Różowo-majowe, czyli najnowsze pudełko BeGlossy

Różowo-majowe, czyli najnowsze pudełko BeGlossy

W tym miesiącu na BeGlossy trzeba było bardzo długo czekać. Moje dotarło do mnie wczoraj i już mniej więcej wiedziałam co mogę w nim zastać.

Tak wygląda całe pudełeczko:


Pudełko powstało w ramach współpracy z drogeriami "hebe" i z tego powodu kolor pudełka był inny niż standardowo. W tym pudełeczku znalazł się też magazyn "beGlossy" dołączany co jakiś czas do tych boxów. Była też karta do "hebe" i kilka zniżek.


Shefoot Serum ultra regeneracyjne to jeden z produktów, który znalazł się w tym pudełku. Zasadniczo na lato jak znalazł jeśli ktoś ma bardzo zniszczone stopy po zimie. Ja nie mam, więc dla mnie to produkt bez którego mogę się obyć.


Kolejny produkt do stóp (!) to plastry na zniszczone pięty od Purederm. Kolejny produkt bez którego spokojnie przeżyję. No i przede wszystkim dwa produkty do stóp w jednym pudełko to lekka przesada.


Maska do włosów Phytokeratine to może być dość interesujący produkt. Jako, że ostatnio lubię maski do włosów to ten produkt przypadł mi do gustu.


Nie wiem co siedziało w głowie osób, które tworzyły to pudełko ale dwie maski do włosów to gruba przesada. I to jeszcze dawanie 50 gramów produktu, gdzie jeden kilogram kosztuje niecałe 30 PLN! Nie muszę dostawać pełnowymiarowych i drogich kosmetyków w tego typu pudełku, ale ta maska mogłaby być jako prezent, a nie jako standardowy kosmetyk.


Krem energetyzujący multiaktywny koktajl FEMALE od firmy Bandi może być dość interesującą propozycją. Kosmetyki tej firmy są bardzo chwalone. Ja jeszcze nie miałam okazji ich używać, więc może się polubimy. 

Kolejny produkt, który mi się bardzo spodobał to szminka firmy Gosh. Ja otrzymałam bardzo fajną czerwień o nazwie Lambada. Kolor mi się podoba, zobaczymy jak się będzie jej używało.


Jako prezent były jeszcze kolczyki od firmy Cat&Cat. Ja dostałam całkiem ładne kokardki.

Ogólnie majowe pudełko jest dla mnie sporym rozczarowaniem. Dwa produkty do stóp i dwa do włosów to spore przegięcie i nie tylko ja tak uważam. Czekałam na to pudełko, bo wiem że w "hebe" jest sporo ciekawych marek kosmetycznych, a tutaj takie rozczarowanie. No cóż zobaczymy co beGlossy pokaże w czerwcu.
Peeling Naobay-czy rzeczywiście taki fajny?

Peeling Naobay-czy rzeczywiście taki fajny?

Na początek przypomnienie o rozdaniu z Mazidłami. Na zgłoszenia czekam do niedzieli.

Na majowe BeGlossy czekam już dość długo i mam nadzieję, że na dniach do mnie dotrze. Dzisiaj recenzja produktu, który zdaniem większości dziewczyn był hitem kwietniowego pudełka, czyli nawilżającego peelingu firmy Naobay.

Wygląda on tak:




Tubka ma doklejoną drewnianą nakrętkę, chyba tylko po to, żeby było bardzie ekologicznie, bo mi i tak to drewno pękło i się rozkleiło z normalną plastikową zakrętką. W ogóle opakowanie moim zdaniem jest kiepskie, bo nie ma żadnych informacji o składzie, jak często używać itd. Dla bardziej zainteresowanych pozostaje strona Naobay, gdzie również nie ma zbyt dużo informacji na temat produktu. Wiemy tylko, że 98,82% składników jest pochodzenia naturalnego i że peeling ma certyfikat Ecocert. niby wszystko fajnie, ale jeśli ktoś jest uczuleniowcem to lubi znać pełen skład produktu, a tu nie dostajemy takiej możliwości.

Co do samego stosowania to też jest ono dość średnie, bo peeling jest bardzo lejący się i jak dla mnie brzydko pachnie. Przez swoją konsystencję jest też mało wydajny. Sam efekt jest całkiem niezły, bo skóra jest ładnie wygładzona, ale nie jest to takie super oczyszczenie jak na przykład po moim ulubionym Sylveco. Niestety mam też obawy, że ten peeling spowodował u mnie zapchanie porów, bo poza lejącą ma też taką nieprzyjemnie tłustą konsystencję. Nie jest w tym względzie jedynym podejrzanym, więc nie zakładam, że to do końca jego wina.

Jak dla to dość średni kosmetyk i na pewno nie pokusiłabym się o ponowny zakup.
Wampirze klimaty z Born Pretty Store oraz rozdanie

Wampirze klimaty z Born Pretty Store oraz rozdanie

Na początek przypomnę Wam o trwającym rozdaniu z Mazidłami.

Dzisiaj ostatni produkt jaki otrzymałam w obecnej puli współpracy z Born Pretty Store. Będzie to bardzo ciemna szminka z wampirzej serii. Szminkę możecie nabyć TUTAJ. Z sześciu dostępnych odcieni ja zdecydowałam się na kolor 15, czyli prawie najciemniejszy z całej serii. Jest to bardzo ciemna czerwień, która lekko wpada w brąz. O taki kolor mi chodziło, bo większość ciemnych czerwieni, które do tej pory miałam ma raczej fioletowe poddtony.




Szminka zapakowana jest w kartonik, a samo opakowanie jest metalowe i bardzo solidne, przy tym dość ciężkie. Nie ma jednak ryzyka, że gdzieś w torebce nam pęknie co jest bardzo dużym plusem.

Sama szminka na ustach prezentuje się tak:



Na pierwszym zdjęciu jest nałożona na balsam nawilżający również z BPS, natomiast na drugim (przepraszam za kiepską jakość) na czyste usta. Kolor jest mocny, bardzo dobrze kryje. Szminka jest niesamowicie kremowa w aplikacji i rzeczywiście czuć obiecywane nawilżenie. Ma się się wręcz wrażenie "mokrych ust". Szminka jest przy tym dość trwała. Na co trzeba uważać to na pewno na pokrywanie nią ust, gdyż tak jak większość ciemnych kolorów ma dość mocne tendencje do wyjeżdżania poza kontur. Najlepiej użyć najpierw konturówki, a później aplikować szminkę pędzelkiem.

Bardzo podobały mi się rzeczy, które otrzymałam od BPS i z chęcią wypróbuję kolejne. Zachęcam Was do korzystania z mojego osobistego kodu zniżkowego GRZH10.

Kobiecy szyk z ShinyBox oraz rozdanie

Kobiecy szyk z ShinyBox oraz rozdanie

Przypominam o rozdaniu z Mazidłami. Cały czas czekam na fajne przepisy na własnoręcznie zrobione kosmetyki.

Dzisiaj recenzja długo oczekiwanego pudełka ShinyBox. Majowa wersja została zatytułowana "Kobiecy szyk" i była współtworzona wraz ze znaną marką obuwniczą Venezia.

Mogę się od razu pochwalić, że miałam bardzo bogatą wersję pudełka, gdyż otrzymałam prezent dla subskrybentek oraz wygrałam konkurs organizowany przez ShinyBox.

Tak prezentuje się całe moje pudełeczko:


Zacznę od kosmetyków, które otrzymały wszystkie osoby zamawiające pudełeczko.



Gąbeczka YASUMI coco collection do masażu twarzy i ciała raczej mnie nie zachwyciła, bo nie używam tego typu produktów. Mimo wszystko ją wypróbuję, gdyż zbiera bardzo dobre opinie na różnych forach i może u mnie też się sprawdzi.


Szminka do ust firmy Mariza to akurat jak dla mnie kosmetyk nietrafiony, gdyż od jakiegoś czasu mam konto na stronie Marizy i sama mogę zamawiać ich kosmetyki ze zniżką. Szminka ma za to bardzo ciekawy, jasnoróżowy odcień, więc wypróbuję czy do mnie pasuje i czy ewentualnie będę chciała ją jeszcze raz zamówić.


Lakier do paznokci z firmy Indigo to kolejny odcień czerwieni do mojej kolekcji. Jest to taka raczej delikatna truskawkowa czerwień. Zobaczymy jak się będzie sprawował.


Nawilżający krem firmy Thalion bardzo mnie zaciekawił. W pudełku dostajemy miniaturkę o pojemności 15 ml, co spokojnie starcza na około miesiąca testów. Lubię takie pojemności kosmetyków, bo wtedy mogę rzeczywiście sprawdzić czy coś mi odpowiada i czy chcę inwestować w pełnowymiarowy kosmetyk. Są też bardzo fajnym rozwiązaniem na różnego typu wyjazdy.


Balsam do ciała z aronią firmy Beauty Naturalis też mnie bardzo ucieszył, ponieważ mam dziedziczne skłonności do pajączków na nogach, a ze względu na wykonywaną pracę moje dolegliwości trochę się nasiliły. Mam nadzieję, że ten balsam troszkę moim naczynkom.


Poza tym w każdym pudełku ShinyBox była maseczka siarkowa firmy Barwa oraz lusterko od firmy Venezia. Bardzo lubię krem nawilżający od Barwy, więc zobaczymy jak sprawdzi się maseczka. Lusterko jest malusieńkie i mogłoby być zamykane, ale ujdzie w tłoku.



Poza standardowymi kosmetykami trafił do mnie jedwab do stóp firmy No 36. Cieszę się, że to właśnie jedwab, a nie antyperspirant w kapsułkach, bo ten w kulce od firmy Pharmacy Laboratories kompletnie się u mnie nie sprawdził.


Jako wygrana w konkursie otrzymałam pełnowymiarowy peelingujący żel pod prysznic firmy Dove. Lubię tego typu żele i dość często ich używam, więc jest to dla mnie bardzo fajny dodatek.

Poza tym jest całkiem sporo zniżek, które możemy wykorzystać na stronach internetowych.

Pudełeczko całkiem niezłe, zwłaszcza cieszy mnie, że jest zarówno kolorówka jak i pielęgnacja. Najbardziej ciekawi mnie krem z Thalionu oraz gąbka od Yasumi. Jak je przetestuję to na pewno podzielę się swoją opinią.
Miły nawilżacz z Born Pretty Store oraz rozdanie

Miły nawilżacz z Born Pretty Store oraz rozdanie

Przypominam o rozdaniu z Mazidłami. Nagroda jest naprawdę bardzo atrakcyjna.

Dzisiaj kolejny post dotyczący współpracy z Born Pretty Store. Tym razem o produkcie, który zachwycił mnie od samego początku, czyli nawilżający błyszczyk do ust, który możecie nabyć TUTAJ. Ja zdecydowałam się na kolor numer 7, czyli lekko wiśniowy, ale o słabym kryciu.


Błyszczyk dostajemy w małym, zakręcanym słoiczku, niestety bez opisanego składu. Tak kolor wygląda na swatchu:


Błyszczyk jest bardzo leciutki, wręcz żelowy w swojej konsystencji. Nie ma w nim żadnych drobinek, co mi akurat bardzo pasuje, bo nie przepadam za takim wykończeniem. Najlepiej aplikować go palcem albo pędzelkiem. Z palcami lepiej uważać, bo barwi dość mocno.

A tak prezentuje się na ustach:


Ja mam średnio intensywny kolor ust, więc u mnie błyszczyk ten wygląda na wręcz transparentny, ale testowany na osobie z bledszymi ustami daje zdecydowanie mocniejszy kolor. Jeśli chodzi o działanie to bardzo fajnie i długotrwale nawilża usta i dla mnie obecnie stał się absolutnie niezbędny. Nie daje takiej nieładnej tłustej warstwy, ale wygładzenie i nawilżenie, na który można również zaaplikować pomadkę.

Bardzo mi się ten produkt spodobał i z chęcią z niego korzystam. Zachęcam Was do korzystania z kodu GRZH10 podczas zakupów w BPS, bo dzięki temu macie zniżkę 10% oraz podbijacie szansę organizacji rozdania wraz z BPS.
Pierwsze spotkanie z Born Pretty Store oraz rozdanie

Pierwsze spotkanie z Born Pretty Store oraz rozdanie

Przypominam o mazidełkowym rozdaniu.

Dzisiaj będzie o mojej kolejnej współpracy, a mianowicie o dość popularnym w blogosferze Born Pretty Store. To kolejny internetowy sklep gdzie możemy kupić różnorodne kosmetyki, akcesoria kosmetyczne do włosów oraz paznokci. Napisałam do nich jakiś czas temu czy są zainteresowani współpracą, dość szybką dostałam odpowiedź, że tak i że mogę sobie wybrać kilka rzeczy z ich sklepu do testów. Czekałam na przesyłkę około 3,5 tygodnia. Wybrałam trzy kosmetyki, o których będą najbliższe posty.

Na pierwszy ogień idzie fioletowy tusz do rzęs, który możecie kupić tutaj KLIK. Tusz swoim opakowaniem przypomina mi niektóre tusze firmy L'oreal.



Szczoteczka jest dość klasyczna. Co mnie uderzyło na początek to dość kiepski zapach tuszu, który na szczęście szybko się ulatnia. Kolor mnie trochę rozczarował, bo oczekiwałam zdecydowanie mocniejszego fioletu.


Na zdjęciu kolor wygląda wręcz na niebieski i rzeczywiście trochę w błękit wpada.

Co do samego tuszu to trzeba aplikować 5-6 warstw, żeby uzyskać jakikolwiek efekt kolorystyczny. Na plus zdecydowanie jest to, że mimo wielokrotnych aplikacji, tusz nie skleja rzęs i ich nie obciąża. Wydaje mi się, że ten tusz super wyglądałby u osób, które z natury mają bardzo jasne rzęsy. Moje są raczej ciemne i może przez to nie ma jakiegoś efektu wow.

A tak prezentuje się oko umalowane tym tuszem:


Celowo nie rozczesywałam rzęs, żeby pokazać, że aż tak bardzo ich nie skleja, a mam nałożonych z 6 warstw. Ogólnie wygląda lepiej niż spodziewałam się na początku i uważam, że do wiosenno-letniego makijażu będzie wręcz idealny ze względu na swoją lekkość. Łatwo też go zmyć i nie podrażnia oczu. Ładnie też podkręca rzęsy, bo moje są z natury proste.

Z prawej strony znajdziecie kod rabatowy GRZH10 na zakupy w BPS. Zachęcam do korzystania, bo jak osiągniemy odpowiednia ilość zakupów to pojawi się kolejne rozdanie.
Na mnie to nie działa, czyli kosmetyki-buble oraz rozdanie

Na mnie to nie działa, czyli kosmetyki-buble oraz rozdanie

Na początek przypomnienie o rozdaniu z Mazidłami. 

Dzisiaj post na temat kilku kosmetyków, które mnie bardzo rozczarowały.

Zacznę od prezentu dołączonego do ShinyBox z kwietnia, czyli Antyperspirantu od Pharmacy Laboratories.

Ten antyperspirant po prostu nie działa. Stosowałam już inne tego typu kosmetyki i najczęściej już po dwóch dniach stosowania miałam spokój z mokrymi plamami pod pachami, a w tym przypadku nawet pięć dni nic nie dało. Nie polecam!

Kolejny bubel to podkład Skin Tone Adapting Make up firmy Catrice.


Firmę Catrice bardzo lubię i chętnie korzystam z ich kosmetyków, ale ten podkład to jakaś porażka. Wybrałam wersję dla jasnej skóry. Podkład jest biały z kuleczkami wydzielającymi pigment w wyniku aplikacji. Jeśli ten podkład dostosowuję się do cery to wygląda na to, że jestem bardzo ciemną pomarańczą. Wrócę do niego latem, może coś z tego będzie, ale na razie to niestety bubel.

Szczęśliwie na więcej bubli w ostatnim czasie nie trafiłam, ale jeśli mnie coś wybitnie rozczaruje to na pewno o tym napiszę.
Żel myjący do twarzy Biolaven oraz rozdanie

Żel myjący do twarzy Biolaven oraz rozdanie

Na początek przypomnę o trwającym rozdaniu z Mazidłami. Link w prawym górnym rogu.

Dzisiaj recenzja bardzo fajnego kosmetyku, który miałam okazję otrzymać wraz z kwietniowym ShinyBox. Będzie to żel myjący do twarzy firmy Biolaven.



Ze strony producenta:

INGREDIENTS/INCI: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Vitis Vinifera Seed Oil, Panthenol, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum.

Skład krótki i dość przyjemny. Zdecydowanie bardziej są wyczuwalne winogrona niż lawenda, moim zdaniem na szczęście, bo ja za zapachem lawendy nie przepadam. Żel ma dość lejącą się konsystencję, jest raczej wodnisty. Obecność olejków jest mocno wyczuwalna, bo ja mam bardzo podobne odczucia jak podczas mycia twarzy na sposób OCM. Kosmetyk delikatnie myje, ale bez nieprzyjemnie ściągniętej skóry. Twarz jest odświeżona, nawilżona i bardziej promienna. Spokojnie może być stosowany nawet przez osoby z wrażliwą cerą.

Ja na jakiś czas zrezygnowałam z żeli do mycia twarzy na rzecz OCM, ale teraz ze względu na to, że częściej muszę się spieszyć podczas porannej i wieczornej toalety to powoli do nich wracam, Żel Biolaven bardzo mi przypadł do gustu i z chęcią zakupię go ponownie.
Rossmannowy haul

Rossmannowy haul

Przypominam o rozdaniu z Mazidłami.

Wczoraj zakończyła się wielka przecena w Rossmannie i czas na podsumowania. Posty na temat kosmetyków do twarzy i oczu już zdążyły pojawić się na blogu, ale w między czasie zrobiłam małe uzupełnienia.

Jeśli chodzi o kosmetyki do twarzy to nie kupiłam już nic, ale jeśli chodzi o oczy to jeszcze trzy kosmetyki wpadły do mojego koszyka.


Zakupiłam cieszący się bardzo dobrą opinią tusz firmy Lovely Pump up Curling Mascara. Zdążyłam go juz wypróbować i powiem szczerze, że naprawdę jest świetny. W sumie to polowałam na niego już od dłuższego czasu, tylko nigdy nie było w szafie. Pewnie przez tą dobrą opinię.
Jako, że ostatnio rano trochę muszę się spieszyć podczas makijażu i stawiać na wielofunkcyjne kosmetyki to do mojego koszyka wpadły również matowe cienie w kredce Perfect Stay firmy Astor w kolorach: cielisty Chic Nude oraz bordowy Velvet Burgundy. Ten pierwszy jest u mnie praktycznie codziennie używany, bo super ożywia spojrzenie.

Ostatnie faza promocji, czyli usta i paznokcie okazała się dla najbardziej obfita jeśli chodzi o zakupy.
Kupiłam trzy najnowsze pomadki z serii Lasting Finish by Kate Moss firmy Rimmel. Zdecydowałam się na 30, czyli piękny burgund z domieszką fioletu, 31, czyli bardzo ciemny naturalny róż oraz 33, czyli słodki i cukierkowy róż. Chciałam kupić wszystkie nowości, ale niestety już ich nie było.



Paznokciowo poszalałam najbardziej. Zacznę od pielęgnacji.


Kupiłam trzy produkty od Sally Hansen: Top Coat Diamon Flash, kropelki do przyspieszania wysychania lakieru oraz preparat do usuwania skórek. To już sprawdzone przeze mnie produkty, więc nie kupowałam w ciemno.


Jeśli chodzi o lakiery kolorowe to postawiłam na kolorystykę raczej klasyczną, czyli burgundy i róże. Kupiłam też białą Coloramę od Maybelline oraz czarny lakier od Miss sporty, bo przydadzą mi się one jako lakiery bazowe.
Z innych kolorów zakupiłam 3 lakiery firmy Wibo: fioletowy Chic Matte, piaskowy w odcieniu jasnego różu Granite Sand oraz o wykończeniu satynowym, który dałam siostrze w prezencie. Kolejne 3 lakiery są od firmy Rimmel: burgundowy Desire z serii Salon Pro, jeżynowy Berries and Cream oraz różowy Rose Libertine z serii 60 seconds Super Shine.
Zakupy uważam za bardzo udane, bo część kosmetyków juz testowałam i jestem z nich bardzo zadowolona. Przede wszystkim w końcu wypróbuję marki Lovely i Wibo, do których dotąd jakoś nie miałam zaufania, a bardzo wiele osób je chwali.
Rozdanie z Mazidłami 6-31 maja 2015

Rozdanie z Mazidłami 6-31 maja 2015

Ja już pisałam jakiś czas temu, nawiązałam współpracę ze sklepem MAZIDŁA. Recenzowałam kilka produktów z ich bardzo bogatej oferty, a teraz dostałam propozycję zorganizowania rozdania, w którym nagrodą będzie zestaw upominkowy od MAZIDEŁ, w skład którego wchodzą:
*Ekologiczny hydrolat z róży damasceńskiej – 100 gr
*Potrójny kwas hialuronowy – 1,5% roztwór – 50 gr
*Ekologiczny olej jojoba – 25 gr
*Spirulina – 10 gr
*Ekstrakt z owoców granatu – 10 gr
*Glinka brazylijska czarna – 20 gr
*Ulotka zawierająca: krótkie opisy produktów + instrukcja stosowania
*Elegancka granatowa torebka prezentowa

A tak to wygląda na zdjęciu:


A oto warunki rozdania:

  1. Publiczne obserwowanie mojego bloga.
  2. Polubienie profilu Perfect Foundation na Facebooku KLIK
  3. Polubienie profilu Mazideł na Facebooku KLIK
  4. Mieć ukończone 18 lat bądź zgodę rodziców
  5. Konkurs trwa od 06-05-2015 do 31-05-2015 do godziny 23:59
  6.  Wyniki ogłoszę do 7 dni od zakończenia rozdania na swoim blogu oraz na profilu na Facebooku
  7. Sponsorem nagrody jest sklep MAZIDŁA
  8. Nagrody wysyłane są tylko na terenie Polski
  9. Zgłoszenia proszę zamieszczać w komentarzach pod tym postem.
Ponieważ losowania na blogach są podobno niezgodne z prawem, więc teraz będą pojawiały się pytania. A pytanie do obecnego rozdania brzmi: Podaj przepis na ulubiony kosmetyk naturalny. Nie musi być to przepis zawierający półprodukty kosmetyczne. Może to być jakaś owocowa maseczka czy odżywka. Autorka najciekawszej odpowiedzi dostanie zestaw od Mazideł i jeśli będzie chciała dodatkowo publikację posta z przepisem na moim blogu.

A oto wzór zgłoszenia:

Obserwuję jako:
Lubię jako:
E-mail:
Mój przepis na naturalny kosmetyk:

Życzę powodzenia!
Podkład dla bladziochów, czyli Maybelline WhiteStay UV

Podkład dla bladziochów, czyli Maybelline WhiteStay UV

 Dzisiaj będzie recenzja podkładu znanej marki Maybelline, którego jednak nie dostaniemy na sklepowych półkach, a jedynie możemy go zakupić na allegro. Ten podkład to Maybelline WhiteStay UV, czyli podkład rozjaśniający.


Wygląda on tak:




Ja zamówiłam sobie dwa kolory, a mianowicie C03 Natural Ivory, czyli kolor z palety zimnych oraz neutralny N01 Buff.


Ivory ma odrobinę różowych tonów, ale na twarzy są one praktycznie niewidoczne, a na pewno nie tworzą efektu świnki.

Tak kolor Ivory prezentuje się na twarzy:


Jak widać kolor nie jest jakiś różowy, bo nie odcina się od mojej raczej beżowej szyi. 

Co do samego kosmetyku to trzeba nim mocno wstrząsnąć, bo w środku ma taką kulkę, która ma niby łączyć tą wybielającą substancję z pigmentem. Trzeba pamiętać, żeby potrząsać tylko zamkniętym opakowaniem, bo mimo tego że ma dość wąski lejek to możemy sobie wszystko zachlapać. Jeśli chodzi o ochronę UV, to filtr raczej słaby, bo raptem 18 SPF.

Aplikację polecam tylko gąbką albo pędzelkiem mocno zwilżonym wodą, bo podkład zastyga błyskawicznie i jest dość suchy, więc ciężko go potem porządnie rozetrzeć. Efekt też jest dość matowo-pudrowy, ale posiadaczki tłustej lub mieszanej skóry powinny go koniecznie przypudrować. Krycie kiedy użyjemy gąbki ja oceniam jako bardzo dobre, bo ładnie zakrywa blizny, naczynka i rozszerzone pory, których u mnie nie brak. Przypudrowany nie ciemnieje i trzyma się całkiem nieźle przez cały dzień.

Jedna bardzo ważna uwaga-skóra do tego podkładu musi być idealnie nawilżona, bo inaczej wejdzie w każdą zmarszczkę, podkreśli każdą suchą skórkę i każdy por skóry. Ja pod ten podkład używam olejku i kremu i wtedy efekt jest naprawdę niezły.

Jest to taki kosmetyk bez którego spokojnie mogłabym się obejść. Kupiony raczej z ciekawości i ponownie go nie kupię. Posiadaczkom bardzo jasnej skóry proponuję się jednak za nim rozejrzeć, bo jeśli numer 03 jest taki jasny, to wcześniejsze numerki są wręcz białe.


TAG Opowiedz nam o swoich pomadkach

TAG Opowiedz nam o swoich pomadkach

Dzisiaj TAG podpatrzony na kilku różnych blogach. Sama bardzo lubię szminki, więc z chęcią przygotowuję takiego TAGa. Najpierw tylko musiałam wygrzebać wszystkie szminki z kieszeni kurtek, torebek itd., a następnie je policzyć.

1. Ile pomadek posiadasz?
61 pełnowymiarowych wliczając kilka błyszczyków, 17 miniaturek z Avonu oraz dwie poczwórne palety Sleeka. Przeraziłam się jak to policzyłam, zwłaszcza że na rossmannowej promocji planuję kolejne zakupy

2. Twoja pierwsza pomadka.
Chyba jakaś wściekle niebieska kupiona w okresie buntu na złość rodzicom :-).

3. Ulubiony producent pomadki.
Używam raczej tańszych marek, a prym wiodą u mnie Rimmel, Essence, MUR oraz Golden Rose.

4. Najczęściej noszona pomadka.
Essence 07 Natural Beauty oraz Rimmel Diva's Red.

5. Ulubione wykończenie pomadek.
Każde, byle nie perłowe! Może być matowe (takie mi chyba najbardziej pasuje), ale satynowe też jest ok.

6. Ostatnia pomadka jaką kupiłaś.
Chyba Astor z serii Heidi 08 w pięknym, jeżynowym kolorze.

7. Ile produktów do ust masz obecnie w swojej torebce.
Mam ogromną torbę, więc zawsze mam ze sobą kilka szminek, w tym co najmniej jedna czerwoną.

8. Ulubiona czerwona pomadka.
Obecnie Diva's Red od Rimmel. Generalnie lubię czerwienie od firmy Rimmel, bo pasują do mojego typu urody.

9. Jak przechowujesz swoje pomadki?
Jak widać na zdjęciu w pudełku z BeGlossy. Mam je pogrupowane na różowe, czerwone oraz bordowe i fioletowe.
10. O zakupie jakiej pomadki teraz myślisz?
Nowości od Rimmel i Makeup Revolution zapewne dołączą do mojej kolekcji. Zastanawiam się też nad osławionymi Bourjois. No i jakieś kremowe od Golden Rose.

Jak macie jeszcze jakieś fajne TAGi kosmetyczne to mi podeślijcie, bo bardzo mi się to spodobało.
Ulubieńcy kwietnia

Ulubieńcy kwietnia

Dzisiaj post z mini-recenzjami moich ulubieńców z minionego miesiąca. Robienie postów typu denko się u mnie nie sprawdzi, bo puste opakowania od razu wyrzucam, żeby Młody się nimi za bardzo nie zainteresował.

Ulubieńcy to już łatwiejsza sprawa, bo są to kosmetyki które jeszcze mam, używam i planuję zrecenzować bądź też już recenzowałam. Podzieliłam ulubieńców na makijaż, pielęgnację i włosy.


Zacznę od pielęgnacji.

1.Olejek jeżynowy od Mazideł (RECENZJA)
2.Serum Redupore również od Mazideł (RECENZJA)
3.Peeling brzoskwiniowy do ciała firmy Mariza. Założyłam sobie konto na stronie tej firmy i zamówiłam sporo kosmetyków do testów. Cukrowy peeling brzoskwiniowy pięknie pachnie, dobrze ściera martwy naskórek. Nie pozostawia też żadnej nieprzyjemnej powłoki mimo zawartości parafiny.
4. Krem matujący z serii Tołpa Green. Recenzja niebawem.
5. Hydrolat z Neroli od Mazideł (RECENZJA)
6. Oczyszczający peeling firmy Sylveco (RECENZJA)
7. Wiśniowy krem do rąk Oriflame
8.Żel pod prysznice YR o zapachu makadamii. Tak pięknego, słodkiego zapachu jeszcze nie miałam. Na pewno będę do niego wracać.
9.Balsam do ust pomarańczowy firmy Vedara. Małe odkrycie z ShinyBox.

Makijaż:
1.Podkład Photoready firmy Revlon. Zachwycałam się nim (TUTAJ) i nadal zdania nie zmieniam.
2.Podkład Lasting Finish Nude firmy Rimmel (RECENZJA)
3.Palety Snapshot oraz Original od Sleeka. Recenzje zawarłam na blogu. Mam teraz fazę na perłowe wykończenia makijażu.
4.Puder korygujący od Catrice, którego recenzja pojawi się niebawem.

Szminek nie wpiszę, bo praktycznie codziennie używam innej.

Włosy:
1.Vichy Dercos dla włosów z łupieżem tłustym. Pomagał mi zawsze i teraz też nie zawiódł. A ja w koncu dowiedziałam się, że cierpię na łojotokowe zapalenie skóry (ŁZS). Pewnie o walce z tym post powstanie niedługo.
2.Bania Agafii Maska Drożdżowa. Recenzja niebawem.
3.Szampony od Sylveco, które również doczekają się osobnej recenzji.

Jakbym się dobrze zastanowiła to pewnie znalazłoby się jeszcze trochę kosmetyków, które są godne uwagi.

Przy okazji pojawia się pytanie: jakiś czas temu na kilku blogach czytałam TAG odnośnie szminek. Zastanawiam się również nad napisaniem takiego TAGa i jestem ciekawa czy coś takiego Was interesuje. Dajcie znać w komentarzach :-).

Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger