Cudowny olej z czarnuszki

Cudowny olej z czarnuszki

Dzisiaj recenzja, która powstała dzięki pierwszej blogowej współpracy. Jak można zauważyć, po prawej stronie pojawił się baner sklepu internetowego MAZIDŁA. Zachęcam do korzystania, bo mają naprawdę ciekawe produkty dla fanów kosmetyków naturalnych.

Produkty wybrałam sama do testowania, dzięki uprzejmości firmy MAZIDŁA. Dzisiaj pojawi się pierwsza recenzja, a na dniach kolejna, więc od razu zapraszam.

Na pierwszy ogień idzie olej z czarnuszki. Zacznę od opisania jego działania, a później wyjaśnię czemu akurat ten produkt wybrałam do testów.

Olej z czarnuszki pomaga na problemy skórne jak łupież, egzemy, łuszczyca. Ma działanie przeciwzapalne i antybakteryjne. Jest stosowany (również jako olejek eteryczny) przy alergiach oraz chorobach układu oddechowego. Doustnie wspomaga leczenie wrzodów bądź stanów reumatycznych. Jak widać ma bardzo szerokie zastosowanie. Mnie interesował przede wszystkim jego wpływ na leczenie łupieżu, jako że nie mogę na razie z uwagi na synka stosować żadnych silnych środków farmakologicznych, a nie chcę też zedrzeć sobie skóry ze skalpu.

Olej z MAZIDEŁ prezentuje się tak:



Zdecydowałam się na niewielką buteleczkę, bo planowałam tylko traktowanie olejem skóry głowy, a nie chciałam, żeby się zepsuł. Olej po otwarciu należy przechowywać w lodówce.

Naczytałam się, że olejek z czarnuszki ma dość intensywny zapach i tak rzeczywiście jest. Olejek z Mazideł aż kręci w nosie. Zaczęłam się zastanawiać czy mąż i synek nie wymeldują mnie z sypialni, ale na szczęście wykazali zrozumienie. 

Olejek wcierałam sumiennie co dwa dni w skórę głowy jako podstawowy olej na noc. Rano zmywałam łagodnym szamponem. Po prawie dwóch tygodniach użytkowania problem ze skórą głowy prawie całkowicie ustąpił. Pozostały tylko problematyczne miejsca nad uszami i przy czole, ale to akurat moja wina, bo ciągle zakładam plastikową przepaskę z ząbkami, która dodatkowo drażni skórę.

U mnie ten olejek zrobił jeszcze jedną bardzo ciekawą rzecz, a mianowicie poprawił mi kolor włosów. To znaczy lekko ochłodził odcień i włosy w dzień mycia miały taki lekko srebrzysty blask, na którym mi zależy.

U mnie ten olejek świetnie się sprawdził. Teraz chcę namówić Męża, żeby potraktował nim swoją mocno problematyczną skórę.

Bardzo polecam korzystanie z takich produktów, zwłaszcza dla osób które lubią wiedzieć co jest w ich kosmetykach.

Na koniec tradycyjnie zaproszę Was na rozdanie, do którego link znajduje się w prawym górnym rogu strony.
Cudowne nawilżenie od Barwy oraz rozdanie

Cudowne nawilżenie od Barwy oraz rozdanie

Krem Siarkowy Długotrwale Nawilżający firmy Barwa nabyłam pod wpływem bardzo pozytywnych opinii jakie zbierał ten krem na Wizażu. Szukałam czegoś co nawilży, ale nie obciąży mojej mieszanej, ale skłonnej do świecenia, zapychania i zaskórników skóry. Poczytałam te ochy i achy nad tym kremem i udałam się do drogerii, żeby go zakupić.

Słoiczek wygląda tak (kartonik już dawno wylądował w koszu):


Info ze strony producenta:
  • zwiększa poziom nawilżenia bezpośrednio po aplikacji aż o 103%*
  • w wyniku długotrwałego stosowania nawilżenie wzrasta o 28%*
  • przynosi natychmiastową ulgę zaraz po aplikacji
  • przyspiesza regenerację podrażnionej skóry
  • zmniejsza przetłuszczanie
  • nie zatyka porów
  • przyspiesza procesy odnowy naskórka
  • zmniejsza rozwój zaskórników i stanów zapalnych
  • regeneruje naturalną warstwę hydrolipidową
Jakie ma dawać efekty:


  • intensywnie i dogłębnie nawilżona cera bez uczucia ściągnięcia
  • wygładzona, jędrna i elastyczna skóra
  • jednolity, matowy i zdrowy koloryt
  • zmniejszona widoczność porów
Moje odczucia. Krem jest raczej delikatnej, wręcz lekko żelowej konsystencji. Bardzo ładnie pachnie (albo ja nadaję się do piekła i lekko siarkowy zapach mi nie przeszkadza). Szybko się wchłania i to z reguły rzeczywiście do matu. Takiego ładnego, lekko satynowego matu, który ja lubię. Absolutnie nie zapycha, nawet ja się go nałoży więcej. Cudownie łagodzi skórę po wszelkich kwasach, błotach, glinkach itd. I przede wszystkim genialnie nawilża. Czy nałożony na noc razem z olejkiem czy rano pod makijaż. Nie ma po nim suchych skórek, a wszystkie moje podkłady się z nim lubią. Jak wykończę ten słoiczek to zaraz pędzę po następny.

Na pewno nie jest to dla mnie podstawowy krem, bo moja skóra 30+ potrzebuje czegoś więcej niż tylko nawilżenia i matowienia. Niemniej jednak lubię go używać, sprawdza się w bardzo wielu sytuacjach.

Na koniec przypomnienie o rozdaniu z Bielendą ROZDANIE.
Metoda Lancera jako sposób na piękną cerę

Metoda Lancera jako sposób na piękną cerę


Słyszałyście o doktorze Haroldzie Lancerze, zwanym też "doktorem Hollywood"? Ja nie dopóki nie wpadłam na opis jego metody na jednym z blogów. Nie będę ukrywała, że zainteresował mnie nowy sposób na ładną skórę, więc zdecydowałam się nabyć jego książkę "Skóra pełna blasku".

Co jest takie innowacyjnego w metodzie Lancera? Przede wszystkim codzienne złuszczanie skóry, czyli robienie peelingów- mechanicznych lub enzymatycznych.

Schemat metody Lancera wygląda tak:

Rano:
1.Oczyszczanie
2.Odżywanie
3.Ochrona

Wieczorem"
1.Złuszczanie 
2.Oczyszczanie
3.Odżywianie

Nie wiem czy dziewczyny, których blogi czytałam nie doczytały ten informacji czy im się po prostu pomyliło, ale kilkakrotnie spotkałam się z zaleceniem, że doktorem zaleca złuszczanie dwa razy dziennie i ja też radośnie przed zakupem książki peelingowałam swoją skórę rano i wieczorem. Na szczęście po kilku dniach dotarła do mnie książka i nie narobiłam za dużo szkód mojej skórze.

Wiele osób może być zdziwionych zaleceniami dotyczącymi codziennych peelingów, bo wszędzie są zalecenia żeby peelingu używać maksymalnie 1-2 razy tygodniowo, a przy wrażliwej skórze jeszcze rzadziej. Na pewno ta metoda nie sprawdzi się u wszystkich, bo niektóre skóry po prostu peelingów nie lubią.

Jak wygląda u mnie stosowanie tej metody? Rano myję twarz albo mydłem z błotem z Morza Martwego albo szamponem mojego synka (Lancer zaleca unikanie mydła, ale u mnie się ona akurat sprawdza), następnie nakładam serum nawilżające oraz krem. Cały czas zapominam o bardzo istotnej sprawie jaką jest ochrona przed słońcem, ale obiecałam sobie, że w ty roku o to zadbam i poszukam odpowiedniego kremu o filtrze co najmniej 30 SPF (podkłady, których używam mają z reguły filtry na poziomie 10-20 SPF). Pamiętajcie, że przy stosowaniu kosmetyków nie sumujemy filtrów. Mamy na twarzy taki filtr, jaki ma kosmetyk z najwyższym oznaczeniem.

Wieczór to już ukłon w stronę metody Lancera, czyli najpierw OCM lub mydło, później peeling, a potem kolejne odżywcze kosmetyki z witaminą C, kwasami itd.

Metoda ta daje u mnie bardzo dobre rezultaty- skóra jest gładka, nie wyskakują niespodzianki, koloryt jest bardziej wyrównany. Jeśli chodzi o peelingi to stosuję te bazujące na korundzie jako środku złuszczającym. Lancer zaleca unikanie zastosowania peelingów, gdzie "zdzierakiem" są łupiny orzechów, pestki moreli itd. Twierdzi, że są to zbyt ostre drobiny i mogą nam tylko pokaleczyć skórę. U mnie się to sprawdza. Korund, choć znacznie drobniejszy, bardzo dobrze oczyszcza moją skórę.

Ja sobie trochę modyfikuję tą metodę, bo już wcześniej testowałam pewne rozwiązania i wiem co może być dobre dla mojej skóry, a co nie. Zainteresowanym polecam lekturę książki "Skóra pełna blasku". Jest tam napisane znacznie więcej na temat troski o skórę, w tym opis dbania o cery bardziej problematyczne, o ciała, jak również i dieta na młodą skórę.

Na koniec tradycyjnie przypomnę o rozdaniu (ROZDANIE). Zapraszam do brania udziału, bo nagrody naprawdę fajne.


Moja pielęgnacyjna, makijażowa oraz odzieżowa wishlista i rozdanie

Moja pielęgnacyjna, makijażowa oraz odzieżowa wishlista i rozdanie

Listy życzeń to bardzo fajna sprawa, bo pozwalają nam spisać co byśmy chciały mieć i przy okazji są swego rodzaju przypominajką. Mogą być także sugestią dla naszych bliskich co byśmy chciały dostać w prezencie. 

Ja swoją tworzę od czasu do czasu i dzisiaj postanowiłam się z Wami podzielić swoimi planami zakupowymi. Będą nie tylko kosmetyki, ale także ubrania, bo planuję trochę poszerzyć treści przedstawiane na blogu. Nadal podstawą będą tematy kosmetyczne, ale pojawią się też posty na temat łączenia ubrań i makijażu oraz być może jakieś przepisy, bo ostatnio dość mocno szaleję w kuchni.

Do rzeczy. Zdjęć będzie sporo, więc zapraszam bardziej do oglądania niż czytania. Zacznę od ubrań i butów.

1. Koszule Wólczanki. Uwielbiam takie kolory oraz wzory, więc obok kilku dość klasycznych jednokolorowych koszul lubię mieć w szafie takie mocno kolorowe.


2. Czerwone szpilki. Mam już nawet upatrzony model.

3. Półbuty. Może niebieskie, może czerwone albo cieliste. Tego jeszcze nie wiem, ale chcę mieć jakieś płaskie buty, a za balerinami nie przepadam.


Znając mnie to pewnie jeszcze do lata zakupię kilka sukienek w kwiatowe wzory, klasyczne jeansy typu "skinny" oraz jakieś T-shirty.

Teraz pora na życzenia makijażowe:

1. Kostka Maqpro od Katosu. Im częściej ją oglądam tym bardziej chciałabym ją mieć w swojej kolekcji.


2. Zestaw pędzli marki Zoeva. Są to bardzo chwalone pędzle, więc chciałabym je wypróbować.




3.Beauty Blender. Lubię gąbki do makijażu, a ta mnie ciekawi, bo wszyscy się nią bardzo zachwycają.


4. Dwie palety cieni. Jedna od BH, a druga od Makeup Revolution. Po prostu mi się podobają :-).


Jeśli chodzi o pielęgnację to nie mam jakiś większych życzeń, bo obecnie mam całkiem spory zapas różnych specyfików. Przy tym wychodzę z założenia, że jeśli chodzi o pielęgnację to podstawą jest sytematyczność. Na pewno w tym roku sporo czasu poświęcę na ostatnio odkrytą przeze mnie metodę Lancera, o której post już niedługo.

To na razie koniec moich życzeń. Jestem ciekawa czy Wy również tworzycie takie listy i co się na nich najczęściej znajduje.

Na koniec przypomnę o rozdaniu kosmetyków Bielendy ROZDANIE.
Meteoryty w wersji ekonomicznej, czyli pudry w kulkach od Sensique

Meteoryty w wersji ekonomicznej, czyli pudry w kulkach od Sensique

Pewnie z wiele z Was słyszało o osławionych "Meteorytach" od firmy Guerlain. Kultowy puder o fiołkowym zapachu, zapakowany w śliczne metalowe puzderko to obiekt westchnień bardzo wielu fanek makijażu. Dla wielu też pozostanie obiektem westchnień bo cena jest dość porażająca. Ja już kilka razy rozważałam kupno tego pudru i zawsze dochodziłam do wniosku, że to jednak za dużo jak za kosmetyk mimo, że słyszałam o jego genialnej wręcz wydajności.

Niemniej jednak szukam jego tańszych zamienników i tym sposobem trafiłam na puder w kulkach od firmy Sensique, który można nabyć w Drogeriach Natura. Puder występuje w wersji brązującej oraz rozświetlającej, a prezentuje się tak:


Jak widać opakowanie bardzo średnie, żeby nie powiedzieć tandetne. Od razu ma się obawy czy zawartość to też nie jest jakaś masakra. I tu spotyka nas pozytywne rozczarowanie. Wersja brązująca nadaje skórze ładny, lekko złocisty odcień bez pomarańczowych tonów co się niestety często zdarza w produktach tego typu. Można spokojnie aplikować na całą twarz bez obawy o zrobienie sobie solarki czy pomarańczki na twarz. Użyłam tego pudru do wykończenia ostatnio prezentowanego makijażu. Efekty TUTAJ. Jak widać sprawdza się nawet na dość bladej skórze. U mnie ładnie zniwelował kontrast między różowobladą twarzą, a lekko opaloną resztą ciała.

Wersja rozświetlająca jest trochę podstępna, bo raz działa super, a raz robi nam na twarzy perłowe "ciasto". Metodą prób i błędów doszłam do tego, że najpierw matuję twarz jakimś zwykłym pudrem matującym, a potem delikatnie omiatam rozświetlającym pudrem z Sensique. Efekt- twarz jest ładnie rozświetlona i wygląda zdrowo. Jak wyzdrowieję to postaram się zrobić jakiś makijaż i go Wam pokazać.

Mnie oba tego produkty bardzo przypadły do gustu i z chęcią z nich korzystam. W najbliższym czasie recenzje kolejnych "kuleczek", bo ostatnio trochę tego produktów wpadło do mojej kosmetyczki.

Na koniec przypomnienie o trwającym rozdaniu, gdzie można wygrać produkty marki Bielenda ROZDANIE.
O tym jak polubiłam kremy BB, czyli Multifunkcyjny Krem BB firmy Lirene

O tym jak polubiłam kremy BB, czyli Multifunkcyjny Krem BB firmy Lirene

Jakiś czas temu pisałam, że nie przepadam za kremami BB. Używałam kilku typu Garnier czy Eveline i wyglądało bardziej jakbym użyła podkładu i to mocno kryjącego, a nie tylko ujednoliciła cerę co de facto jest zadaniem tego typu kremów.

Multifunkcyjny Krem BB od Lirene zakupiłam pod wpływem dobrych opinii na wizażu. Nie dawałam mu zbyt dużych szans, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

Prezentuje się tak (kartonik poszedł do śmieci jeszcze przed pisaniem posta):


Info ze strony Lirene na temat zawartych składników:

  • kwasu hialuronowy i gliceryna - optymalnie nawilżają i utrzymują prawidłowy poziom nawodnienia przez 24h
  • witamina C - neutralizuje szkodliwe działanie wolnych rodników, delikatnie rozjaśnia i wyrównuje koloryt skóry
  • mikrogąbeczki matujące - pochłaniają nadmiar sebum, długotrwale matują
  • wyselekcjonowane pigmenty - kryją niedoskonałości
  • delikatna mika - subtelnie rozświetla skórę, w widoczny sposób ją upiększając
W moim przypadku nie sprawdza się tylko jedna obietnica, a mianowicie matowienie skóry, ale u mnie tylko podkłady to potrafią, więc wybaczam to temu kremowi. Poza tym krem rzeczywiście fantastycznie nawilża, ja mam wręcz takie uczucie lekkiego chłodu podczas aplikacji tego produktu. Ładnie ujednolica skórę, nawet nieźle kryje niedoskonałości typu naczynka, a krycie można spokojnie budować bez efektu maski lub ciasteczka na twarzy. Kolor w tubce wydaje się dość ciemny i ma lekko pomarańczowe zabarwienie, ale po aplikacji na skórę ten efekt znika. Krem pięknie wtapia się w cerę i rzeczywiście go nie widać, czyli spełnia swoje najważniejsze zadanie. Ja muszę go lekko matować pudrem, ale to akurat nie jest problem. Krem nie zapycha.

Dla mnie na ten moment to ideał BB. Lubię go aplikować nawet jak nigdzie nie wychodzę, bo nawilżenie i efekt jaki daje na mojej cerze bardzo mi się podobają. Bardzo polecam przetestować ten produkt.

Na koniec przypomnę tylko o trwającym rozdaniu ROZDANIE.
Wieczne złoto od Organique

Wieczne złoto od Organique

Ja już pisałam jakiś czas temu wraz pudełkami Shinybox otrzymałam dwa peelingi firmy Organique. Jeden już miałam okazję recenzować, a na drugi przyszedł czas dzisiaj.

Peeling Eternal Gold otrzymałam wraz z Shinybox z listopada 2014. Ucieszyłam się, bo poprzedni peeling firmy Organique bardzo przypadł mi do gustu i miałam nadzieję, że z tym będzie to samo.

Peeling wygląda tak:




Tak jak poprzedni peeling ma pojemność 200 gramów, ale jest od niego ponad dwa razy droższy! W tym peelingu jako substancji złuszczającej użyto cukru. Od razu mała uwaga- jeśli używamy peelingów cukrowych lub solnych to najlepiej się tak długo masować ciało aż cukier lub sól się rozpuszczą. Wtedy są najlepsze efekty.

Złoty peeling przede wszystkim pięknie pachnie, jakby eleganckimi perfumami. Zapach jednak ulatnia się bardzo szybko. Peeling ma dobrą, zwartą konsystencję, łatwo się go nabiera. Starcza na dość długo.

Mnie ten peeling nie zachwycił. Jest dobry, przyjemny, ale bez takiego fantastycznego wygładzenia jaki dawał poprzedni peeling. O ile wersje z olejem z chęcią kupię ponownie to do tego na pewno nie wrócę, bo piękny zapach to nie wszystko czego oczekuję od tego typu kosmetyku.

Na koniec przypominam o trwającym rozdaniu ROZDANIE. Zachęcam do udziału, bo nagrody są naprawdę atrakcyjne.

Wiosenne rozdanie z Bielendą

Wiosenne rozdanie z Bielendą

Jeśli ktoś już wcześniej obserwował mojego bloga to wie, że bardzo lubię firmę Bielenda. Postanowiłam zorganizować rozdanie z kosmetykami tej marki. Tym razem będą to dwie nagrody, w tym pierwsza nagroda do wyboru.

Nagroda pierwsza to zestaw z serii Skin Clinic Professional składający się z toniku, serum kremu oraz maski. Do wyboru wersja zielona (korygująca), niebieska (nawilżająca) oraz czerwona (odmładzająca). Zestaw bez maski wygląda tak:


Drugą nagrodą będzie zestaw 10 maseczek firmy Bielenda (najnowsze).

A teraz zasady:

  1. Publiczne obserwowanie mojego bloga.
  2. Mieć ukończone 18 lat bądź zgodę rodziców
  3. Konkurs trwa od 24-03-2015 do 24-04-2015 do godziny 23:59
  4.  Wyniki ogłoszę do 30-04-2015 na swoim blogu oraz na profilu na Facebooku
  5. Nagrody wysyłam tylko na terenie Polski.
  6. Wybór zwycięzców odbędzie się przez losowanie. Jeśli dana osoba nie zgłosi się do mnie w ciągu 7 dni od ogłoszenia wyników losuję kolejną osobę.
  7. Zgłoszenia proszę zamieszczać w komentarzach pod tym postem.

Można zwiększyć swoje szansę poprzez:
1. Polubienie profilu na Facebooku (KLIK) +1 los
2.Udostępnienie informacji o rozdaniu na swoim blogu/profilu na Facebooku +1 los

Wzór zgłoszenia:
Obserwuję jako:
Lubię jako:
E-mail:
Baner/informacja o rozdaniu:
Życzę powodzenia!


Krokusy z Makeup Revolution i Essence

Krokusy z Makeup Revolution i Essence

Dzisiaj będzie makijaż inspirowany krokusami z użyciem palety Eyes like Angels od Makeup Revolution oraz tuszu Essence. Zdjęć będzie dużo i tu od razu zaznaczę dwie rzeczy:moja wybitna fryzura jest w trkacie zapuszczania i dość konkretnej kuracji dermatologicznej związanej ze skórą głowy, więc nie prezentuje się zbyt wybitnie. Druga sprawa- nie jestem specjalistą od fotografii, więc jakość zdjęć też nie jest jakaś wybitna. Zdjęć nie poprawiam typu wygładzanie skóry itd. To pozostawiam osobom zajmującym się profesjonalnie makijażem.

A teraz pora na krokusy:



Oko na zbliżeniu:





I jak Wam się podoba taki mocno wiosenny makijaż ?
Nie mogłam się powstrzymać, czyli Iconic Pro 2 od Makeup Revolution

Nie mogłam się powstrzymać, czyli Iconic Pro 2 od Makeup Revolution

Jakiś czas temu moja kochana Siostra chciała zrobić zakupy w drogerii ekobieca.pl dzięki czemu dała mi pretekst do zrobienia małych zakupów. Tym razem były one bardzo oszczędne, bo nabyłam tylko olejek do włosów i tytułową paletę, czyli Iconic Pro 2 od firmy Makeup Revolution.

Paleta bardzo mi się spodobała już kiedy zobaczyłam swatche na stronie MUR i bardzo chciałam ją mieć.

Wygląda ona tak:





A oto swatche (Stasik spał, więc mama mogła zrobić zdjęcia w świetle dziennym):



Paleta zawiera 16 cieni, 8 matowych i 8 perłowych. Dołączony do palety pędzelek jest całkiem niezły, bo zawiera końcówkę do nakładania i rozcierania cieni.

Co tu dużo się rozpisywać? Piękne kolory w chłodnej tonacji. Idealne do zrobienia zarówno dziennego jak imprezowego czy nawet ślubnego makijażu. Dobra pigmentacja. Kilkakrotnie się już malowałam tą paletą i nie zauważyłam, żeby cienie się jakoś mocno osypywały. Łatwo się je łączy ze sobą (pisząc posta robiłam sobie jakiś kolejny makijaż :-)). 

Dla mnie na ten moment to ulubiona paleta od MUR. Rozważam coraz bardziej zakup wersji PRO 1 do kompletu.
Wiosenna nowość od Rimmel, czyli podkład Lasting Finish Nude

Wiosenna nowość od Rimmel, czyli podkład Lasting Finish Nude

Bardzo lubię podkłady firmy Rimmel, bo poza jedną wpadką ze Stay Matte, to nigdy się na tej marce nie zawiodłam i chętnie testuję różne ich nowości. Jakiś czas temu zakupiłam bardziej kryjącą wersję Lasting Finish, jednak z uwagi na ciemniejszy kolor klasyczny Lasting Finish będzie się nadawał do używania latem, bo testowałam już próbki i jestem zachwycona.

Wersją lżejsza, czyli Lasting Finish Nude dostępna jest w sześciu odcieniach. Ja zakupiłam odcień 100 Ivory, ale sądzę, że mogłam też wypróbować Sand lub True Nude. Przy najbliższej wizycie w drogerii sprawdzę pozostałe odcienie.

Podkład dostajemy w plastikowej tubce, dzięki czemu jego cena jest też odpowiednio niższa od wersji bardziej kryjącej w szklanej butelce. wygląda in tak:


Kolor 100 Ivory jest dość jasny, ale raczej nie dla mocnych bledziochów. Tym osobom proponuję kolor Light Porcelain, chociaż ma w sobie sporo różowych tonów. Kolor Ivory dobrze zgrywa się z moją cerą, nie zauważyłam w nim również żadnych różowych tonów. Jest to raczej ładny, delikatny beż, który pasuje do różnych typów urody, ze wskazaniem na chłodne i neutralne.

Podkład bardzo dobrze się rozprowadza palcami, pędzlem czy też gąbką. Akurat w tym przypadku najlepiej aplikuje mi się ten produkt palcami chociaż pędzel lub gąbka też są niezłe. Co do krycia to zgodnie z obietnicą producenta jest ono średnie, ale można je stopniować bez robienia sobie efektu maski. Rimmel ładnie przykrywa popękane naczynka, niewielkie krostki czy blizny. Na pewno nie jest to moc kamuflażu, ale nie takie jest zadanie tego produktu. Bardzo ładnie wyrównuje koloryt cery. Nie podkreśla suchych skórek.

Na koniec najważniejsza dla mnie zaleta tego podkładu- nie trzeba go pudrować po aplikacji. Skóra ma ładny satynowy blask, który utrzymuje się dość długo i dopiero po kilku godzinach można użyć pudru. Moja opinia dotyczy światła naturalnego. W świetle sztucznych takim jak jest na przykład w biurach proponuję jednak lekko przypudrować twarz.

Kolejny podkład od Rimmel, który bardzo mi przypasował. Być może to też kwestia tego, że moja cera obecnie jest tak dobrze odżywiona, że praktycznie każdy podkład na niej dobrze wygląda. Sądzę, że jakość Rimmel i stan mojej skóry przyczyniły się do bardzo pozytywnej opinii na temat tego podkładu. Ze swojej strony bardzo go polecam i planuję zakup kolejnych produktów z serii Lasting Finish, czyli bazy, pudru i korektora.


Recenzja peelingu z witaminą C ze Starej Mydlarni

Recenzja peelingu z witaminą C ze Starej Mydlarni

Peelingów do twarzy używam od czasów nastoletnich. Zawsze preferowałam te z drobinkami niż enzymatyczne. Po prostu mam wrażenie, że taka wersja znacznie lepiej oczyszcza moją skórę. Przetestowałam na sobie najróżniejsze peelingi, z różnym skutkiem. Najczęściej było tak, że owszem pory ładnie oczyszczone, ale skóra po jakimś czasie robiła się mocno przesuszona. Prawdopodobnie przez SLS w składzie, gdyż tego składnika moja twarz i skóra głowy wyjątkowo nie lubią. Szukałam więc czegoś innego i żeby nie było w saszetkach, bo o ile w maskach ta wersja produktu mi nie przeszkadza, to jednak peeling wolę dozować sobie sama.

Na peeling Starej Mydlarni natknęłam się podczas jednej z częstych wizyt w Drogerii Natura. Skusił mnie brak SLS oraz magiczny napis "efekt mikrodermabrazji". Zawsze mnie przyciągnie takie stwierdzenie w tego typu produktach.

Peeling otrzymujemy w wygodnym opakowaniu z pompką. Ja stosuję już od jakiegoś czasu i nie zauważyłam, żeby pompka się zapychała albo ciężko było nabrać produktu.

Poniżej dwa zdjęcia z opisem czego nie ma a co jest w tym kosmetyku.



Peeling należy zużyć w ciągu trzech miesięcy i jak widać ma certyfikat Ecocert. Skład niezbyt długi i prawie wszystkie nazwy przetłumaczone są na język polski co na pewno ułatwia niektórym czytanie składu. Co do obecności witaminy C to jest ona raczej niewielka. Główną substancją złuszczającą jest tutaj korund, który jest stosowany również podczas profesjonalnych zabiegów mikrodermabrazji.

Jeśli chodzi o moje wrażenia, to bardzo zmieniły się na korzyść po kilkakrotnym zastosowaniu. Podczas pierwszego użycia miałam wrażenie, że te drobinki są za małe, że nie czyszczą dokładnie. Po kilku użyciach było jednak coraz lepiej. Pory są oczyszczone, twarz odświeżona. Jako efekt długoterminowy-powoli znikają przebarwienia. W kolejce czekają dwa peelingi z Sylveco, ale do tego pewnie co jakiś czas będę wracać.
Miły powrót, czyli recenzja marcowego BeGlossy

Miły powrót, czyli recenzja marcowego BeGlossy

Zastanawiałam się czy wrócić do BeGlossy czy też dać sobie spokój. Postanowiłam jednak dać im druga szansę i absolutnie tego nie żałuję!

Tak wygląda marcowe pudełko:



Ja otrzymałam wersję B. Zacznę od produktów standardowych.


Miniaturka 10 ml kremu wygładzającego zmarszczki Serum Vegetal od Yves Rocher. Jestem klientką YR, więc wiem, że ten krem to nowość. Chciałam go wypróbować i dzięki BeGlossy mam szansę :-). W innych pudełkach był krem CC od Bielendy, który niedawno kupiłam, więc tym bardziej cieszę się ze swojej wersji pudełka.


Kolejny produkt, który sprawił mi sporo radości to 150 ml odżywki do włosów z olejem arganowym firmy Vital Derm. Jako, że zapuszczam włosy to wszelkie włosowe kosmetyki są u mnie mile widziane. Była również wersja pudełka z szamponem.


Pachnący zieloną herbatą olejek do kąpieli z masłem shea od SPA Vintage to bardzo fajny akcent na wiosnę. Produkt pełnowymiarowy.


Jak zobaczyłam kolejny róż to stwierdziłam "O nie!Następny!". Nie zraziłam się jednak i postanowiłam go wypróbować. Nicka K New York jest to róż sypki, zaopatrzony w aplikator w postaci gąbeczki. Kolor to delikatny, chłodny róż o matowym wykończeniu. Wypróbowałam i uważam, że kolorystycznie super. Niebawem dłuższa recenzja.


W marcu dbamy o stopy przed latem, więc BeGlossy zapakowało do swojego pudełka krem na pękające pięty firmy Compeed. Produkt z gatunku "przyda się".


Owocowa błotna maseczka to jeden z prezentów dodanych do pudełka. Ja mam wersję mango, była też papaja.


Na koniec kolejne mydełko Dove. Ja już pisałam wcześniej, Dove ma chyba jakąś intensywną kampanię reklamową, bo był we wszystkich pudełkach dostępnych na rynku.

Oczywiście poza kosmetykami w pudełeczku było sporo ulotek oraz zniżek.

Powrót do BeGlossy uważam za udany i teraz tylko czekam na kwietniowe pudełko :-).
Małe, a cieszy- róż Rose Cream od Makeup Revolution

Małe, a cieszy- róż Rose Cream od Makeup Revolution

Jakiś czas temu recenzowałam świetną paletę kremowych róży od firmy Makeup Revolution (KLIK). Tamta paleta jest super, ale ma też dość konkretne gabaryty. Spodobała mi się formuła kremowych kosmetyków, więc zaczęłam szukać jakiegoś małego odpowiednika. Jako, że firma Makeup Revolution ma bardzo bogatą ofertę kosmetyków, która ciągle się powiększa, to postanowiłam zerknąć do ich zasobów i znalazłam kolor,który mi idealnie odpowiada. Jest to róż w kremie o nazwie Rose Cream.

Prezentuje się tak:


Kolor na swatchu dość intensywny i raczej ciepły kolor, jednak idealnie wtapia się nawet w chłodniejszą karnację jak moja. Kosmetyk najłatwiej jest po prostu wklepać palcami. Wtedy ładnie połączy się ze skórą i da bardzo naturalny efekt lekkich rumieńców. Kiedy mam mało czasu to jest to dla mnie idealny kosmetyk do makijażu, bo wystarczy mi tylko podkład, ten róż w kremie nałożony na policzki, oczy i usta oraz tusz do rzęs i mam idealny, świeży wygląd.

Róż trzyma się całkiem nieźle, nie tworzy plam i nie zapycha. Nie wiem jak inne warianty kolorystyczne w tej serii, ale Rose Cream jest na obecną chwilę jednym z moich ulubionych kosmetyków do makijażu.
Stopy jak nowe, czyli SPA do stóp z marcowego ShinyBox

Stopy jak nowe, czyli SPA do stóp z marcowego ShinyBox

Wczoraj był post na temat marcowego pudełka ShinyBox (KLIK), a już dzisiaj mogę zrecenzować jeden z produktów znajdujących się w tym pudełku. Na pierwszy ogień idą skarpetki do stóp firmy Świat Pharma.

Pudełko wygląda tak:


Produkt ma zapewnić nam idealną regenerację i odżywienie skóry stóp. Zawiera masło shea, olejek z drzewa herbacianego oraz miętę pieprzową. Właśnie ta miętę najbardziej czuć jak tylko otworzy się opakowanie. Zapach jest zdecydowanie intensywny.

Produkt ma formę plastikowych woreczków z gazą albo jakimś podobnym materiałem, który jest nasączony wymienionymi wcześniej substancjami. Woreczki mają niby przypominać skarpetki. Mnie się bardziej skojarzyły z nakładaniem folii albo reklamówki jak sobie coś stłuczemy i nakładamy bandaż z płynem Burowa, a na to folię żeby nic nie zamoczyć. Dodatkowo do woreczków dodane są paski taśmy do szczelnego zaklejenia "skarpetek".

Myjemy stópki, dokładnie osuszamy, nakładamy "skarpetki", szczelnie zaklejamy i chlupoczemy sobie 20-30 minut. Tak, chlupoczemy, bo wrażenie jest chodzenia w butach wypełnionych wodą. Mnie to dość średnio pasuje, ale skoro SPA to powinnyśmy leżeć i wypoczywać.

Po przewidzianym czasie, woreczki ściągamy i resztę substancji wmasowujemy w stopy.

Efekty? Stopy są naprawdę mocno wygładzone, suche miejsca nawilżone i efekt się utrzymuje jeszcze jakiś czas. Sądzę, że stworzenie kombo skarpetki złuszczające+nawilżające byłoby absolutną rewelacją. Mnie dodatkowo pomogło na bolącą piętę. 

Byłam sceptycznie nastawiona, a do tego produktu na pewno wrócę, bo ma swoje efekty.
Recenzja Girl on Fire czyli marcowy ShinyBox

Recenzja Girl on Fire czyli marcowy ShinyBox

Kolejne pudełeczko na które czekałam z niecierpliwością, bo zapowiadało się bardzo ciekawie, tym bardziej, że wczoraj dostałam informację, że wygrałam kapsułki SkinCode w konkursie ShinyBox. Dzisiaj akurat kurier pojawił się bardzo z rana, więc nie mogłam wcześniej sprawdzić zawartości na stronie na Facebooku.

Pudełko prezentuje się tak:


Jak widać, znowu dominuje pielęgnacja, co niektórych może trochę rozczarowywać. Produkty po kolei prezentują się tak:


Skarpetki SPA dla stóp firmy Świt Pharma. Produkt ma za zadanie nawilżyć i zregenerować skórę naszych stóp. Nigdy nie używałam tego typu produktów, ale ostatnio myślałam o zakupie skarpetek złuszczających. Zobaczymy najpierw jak sprawdzą się te nawilżające.


Organiczny olejek awokado z firmy Delawell to dla mnie, jako wielkiej fanki olejków strzał w dziesiątkę. Cieszy mnie, że jest to czysty olejek z awokado, a nie jakaś mieszanka.


Biała glinka firmy Mokosh to kolejny kosmetyk, który ucieszy fanki naturalnej pielęgnacji. Ja do tej pory korzystałam z glinki zielonej, ale chętnie wypróbuję białą, która jest delikatniejsza.


Jedyna miniaturka w tym pudełku to krem do stylizacji firmy Goldwell. Skład mnie nie zachwyca, bo dużo w nim różnych ulepszaczy, ale zobaczymy jak się sprawdzi.


Dove chyba prowadzi ostatnio jakąś intensywną kampanię promocyjną, bo pojawia się we wszystkich pudełkach. Wolę mydła naturalne, o których zamierzam napisać niedługo.


Etre belle to kolejna firma, która bardzo często pojawia się w pudełkach ShinyBox. Tym razem jest to czarna, wodoodporna kredka do oczu. Produkt z gatunku "zawsze się przyda". 


Na koniec perełka tego pudełka, czyli kapsułki SkinCode wygrane w konkursie. Cieszy mnie bardzo wygrana, ale też jestem ciekawa tego produktu, bo kapsułek do twarzy nigdy nie stosowałam.

Ogólnie pudełko na plus, bo fajne naturalne produkty typu olejek czy glinka. Chociaż akurat w tym miesiącu miałam nadzieję na trochę więcej kolorówki, bo w sumie tak się zapowiadało to pudełeczko. Marcowa wersja jest dla mnie przyjemna, ale bez efektu "wow". 
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger