Ulubieńcy maja oraz jedno wielkie rozczarowanie

W ostatnim czasie z różnych powodów trochę rzadziej dodaję wpisy na blogu. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni i będę mogła wrócic do codziennego pisania. Póki co dopiero dzisiaj mogę opublikować listę moich majowych ulubieńców oraz jednego sporego rozczarowania, które mnie spotkało. Zacznę właśnie od tego rozczarowania, czyli kremu z witaminą C ze Starej Mydlarni. Bardzo lubiłam peeling z tej serii, natomiast krem spowodował u mnie koszmarny wysyp ogromnych i bolesnych pryszczy. Niestety nie zanotowałam żdnego pozytywnego działania tego kremu.

Teraz znacznie przyjemniejsza część, czyli ulubieńcy maja. Zacznę od moich faworytów w kategorii pielęgnacji:


1. Tonik Theo Marvee Caviariste. Ten kosmetyk dostanie osobny post, bo jest po prostu genialny i totalnie mnie oczarował.
2. Skarpety złuszczające od L'biotica. Bardzo dobry, mocno złuszczający produkt. Moje stopy wyglądają znacznie lepiej, skóra jest ładnie wygładzona i nawet nowe buty za bardzo nie obcierają.
3.Żel do mycia twarzy firmy Biolaven. Recenzja TUTAJ

Pielęgnacyjna lista dość krótka, bo w maju nadal zużywałam kosmetyki, które były moimi ulubieńcami kwietnia.

Jeśli chodzi o makijaż to również powtarzają się kosmetyki z kwietnia, ale doszło też kilka nowości:
1.Korektor od Catrice, który znakomicie przykrył wypryski powstałe po nieudanym eksperymencie z kremem, a przy okazji w żaden sposób nie zatkał mi porów.
2.Paleta Sunset firmy Sleek. Recenzja już była na blogu, a jak co jakis czas zmieniam aktualnie używaną paletę Sleeka.
3. Szminki firmy Essence. Była również recenzja tych szminek na blogu, a akurat idealnie wpasowały się w moje obecne upodobania makijażowe.
3.Cień w kredce od Astor. Mam dwa kolory i jestem nimi po prostu zachwycona. Łatwo się rozprowadzają, nie rolują się za bardzo nawet na moich dość tłustych powiekach.

Jeśli chodzi o włosy to w maju mam dokładnie tych samych ulubieńców co w kwietniu plus jedwab z firmy Marion, który bardzo mi przypadł do gustu. Odnośnie włosów postaram się napisac osobny post, gdyż udało mi się zaleczyć domniemane ŁZS i chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami.

4 komentarze:

  1. Tonik też bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Żel Biolaven, choć strasznie rzadki, ma takie meeega właściwości oczyszczające! Uwielbiam go do mycia pędzli i gąbeczek do makijażu - nic tak ich nie doczyszcza jak właśnie żel Biolaven :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj współczuję... nie ma to jak tak strasznie się na czymś przejechać... Doleczaj buzie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tym toniku z shinybox wiele dobrego :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ochotę na te skarpety złuszczające... a może zrobię je sama? :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger