakiś brąz czy czerwień.





7.Signal Pasta do zębów Expert Protection. Produkt gratisowy. Pasta do zębów już była, więc proszę...





8.Bioliq-zestaw próbek. Kolejny gratis. Całkiem spory zestaw, więc jest nieźle.







Generalnie czuję rozczarowanie. Niby świątecznie itd., ale jakoś tak nie do końca przypadło mi do gustu to pudełko. Dlatego też stwierdziłam, że od Nowego Roku rezygnuję z ShinyBox i BeGlossy w ramach subskrypcji. Pewnie będę kupowała jakieś pojedyncze pudełka, ale dopiero po poznaniu zawartości. 
Super mezo siła, czyli korygująca seria Bielendy

Super mezo siła, czyli korygująca seria Bielendy

Blogger szaleje i usuwa nieaktywne konta. Z jednej strony dobrze, bo nie nabija nam sztucznie statystyk, a z drugiej trochę przykro kiedy jednego dnia tracimy wielu obserwatorów.

Teraz już znacznie przyjemniejsza część, czyli recenzja, a w zasadzie dwie, bo będzie o serum i masce od Bielendy z serii korygującej. Zapraszam do czytania!

Na początek co nam o nich pisze producent:

Serum:

Aktywne serum korygujące skutecznie podnosi jakość skóry z niedoskonałościami – mieszanej, tłustej, błyszczącej, szarej, z rozszerzonymi porami, z przebarwieniami, z widocznymi zmianami trądzikowymi. Delikatnie eksfoliuje, skutecznie redukuje błyszczenie skóry oraz zwęża pory, rozjaśnia przebarwienia, dodaje skórze blasku. Redukuje zmarszczki, doskonale wygładza, poprawia nawilżenie i jędrność skóry.
Profesjonalne serum zawiera wysoką dawkę silnie działających składników aktywnych.
KWAS MIGDAŁOWY delikatnie złuszcza naskórek, działa antybakteryjnie, zwęża pory, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega zatykaniu porów, rozjaśnia przebarwienia.
KWAS LAKTOBIONOWY złuszcza naskórek stymulując mechanizmy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery, intensywnie nawilża.
WITAMINA B3 wzmacnia, odnawia i matuje skórę, podnosi jej odporność na uszkodzenia. Zwalcza problemy skórne – trądzik, zaczerwienienia i szorstkość. Rozjaśnia naskórek, redukuje plamy pigmentacyjne posłoneczne i starcze.
Skóra wygląda na młodszą – jest gładka, jędrna, matowa, aksamitna w dotyku, pełna blasku, o jednolitym kolorycie – po prostu ładniejsza. Pory zwężone, przebarwienia rozjaśnione, niedoskonałości zredukowane i mniej widoczne.




Moja opinia:

Uwielbiam to serum! Skóra zaraz po zastosowaniu jest idealnie gładka. Może się trochę błyszczeć, ale jest to do ogarnięcia. Początkowo może pojawić się lekki wysyp pryszczyków, ale w moim przypadku wynikało to z tego, że serum po prostu odblokowało mi sporo zamkniętych zaskórników. Małe czarne wągry dość szybko znikają i nie pojawiają się ponownie. Skóra jest ładnie rozjaśniona, mniej się świeci i rzeczywiście wygląda na młodszą. Serum prz tym ładnie pachnie, dobrze się wchłania.Ja stosowałam pod makijaż i też było w porządku. U mnie nie spowodowało jakiegoś widocznego złuszczenia skóry, raczej były widoczne efekty rozjaśnienia.
Bardzo polecam!



Kolejny produkt to aktywna maska na noc:

Aktywna maska korygująca  o żelowej konsystencji skutecznie podnosi jakość cery z niedoskonałościami –  mieszanej, tłustej, błyszczącej, szarej, z rozszerzonymi porami, z przebarwieniami, z widocznymi zmianami trądzikowymi.  Skutecznie eksfoliuje, zmniejsza widoczność porów, redukuje błyszczenie i zaczerwienienie cery, dodaje blasku. Poprawia jędrność, nawilżenie oraz koloryt skóry, wygładza zmarszczki.




Składniki maski są te same co serum, czyli kwasy migdałowy i laktobionowy oraz witamina B3. Maskę można stosować 1-3 razy w tygodniu w zależności od potrzeb skóry. Działa ona dość konkretnie i trzeba przy jej stosowaniu mocno nawilżać skórę, ale dla efektów naprawdę warto. Juz po pierwszym użyciu jest znacznie mniej niedoskonałości, wągry są oczyszczone, a przebarwienia rozjaśnione. Jedyną wadą jest to, że maska bardzo słabo się wchłania i brudzi włosy oraz poduszkę, dlatego warto sobie jakiś ręczniczek na noc położyć.

Generalnie bardzo polecam te dwa produkty z serii korygującej oraz tonik. Jest jeszcze krem i maska w płacie, ale nie za wiele mogę o nich powiedzieć. Natomiast serum i maskę na noc bardzo polecam!
Jesienno-zimowe siły natury, czyli Sleek Force of Nature

Jesienno-zimowe siły natury, czyli Sleek Force of Nature

Moja miłość do Sleekowych palet jest powszechnie znana. Kiedy pojawi się jakaś nowość to po prostu muszę ją mieć. Nie inaczej było w przypadku najnowszej paletki Sleeka o nazwie "Force of Nature". Z tego co wiem paletka jest na razie dostępna tylko w Sephorze, bo nie widziałam jej w żadnej drogerii internetowej. Sephorę mam praktycznie pod domem, więc dość szybko udałam się na zakupy.




Ja widać sporo tu matów. A oto swatche:




Górny rząd:
-Sunrise-to matowy cień w delikatnym kremowym kolorze. Pigmentację ma słabą, ale idealnie wyrównuje kolor skóry.
-Cloudburst to przepiękny matowy fiolet o bardzo dobrej pigmentacji.
-Whirlwind to raczej chłodny jasny brąz z lekką domieszką rudości. Matowy, dobrze napigmentowany.
-Dawn to kolejny matowy, chłodny brąz, idealny do lekkich "dzienniaków".
-Mist to taki szaro-zielony mat o dobrej pigmentacji.
-Moonbeam to kremowa, matowa biel o raczej średniej pigmentacji.

Dolny rząd:
-Twilight to to kolejny matowy fiolet, ale taki bardziej brudny, z domieszką brązu.
-Lightning to przepiękny matowy fiolet o bzowo-fiołkowym kolorze.
-Thunder to bardzo ciemny, matowy granat
-Borealis to wspaniała, szmaragdowa zieleń
-Sandstorm to taki przyjemny, piaskowy kolorek.
-Sunset to najmodniejsza w tym sezonie marsala.

Paleta jest świetna! Same maty co bardzo mi pasuje, a przy tym dobrze wyważone kolorystycznie. Można wykreować zarówno lekki, dzienny makijaż, coś mocniejszego na wieczór, a nawet jakąś mocniejszą, bajkową stylizację. Jak dla mnie ta paleta świetnie komponuje się z Ultra Mattes Darks, bo wtedy jest idealna równowaga między jasnymi i ciemnymi odcieniami. Ja jestem zachwycona i czekam na kolejne paletki.
Pomarańczowy grudzień, czyli najnowszy Chillbox

Pomarańczowy grudzień, czyli najnowszy Chillbox

W końcu udało mi się zebrać do recenzji najnowszego Chillboxa. Miało być wcześniej, ale tyle się dzieje, że nawet nie mam czasu napisać posta. Teraz znalazłam tą cenną chwilę, więc zapraszam do czytania!


Zaraz po otwarciu pudełka uderza w nas intensywny, cytrusowy aromat. Już przyzwyczaiłam się do tego, że wszystkie Chillboxy pięknie pachną i bardzo mi się to podoba. 


Od razu widać, że pudło bardzo na bogato. A znajdują się w nim:

1.Masło do ciała Pomarańcz&Cynamon&Goździk od firmy Harmonique. Lubię wszystkie produkty, które zawierają masło shea, ale nie do końca jestem przekonana do aromatu goździków w kosmetykach. Jeszcze nie otwierałam, ale będzie następne w kolejności.


2.Adriana Trigiani "Nie śpiewaj przy stole". Kolejna książka w Chillboxie i mam nadzieję, że będzie trochę lepsza niż ta listopadowego boxa.


3.Termofor na zimne dni. Super pomysł!Ja akurat mam w domu dość ciepło, ale praktycznie ciągle marzną mi stopy i może termofor trochę na to pomoże. Jedyna uwaga to, że na karcie zamiast zdjęcia termofora jest zdjęcie książki z poprzedniej edycji :-).


4.Zestaw do kąpieli, czyli sól od Organique oraz półkula od Nacomi to sprawcy tego wspaniałego zapachu, który wypełnia całe pudełko.



5.Grzaniec strażacki od Natur Vit. Grzaniec okazał się herbatą, a nie grzanym winem, ale jakoś to przeżyjemy :-).


6.Wykrawaczki do ciasteczek. Uwielbiam takie bibeloty i już planuję pieczenie ciasteczek i zdobienie ich razem z Synkiem i Mężem.


7.Peeling cukrowy od Nacomi, oczywiście pomarańczowy. Chociaż ostatnio mam na to znacznie mniej czasu to peelingi uwielbiam, a ten pachnie wspaniale.


Tradycyjnie dużo próbek i zniżek.


Podsumowując-po raz kolejny Chillbox udowadnia, że na obecną chwilę jest najlepszy boxem dostępnym na rynku. Pudełka są przemyślane, fajnie skomponowane i sprawiają mi bardzo dużo radości, dlatego wykupiłam pakiet na kolejne 6 miesięcy.
BeGlossy na grudzień, czyli święta pachną żurawiną

BeGlossy na grudzień, czyli święta pachną żurawiną

Dzisiaj dotarły do mnie dwa, a w zasadzie trzy pudła kosmetyczne. Jednym z nich jest grudniowe BeGlossy, od którego zacznę pudełkowy grudzień. W miarę możliwości postaram się ciągu najbliższych dni opisać pozostałe pudła, które do mnie trafiły.

Sam wygląd pudełka odbiega od tradycyjnych różowych. To utrzymane jest w świątecznym klimacie i spokojnie może robić za pudełko na prezent. A co zawiera?


1.Mokosh Odżywczy eliksir do ciała Żurawina. Miks naturalnych olejów o pięknym zapachu żurawiny. Na zimę idealny.



2.Szampon intensywnie nawilżający Rain Dance od Artego. Ja z szamponami dość mocno uważam, bo dość często mnie podrażniają, ale zobaczę-może ten będzie w porządku.



3.L'Oreal Elseve Magiczna Moc Olejków Olejek w Kremie. Jestem dość ciekawa tego produktu, ale trochę się go obawiam, bo może mi obciążyć włosy.


4.Annabelle Minerals Cień mineralny. Kolor mi się nawet podoba, ale raczej nie używam sypkich cieni, więc muszę zobaczyć jak będzie.


5.Jean D'Arcel Collection Caviar Creme. Ja dostałam wersję na dzień, ale wiem że była też wersja na noc. Kolejny krem do testów. W sumie kremów mam już tyle, że mogłabym w ogóle ich nie kupować.


6.Uriage Pasta SOS. Przydatny produkt dla problemowej skóry.

Prezent dla VIP, czyli miniatura perfum Kwiat Wiśni. Całkiem przyjemnie pachną, chociaż ja bym wolała wersję Czerwona Wiśnia.


Ogólnie pudełko udane, utrzymane w klimacie świątecznym. Nie ma tu wielkiego "WOW", ale też nie jest to jakieś wielkie rozczarowanie. Mimo wszystko chyba będę musiała rozważyć dalszą subskrypcję, bo oferta pudełek na rynku jest coraz szersza i w porównaniu z innymi BeGlossy niestety wypada według mnie najsłabiej.







Delikatna pianka myjąca od Skin79

Delikatna pianka myjąca od Skin79

 Jakiś czas temu na stronie sklepu SKIN79 Polska trwała promocja, że do pewnych produktów była dodawana "Lotus Mild Cleansing Foam", czyli delikatna oczyszczająca pianka z lotosem. Akurat moje zakupy sprawiły, że w moje łapki wpadły dwie takie pianki, więc jedną dostała Siostra, a jedną wykańczam ja.



Zacznijmy od tego co obiecuje nam producent:

Kremowa pianka która z łatwością usunie resztki makijażu, nadmiar sebum i martwy naskórek
pozostawiając skórę czystą, świeżą i matową.Tworzy barierę ochronną zatrzymując wilgoć.
Skóra jest elastyczna, nawilżona i gotowa na przyjęcie produktów pielęgnacyjnych.
Ma delikatne działanie rozjaśniajace.
Zawiera składniki przeciwzmarszczkowe.
Przeznaczona dla każdego typu cery, z wrażliwą włącznie.

Obietnice wyglądają super, a jak jest w rzeczywistości? Nie wiem czemu tak się dzieje, ale praktycznie każdy nowy produkt myjący, którego używam powoduje u mnie początkowo uczucie bardzo ściągniętej skóry. Podobnie było w przypadku tej pianki. Miałam wrażenie, że skóra jest mocno podsuszona, ale szczęśliwie było to tylko pozorne ściągnięcie, bo skóra nie zaczynała się szybciej przetłuszczać. Po kilku dniach uczucie lekkie świądu ustapiło bardzo przyjemnemu odświeżeniu.

Pianka jest bardzo wydajna, bo wystarczy naprawdę odrobinka na umycie całej buzi. Ładnie i mocno się pieni. Zapach mi się nie do końca podoba, ale to chyba kwestia gustu. Produkt bardzo dokładnie myje skórę i usuwa wszelkie zanieczyszczenia. Ja wszystkim produktom tego typu robię "test dziurki", bo na jednym policzku mam taką małą dziurkę po pryszczu, która w ciągu dnia zawsze zbiera makijażi sebum. Jeśli produkt myjacy jest dobry to po umyciu ta nieszczęsna dziurka jest czysta, a jeśli nie to nadal widac w niej resztki sebum. Pianka Skin79 zdała test celująco, bo cała buzia jest czyściutka.

Ja jestem bardzo zadowolona z tego produktu i z czystym sumieniem mogę go polecić. Obecnie testuję drugą piankę od Skin79, więc recenzja niebawem. A jeszcze widziałam wersję ze ślimakiem, która już mnie totalnie kusi.
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger