Ulubieńcy września oraz ostatnie godziny rozdania

Ulubieńcy września oraz ostatnie godziny rozdania

Jeszcze dziś do 23:59 można brać udział w makijażowym rozdaniu. Zapraszam!

Kolejny miesiąc właśnie mija, czyli kolejne kosmetykowe podsumowania przede mną. Przeglądając posty z poprzednich miesięcy, zauważyłam że dwa razy mam ulubieńców lipca, a wcale sierpnia :-). Mała pomyłka w zeszłym miesiącu. W tym miesiącu, już bez pomyłek będzie na temat ulubionych produktów września. Tradycyjnie napiszę na temat nowości, które u mnie zagościły, bo stali ulubieńcy raczej się nie zmieniają.


Pielęgnacja:
1.Bielenda skin clinic professional maska korygująca na noc. Niedługo recenzja, ale już teraz mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tego produktu.
2.Born to Bio Żel pod prysznic o zapachu mango. Super produkt z Chillboxa.
3.LIV DELANO Oriental Touch Sorbet/ Balsam do rąk. Piękny zapach, dobre nawilżenie bez tłustej powłoki.
4.SHEFOOT Krem odżywczy do paznokci i suchej skóry stóp. Kolejny dobry produkt tej firmy. Chyba znalazłam swoją idealną markę jeśli chodzi o pielęgnację stóp.

Makijaż:
Tutaj nie będzie za wiele do powiedzenia, bo wrzesień to dla mnie okres stosowania sprawdzonych wcześniej produktów. Od pewnego czasu podkłady zamieniłam na kremy BB od Skin79, z wyjątkiem Revlon Photoready oraz Max Factor Whipped Cream. Kolejne kremy czekają na testy, a ja chyba będę musiała zrobić wyprzedaż podkładów. Do ulubieńców trafiła ostatnio recenzowana paleta Sleeka Enchanted Forest, a na ustach królują matowe Bourjois.

Włosy:
Tutaj we wrześniu trafił tylko jeden produkt, a mianowicie owsiana maska do włosów od Yves Rocher. Niedługo będzie recenzja, bo to kolejny włosowy produkt z tej firmy, który uwielbiam.

Jak widać, zmian pielęgnacyjno-makijażowych za dużo nie było. A u Was jakie produkty królowały we wrześniu?

Drzewo sandałowe i kurkuma w kremie oraz rozdanie

Drzewo sandałowe i kurkuma w kremie oraz rozdanie

Jeszcze do 30 września trwa rozdanie, więc zapraszam.

Jeśli ktoś już wcześniej czytał mojego bloga to wie, że bardzo lubię kosmetyki naturalne i chętnie z nich korzystam. A jeśli na dodatek jeszcze jest to polska marka to już w ogóle jestem zachwycona. I tak na fali tych zachwytów trafił do mnie krem "Drzewo sandałowe i kurkuma" od Orientany. Chętnie korzystam z kosmetyków tej firmy, a ich olejek o tej samej nazwie co powyższy krem to mój absolutny hit. Postanowiłam sprawdzić czy tak samo będzie z kremem.



Skład ze strony Orientany:

 Woda, masło shea, masło kakaowe, trójgliceryd kaprylowo – kaprynowy (z oleju kokosowego i glicerydu),  gliceryna roślinna, olej z ziaren słonecznika, stearynian glicerolu (pochodzenie roślinne), kwas stearynowy ( z naturalnego wosku), olej z drzewa sandałowego, ekstrakt z kurkumy, mirystynian izopropylu (pochodzenie roślinne), monogliceryd kwasu kaprylowego (z oleju kokosowego lub palmowego), alkohol cetylowy (pochodzenie roślinne), olejek z pestek grejpfruta, olejek z migdałów, olejek z kiełków pszenicy, Cl- 19140 (barwnik), kwas cytrynowy, benzoesan sodu (pozyskiwany z jagód), sorbinian potasu (pozyskiwany z jagód).

DZIAŁANIE:
- nawilża i regeneruje
- działa kojąco i łagodząco
- niweluje przebarwienia
- chroni przed wpływem szkodliwych czynników środowiska
- działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo

Krem przeznaczony jest do skóry normalnej, ale mnie skusiło to jego działanie przeciwzapalne i niwelowanie przebarwień.


Krem dostajemy w kartoniku, w środku którego znajduje się plastikowy słoiczek. Sam produkt ma bardzo gęstą, wręcz masłową konsystencję. Trochę mnie ona zniechęciła, bo obawiałam się, że będzie obciążała moją przetłuszczającą się skórę. Musiałam też nauczyć się go aplikować, bo ze względu na konsystencję wystarczy naprawdę odrobinka. Kremik ma też bardzo intensywny orientalny zapach, który nie każdemu może podpasować i do którego ja też na początku musiałam się przyzwyczaić.

Od razu mogę powiedzieć, że bardzo się z tym kremem polubiłam mimo początkowych trudności. Moja skóra jest tłusta, ale ma sporą tendencję do przesuszeń i łuszczenia się, zwłaszcza podczas stosowania kwasów. Ten krem idealnie radzi sobie z właśnie takimi problemami. Nawilża skórę bez zbędnego obciążania. Bardzo dobrze radzi sobie z suchymi skórkami i łuszczeniem się skóry. Jest idealny podczas kuracji kwasami czy też kiedy po prostu jest zimno i nasza skóra potrzebuje więcej nawilżenia. U mnie bardzo dobrze współgra z koreańskimi kremami BB, które czasami mogą lekko wysuszać. Ten krem zapobiega temu oraz sprawia, że makijaż się ładnie trzyma. Trzeba jednak pamiętać o tym, że ten krem absolutnie nie matowi chociaż zauważyłam, że o ile od razu po nałożeniu moja skóra się dość mocno świeci to mniej więcej po godzinie ma taki lekki zdrowy blask bez zbędnego błysku.

Krem w żadnym wypadku nie zapycha ani nie obciąża skóry, trzeba się tylko nauczyć go dozować. Ja od pewnego czasu stosuję go co rano na serum korygujące z Bielendy i bardzo mi ta kombinacja odpowiada. Skóra jest nawilżona, miękka w dotyku, a przebarwienia lekko zniwelowana.

To mój kolejny hit od Orientany. Niedawno wygrałam konkurs na ich fanpage'u i dostałam bardzo fajną pakę kosmetyków, które czekają na testy. Poza tym co wygrałam to mam jeszcze kilka rzeczy na oku, bo mają naprawdę super produkty i z chęcią je każdemu polecę. Tak się też zastanawiam czy by nie zorganizować rozdania z kosmetykami z Orientany i przy tym moje pytanie: jakie kosmetyki by Was najbardziej interesowały? Na pewno wezmę to pod uwagę podczas wybierania nagród.

Jesień w zaczarowanym lesie, czyli Sleek Enchanted Forest oraz rozdanie

Jesień w zaczarowanym lesie, czyli Sleek Enchanted Forest oraz rozdanie

Mam nadzieję, że pamiętacie o trwającym rozdaniu? Zostało już tylko kilka dni, więc warto wziąć udział.

Dzisiaj kolejny Sleek, który do mnie trafił. Tym razem padło na najnowszą paletkę "Enchanted Forest", czyli zaczarowany las. Przy okazji zdradzę, że udało mi się zebrać praktycznie wszystkie palety Sleeka, w tym takie których już nie produkują, więc niebawem zapraszam na recenzje w najbliższym czasie.

Tak paletka prezentuje się w całej okazałości:



A tak wyglądają swatche:


Górny rząd:
-Glass Slipper- biało-beżowy mat, raczej kiepsko napigmentowany, ale jako baza się sprawdzi.
-Beatrice-piękna matowa marsala, czyli najmodniejszy kolor w tym sezonie. Mój faworyt.
-Perla-perłowy, dobrze napigmentowany błękit z lekką domieszką stali.
-Fairy Godmother-perłowe, różowe złoto, dobrze napigmentowane. Bardzo ładnie wygląda przy niebieskich oczach
-Grand Duke-kobaltowy perłowy cień o dobrej pigmentacji. Na zdjęciach bardziej wygląda na fiolet.
-Drizella-perłowy brąz z domieszką zieleni. Bardzo dobra pigmentacja

Dolny rząd:
-Pumpkin-piękne, perłowe złoto, bardzo dobrze napigmentowane.
-Prine Charming-bardzo ciemny, matowy turkus o dobrej pigmentacji.
-Happily Ever After-perłowy, dobrze napigmentowany srebrny cień.
-Anastasia-cudowna, matowa śliwka.
-Daphne-perłowa butelkowa zieleń, dobrze napigmentowana.
-Lady Tremaine-bardzo ciemny, satynowy fiolet z domieszką brązu i dobrej pigmentacji.

Co by tu dużo komentować? Paletka przepiękna z dużą ilością kombinacji. Jak to zwykle w przypadku Sleeka perłowe cienie są wspaniale kremowe, a te matowe trochę bardziej suche. W ogóle mi to nie przeszkadza, bo już nauczyłam się ze Sleekiem pracować. Kolorystyka w mojej opinii skierowane bardziej ku zimnym typom urody, ale kilka kolorów powinno podpasować też ciepłym wariantom. Jedyne do czego się doczepię to nazwa, bo jakoś mi się z tą kolorystyką nie kojarzy. Wydaje mi się, że bardziej pasowałoby "Fairy Tale" albo samo "Enchanted".

A jak Wam podoba się najnowszy Sleek?Ja przyznam się bez bicia, że czekam na to co Sleek wymyśli na Święta, bo założyłam sobie, że jeśli chodzi o makijaż to do końca roku tylko palety Sleeka i matowe pomadki od Bourjois. Na wszystko inne mam bana.
Wrześniowe ShinyBox, czyli sporo dawka pielęgnacji oraz rozdanie

Wrześniowe ShinyBox, czyli sporo dawka pielęgnacji oraz rozdanie

Przypominam o trwającym rozdaniu. Jeszcze tylko kilka dni pozostało na zgłaszanie się, a naprawdę warto.

Dzisiaj ostatni pudełkowy post w tym miesiącu. Następne już będą na inne tematy. Wrzesień zamyka ShinyBox, czyli pudełko z solidną dawką pielęgnacji.



Ostatnio ShinyBox dość mocno stawia na pielęgnację i nie inaczej było w tej edycji.


1.Vedara Złoty Peeling do Ciała. Uwielbiam peelingi, więc jest to produkt, który mnie bardzo ucieszył.


2.Orientana Olejek do twarzy z drzewem sandałowym i kurkumą. Już recenzowałam ten produkt, jest to mój absolutnie ulubiony kosmetyk, więc bardzo mnie cieszy jego obecność w pudełku. Przy okazji mogę się pochwalić, że wygrałam spory zestaw Orientany na Facebooku i niedługo kolejne recenzje.


3.Syis Krem pod oczy. W wieku 30+ i dużej ilości pracy przed komputerem to zawsze przydatny produkt.


4.Vaseline Balsam do ciała w sprayu Cocoa Radiant. Miałam już kilka balsamów z tej firmy i zawsze mi bardzo odpowiadały, więc tu powinno być podobnie.


5.Evree Serum do paznokci Max Repair. Ostatnio narzekam trochę na pazurki, więc mam nadzieję, że ten produkt pomoże mi z nimi.


6. Biały Jeleń Emulsja do higieny intymnej. Moja, notabene z tej samej firmy, właśnie mi się kończy, więc idealnie trafiło w moje potrzeby.


7.Efektima maska do twarzy oraz balsam brązujący do ciała w saszetce. Takie uzupełniacze pudełka. Ani mi bardzo pasują ani przeszkadzają.

Ogólnie pudełko w mojej opinii bardzo udane. Każdy produkt mi się przyda. Jedyne do czego mogę się doczepić, że mimo wszystko chciałabym trochę więcej kolorówki.
Wrześniowe BeGlossy, czyli wielka burza o pudełka oraz rozdanie

Wrześniowe BeGlossy, czyli wielka burza o pudełka oraz rozdanie

Przypominam o trwającym rozdaniu. Link jest z prawej strony.

We wrześniu BeGlossy poszalało i zrobiło aż sześć wersji pudełka. Do rozdzielenia między pudełka było aż 19 produktów. Patrząc na wpisy na Facebooku, bardzo wiele osób było mocno rozczarowanych. A czy mnie przypadła moja wersja do gustu.

Ja dostałam wersję B, która prezentuje się tak:


A oto po kolei produkty:


1.Beaver Professional Regenerująca Odżywka do włosów. Miałam szampon z tej serii i byłam z niego bardzo zadowolona, więc mam nadzieję, że odżywka będzie równie dobra.Dostajemy miniaturkę 30 ml.


2.Clarena Boracay Body Cream. 30 ml balsamu do ciała to trochę mało, więc średnio mi się to podoba. Może się przyda na jakieś wyjazdy.


3.Lambre Lakier do paznokci Fashion Color. Jedyny pełnowymiarowy produkt w tym pudełku. Mnie się dostał w całkiem ładnym turkusowym kolorze.


4.Isadora Podkład Nude Sensation. Lubię testować nowe podkłady, więc jestem bardzo zadowolona. Miniaturka 3,5 ml na pewno starczy na sporo użyć.


5. Shiseido Ultimune Power Infusing Concentrate. Bardzo luksusowy produkt, którego sama raczej bym nie kupiła, więc cieszę się, że mam okazję go wypróbować. Miniaturka 5 ml.


6.Shiseido Ultimune Power Infusing Eye Concentrate. Kolejne 5 ml luksusowego produktu tym razem w wersji pod oczy.

Szczerze mówiąc to pudełko idealnie trafiło w moje gusta. Będę miała okazję wypróbować produkty, których sama raczej bym nie kupiła. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że miałam szczęście, ale wiem, że sporo dziewczyn dostała trochę gorsze wersje, a w niektórych z nich powtarzały się produkty z poprzednich edycji. Uważam, że lepszym pomysłem jest zrobić dwie wersje pudełka, jak to było w poprzednim miesiącu.
Wrześniowy Joybox, czyli uzupełnienie zapasów+rozdanie

Wrześniowy Joybox, czyli uzupełnienie zapasów+rozdanie

Przypominam o trwającym rozdaniu.

Dzisiaj kolejny post pudełkowy. Tym razem padło na wrześniowy Joybox. Czemu potraktowałam go jako uzupełnienie zapasów?Zapraszam do czytania!


Produkty dla wszystkich:
1.Szampon Head&Shoulders wersja nadająca gęstość. To jeden z nielicznych szamponów drogeryjnych, który mnie nie podrażnia.
2.Cztery Pory Roku Regenerujące Serum do Rąk i Paznokci. Produkt już przeze mnie sprawdzony i lubiany.
3.No36 Jedwab w sprayu. Bardzo lubię i chętnie używam.
4.SheFoot Krem do stóp z komórkami macierzystymi. Kolejny sprawdzony produkt.
5.DermoFuture Wypełniacz do ust. Bardzo fajny nawilżacz.
6.Vichy Idealia Rozświetlający Krem na dzień. Opakowanie 15ml. Nie używałam, więc z chęcią spróbuję.
7.Yves Rocher. Lakier do paznokci. Dostałam w ciekawym, szarym kolorze.
8.Cleanic Płatki ze zmywaczem do paznokci. Raczej nie przepadam za tego typu produktami.
9.Magazyn Joy.

Produkty wybrane przeze mnie:
1.Essence Paletka All about Nudes. Lubię Essence, a tego typu paletka zawsze przyda się w podręcznej kosmetyczce.
2.Olej arganowy Biotanic.Zdublował mi się z Chillboxem, ale olejów nigdy za wiele.
3.Rozświetlacz Wibo.

Jak widać nie ma tu jakiś super-hiper produktów. Ja zdecydowałam się na zakup tylko dlatego, że te które były oferowane już mam sprawdzone i lubiane. Mam nadzieję, że następne pudełko będzie bardziej zaskakujące.
Pudełko pełne relaksu, czyli mój pierwszy Chillbox

Pudełko pełne relaksu, czyli mój pierwszy Chillbox

Wrzesień jest u mnie bardzo pudełkowy, choć na blogu dopiero pierwsza recenzja. I od razu całkowicie nowego dla mnie pudełka, czyli Chillbox. Idea tego pudełka powstała jako produkt studencki. Pomysł był taki, że zawartość pudełka miała pomóc nam się zrelaksować, więc mamy tutaj i książkę i coś pysznego do jedzenia, a także kilka kosmetyków. 

A oto zawartość wrześniowej edycji:


1.Maska różana Skin79, czyli produkt które mnie skusił, bo zachwycają mnie ich kremy BB. Poza maską były też próbki wielu ich kremów. U mnie na zdjęciu jest tylko kilka z nich, bo resztę dostała koleżanka.
2.Książka "Historie filmowe" Carole Mortimer. Lubię różnego rodzaju romansidła, więc bardzo przypadło mi to do gustu.
3.Baton Aloha-Zmiany Zmiany. Uwielbiam słodycze, a tutaj dostałam je w zdrowej wersji. Jestem bardzo ciekawa smaku.
4.Olej arganowy Biotanic. Ten sam olej mam z Joyboxa (recenzja mam nadzieję niebawem). Jestem fanką olejowania, a z czystego oleju arganowego jeszcze nie korzystałam, więc z przyjemnością wypórbuję.
5.Żel pod prysznic Born to Bio. Nie wiem czy były inne wersje, ja mam mango i pachnie przepięknie.
6.Słoiczek z uchwytem i słomką. Super pomysł, bo nic nam się nie wylewa, a jak jest gorąco to mamy gwarancję, że żadne robale nam się nie zaproszą.
Poza tym jeszcze były dwie zniżki do sklepów internetowych.

Pudełko mi się bardzo, ale to bardzo podoba. Trafiło we wszystkie moje gusta. Poza tym bardzo mi się podoba ręcznie wypisana karteczka dołączona do pudełka. Teraz czekam na kolejną edycję, bo pewnie znowu się skuszę.
Efekty uzywania szamponu i odżywki Harmony Plus

Efekty uzywania szamponu i odżywki Harmony Plus

Jakiś czas temu pisałam, że udało mi się nawiązać współpracę z firmą Harmony Plus i otrzymałam od nich szampon i odżywke Hair Jazz, które miały przyspieszać porost włosów. Poniżej moja opinia o obydwu produktach (zdjęcie z ich strony firmowej, bo moje już są bardzo upaćkane).


Oto co obiecuje nam producent:

Hair Jazz udziela gwarancji na 5 wyników:
Nawet trzykrotnie szybszy wzrost włosów,
Bardziej miękkie i błyszczące włosy,
Wyniki utrzymujące się przez wiele miesięcy,
Wydajność sprawdzona i przetestowana na wszystkich rodzajach włosów,
Wyraźne zmniejszenie się liczby wypadających włosów.

Zarówno szampon jak i odżywka zapakowane są w duże, odkręcane tuby i nie jest to niestety dość szczęśliwy wybór, bo obydwa kosmetyki są dość płynne i łatwo się z tych opakowań wylewają. Lepszym rozwiązaniem byłyby tuby zamykane na klik. Napisy są w kilku językach i niestety tłumaczenia się trochę różnią. Lepiej czytać instrukcję stosowania po angielsku czy niemiecku niz po polsku.
Jak już pisałam obydwa produkty są bardzo lejące się o dość chemicznym zapachu, który mnie się akurat średnio podoba. Przez tą płynność komfort stosowania też jest dość umiarkowany, bo skoro mamy zarówno szampon jak i odżywkę wmasować w skórę głowy i później jeszcze kilka minut je tam trzymać.
Co mnie bardzo ucieszyło to fakt, że mnie te kosmetyki nie podrażniły, a mam do tego bardzo dużą tendencję. Włosy rzeczywiście praktycznie nie wypadają, stały się gęściejsze i mocniejsze.
No i na koniec punkt najważniejszy to wpływ na szybkość rośnięcia włosów. Zdjęć nie będzie, bo włosy podcinałam, natomiast kiedy stosowałam ten szampon i odżywkę przez dwa tygodnie co drugi dzień moje włosy urosły 3 (!) centymetry i w końcu mogłam iść do fryzjera i jakoś sensownie je podciąć do zapuszczania. Teraz wracam do stosowania tych kosmetyków, bo mimo pewnych wad u mnie wpływaja rewelacyjnie na porost włosów.
Skin79 Krem BB Orange, czyli początek azjatyckiej przygody

Skin79 Krem BB Orange, czyli początek azjatyckiej przygody

Od pewnego czasu marka Skin79 zdobywa polski rynek. Wcześniej te osławione koreańskie kosmetyki dostępne były tylko na EBayu albo od koreańskich dystrybutorów, a to co można było nabyć na allegro często okazywało się podróbką. Obecnie jest kilku miejsc, gdzie można kupić oryginalne produkty i warto z tego korzystać.

Ja swoją przygodę ze Skin79 rozpoczęłam kupując limitowaną edycję ShinyBox "Love your skin", która w całości składała się z kosmetyków Skin79, w tym tytułowego BB Orange. No i dalej będzie już tylko o nim.

Opakowanie




Krem zapakowany jest w kartonik w energetycznym pomarańczowym kolorze. Po otwarciu ukazuje nam się plastikowa buteleczka o dość futurystycznym stylu. Mnie się to akurat podoba, ale ma taką wadę, że nie widać ile produktu nam zostało. Niektórzy narzekają też, że nie da się nosić tej buteleczki bez kartonika, bo pompka jest bardzo wrażliwa. Jest to prawda, bo przy wyciskaniu produktu trzeba naprawdę uważać, żeby nam się nic nie porozlewało dookoła.

Opakowanie, opakowaniem, ale najważniejsze są właściwości. Oto co czytamy na stronie oficjalnego sklepu Skin79 w Polsce (który notabene bardzo polecam):

Europejki pokochały ORANGE za kolor,

który jest najbardziej zbliżony do europejskich podkładów drogeryjnych,

jednocześnie zachowując wszelkie właściwości azjatyckiego
kosmetyku typu BB cream. 

Lekka formuła oraz żółte tony nadają skórze jednolity odcień,
staje się gładka, świeża i promienna. 

Krem posiada kompleks regulujący pracę gruczołów łojowych,
jest więc idealną propozycją na lato.

Pomaga zachować zdrowy wygląd skóry,
ponadto posiada wysoki filtr przeciwsłoneczny SPF50+PA+++

Wysoka zawartość naturalnych olejów utrzymuje skórę jędrną i nawilżoną,
ekstrakty roślinne mają działanie przeciwzmarszczkowe.

Fitosfingozyna wzmacnia barierę ochronną naskórka i działa kojąco na
niedoskonałości, również przeciwdziała 

powstawaniu nowych wyprysków czy zaskórników.
Cermidy uzupełniają barierę lipidową dzięki czemu wzrasta wilgotność w skórze.

Teraz zdjęcia na łapce:




Ostatnie zdjęcie jest po rozsmarowaniu kremu.

Kolor SKIN79 Orange BB

Jak widać po rozsmarowaniu krem idealnie stopił się z moją lekko opalona skórą na ręku. Pora na zdjęcia na twarzy.
Buzia przed makijażem (nałożone mam serum korygujące z Bielendy oraz krem drzewo sandałowe i kurkuma z Orientany)

Nie mam jakiś większych niedoskonałości typu pryszcze. Bardziej narzekam na rozszerzone pory, zaskórniki, zaczerwienienia oraz lekkie przebarwienia na policzkach.
A tak wygląda to po nałożeniu BB Orange (bez pudru czy też korektora):

Jak widać krem raczej ma też charakterystyczny azjatycki "glow", ale mnie on osobiście nie przeszkadza, bo lubię taki efekt w codziennym wyglądzie. Nie lubię bardzo płaskiego matu. Krem, choć zdjęcia tego nie oddają, robi taki właśnie lekko satynowy mat.

Krycie

Krem pięknie przykrywa naczynka, zaczerwienienia i przebarwienia oraz ładnie zwęża pory skóry. Przypudrowany lekkim pudrem daje efekt wręcz porcelanowej skóry, nawet u osób ze skórą problematyczną. Jeśli używam go z kremem bardziej matującym to już w ogóle nie potrzeba pudru. Mimo wszystko wolę go używać z czymś bardziej nawilżającym, bo ma lekką tendencję do podkreślania suchych skórek. Krem trzyma się naprawdę świetnie cały dzień i to testowany w letnich upałach. Przy takiej temperaturze jak teraz nie wymaga poprawek nawet na mojej tłustej skórze. Z czym trzeba uważać to z ilością. Ja za pierwszym razem nałożyłam całą zawartość próbki i to był błąd, bo zrobiło mi to lekką maskę na twarzy, ale już wtedy efekt był obiecujący.

Moja opinia

Co jednak najbardziej mi się w tym kremie podoba to fakt, że twarz po zmyciu wygląda rewelacyjnie. Na rozjaśnioną i wypoczętą, czyli te aktywne składniki naprawdę działają!
Gorąco polecam ten produkt, bo ja się wręcz zakochałam w tym kremie i już testuję kolejne kremy od Skin79, więc recenzje niebawem. Dzisiaj też zrobiłam małe zakupy w ich sklepie co zdecydowanie polecam, bo zawsze dostajemy jakieś fajne próbki, a przy tym jest sporo promocji.
Czekam na kolejne ich produkty i zastanawiam się jak sprawdzają się azjatyckie pudry. Czy są równie godne polecenia co ich kremy BB? Ktoś coś wie?
Moje hity z BeGlossy oraz rozdanie

Moje hity z BeGlossy oraz rozdanie

Były hity z ShinyBox, więc przyszła pora na BeGlossy. Z tym pudełkiem miałam pewien okres rozstania, bo nie do końca byłam zadowolona, ale wróciłam na edycję marzec 2015 i od tej pory mam nieprzerwaną subskrypcję. Odnoszę wrażenie, że BeGlossy jakoś bardziej się ostatnio przykłada do tych pudełek i są one coraz ciekawsze.



A oto moje hity z tego pudełek:

1.Pomadka w kredce Lord&Berry. Byłam nastawiona bardzo sceptycznie, ale ten produkt jest genialny. Można precyzyjnie umalować usta, które są pięknie pokryte kolorem. Barwa jest bardzo trwała, a co najważniejsze absolutnie nie wysusza ust. Ja już nabyłam inny kolor i poluję na kolejne.
2.Puder matujący od Annabelle Minerals. Drobniutko zmielony, nie osadza się na zmarszczkach włoskach itd. Daje efekt ładnego, ale nie płaskiego matu. Planuję zakup pełnowymiarowego opakowania.
3.Odżywka Elements od Welli. Mała tubka była w jednym z pudełek, a ja już planuję zakup całej serii, bo włosy są po niej mięciutkie jak u dziecka.
4.Wypełniacz ust Lustrzany Blask. U mnie super sprawdza się po prostu jako nawilżacz na noc. Bardzo mnie cieszy, że kolejna tubka będzie w najbliższym JoyBoxie.
5.It's Skin Prestige Creme D'Escargot BB. Od niego zaczęła się moja miłość do azjatyckich kremów BB. Teraz testuję Skin79, ale może do niego wrócę. Piękne krycie, ładny stapiający się ze skórą kolor i przy tym niezła pielęgnacja.
6.Beatiful Eyes Flat Stiff Brush. Genialny pędzelek do rozcierania kredki.
7.Calvn Klen Reveal. Piękny zapach, niedawno kupiłam pełnowymiarowe opakowanie.
8.ColorLuxe Powder Blush. Bardzo fajny i praktyczny róż do torebki.

Jak widać ilościowo jest znacznie mniej od ShinyBox, ale za to jest więcej produktów do makijażu, co mnie akurat bardzo cieszy, bo tego typu produkty zawsze chętnie testuję.
Chciałabym jeszcze, żeby BeGlossy było bardziej aktywne na Facebooku i dawało więcej podpowiedzi co do zawartości pudełek.

Przypominam o trwającym rozdaniu!
BB,CC czy może DD, czyli jak to jest z tymi kremami

BB,CC czy może DD, czyli jak to jest z tymi kremami

Wczoraj przyszła do mnie paczka z kosmetykami od Skin79, więc niebawem recenzje tych kremów, ale zanim się one pojawią chciałabym napisać o różnicach między dostępnymi na rynku kremami BB, CC czy też DD, bo łatwo się w tym pogubić.



Zacznijmy od najbardziej znanych, czyli kremów BB. Tu pojawia się pierwszy zasadniczy podział na te europejskie/amerykańskie i azjatyckie. Czym się różnią? Po pierwsze wbrew pozorom nazwą. Te "nieazjatyckie" to "beauty balm", a azjatyckie to "blemish balm", czyli kremy korygujące. Kremy nieazjatyckie to bardzo często znacznie lżejsze wersje podkładów, ale bez jakichś silnych właściwości pielęgnujących. Ja osobiście nigdy nie stosuję ich solo, tzn. bez kremu nawilżającego, bo nawet dla mojej tłustej skóry to jest trochę za mało. Wersje azjatyckie to zdecydowanie więcej pielęgnacji, składników aktywnych i mocniejsze filtry. Ostatnie kilka dni robiłam testy tych kremów i widzę, że wieczorem po zmyciu skóra jest naprawdę ładnie rozjaśniona.

Kremy CC, czyli "color control cream" albo "color correctin cream" również są azjatyckie i 'nieazjatyckie". Różnice między nimi są podobne jak w przypadku kremów BB, z tym że kremy CC są zdecydowanie bardziej nastawione na skorygowanie koloru cery. Są wersje regulujące zaczerwienienia, rozświetlające. Niestety nie mogę podać porównania tych kremów dla Europy i Azji, bo miałam okazję stosować tylko te europejskie i prawdę mówiąc nie zachwyciły mnie za bardzo, bo chociażby krycie miały znacznie słabsze od wielu kremów BB. Zamierzam w najbliższym czasie zaopatrzyć się w jakiś azjatycki CC i wtedy zobaczymy, bo to co widziałam na zdjęciach jest po prostu genialne.

No i na koniec kremy DD, czyli "dynamic do-all". Te kremy są przeznaczone dla cery z widocznymi oznakami starzenia, utratą jędrności, czyli grupą docelową są kobiety dojrzałe. Krem jest z założenia kryjący, pielęgnujący, działający przeciwzmarszczkowo. Ja na razie widziałam kremy DD do ciała, do twarzy jeszcze nic mi nie wpadło w oko.

Z tego co ostatnio czytałam, to mają powstać kremy EE. Jestem ciekawa czy dożyję czasów kremów ZZ...

Na fali popularności tego typu kremów powstaje coraz więcej produktów mających BB czy CC w nazwie. Są takie lakiery do paznokci czy balsamy do ciała, ale o tym kiedy indziej.

A tak generalnie to pamiętacie o rozdaniu? Link po prawej stronie na górze.
Kolorowa papuga

Kolorowa papuga

Tym razem mało tekstu, a dużo zdjęć. Jako, że ostatnio jestem w domu, bo mi niestety Synek choruje to kiedy spał miałam czas pobawić się makijażem. W ruch poszło Rio Rio od Sleeka. A poniżej efekty mojej pracy (muszę zacząć układać włosy, bo ta fryzura coś nie tego jest):








I jak się Wam podoba taki kolorowy makijaż?
Zamówienie ze Skin79 oraz rozdanie

Zamówienie ze Skin79 oraz rozdanie

Przypominam o makijażowym rozdaniu, które trwa do końca września.

Jak ktoś śledził mojego bloga lub stronę Skin79 oraz ShinyBox na Facebooku to wie, że w miniony weekend było 15% zniżki na produkty Skin79. Co więcej była to dodatkowa zniżka, bo na stronie już trwały promocje. W poprzednich pudełkach ShinyBox było kilka próbek kremów BB od Skin79, więc już wiedziałam, że warto skorzystać. A oto moje zamówienie:


Jak widać całkiem sporo produktów wpadło do mojego koszyka:
1.SKIN79 Hot Pink Super+ Beblesh Balm Triple Functions . Najbardziej popularny BB ze Skin79. Przeznaczony do cery tłustej,poszarzałej. Korzystałam z próbki i efekt był zachwycający, więc wybór był oczywisty.
2.SKIN79 Intense Classic Balm SPF35 PA++. To jest bardziej kryjąca wersja, również przeznaczona do cery tłustej. Ma całkiem dobre opinie, więc w niego też postanowiłam zainwestować.
3.SKIN79 Animal Mask - For Angry Cat . Maska dla cery problematycznej
4.SKIN79 Fruit Mask - Watermelon Girl. Wersja nawilżająca, a poza tym ja uwielbiam wszystko co arbuzowe.
5.Skin79 AC Calming Mask Sheet I`m Purifying. Tym razem oczyszczanie.

Dzisiaj na stronie sklepu Skin79 widziałam, że asortyment masek wzrósł, a mnie kuszą kolejne.

Poza standardowym zamówieniem otrzymałam widoczne na zdjęciu próbki kremów BB w saszetkach oraz tubkę 5 g ślimakowego BB, którego jestem bardzo ciekawa. Za dwa tygodnie dostanę swojego pierwszego Chillboxa, gdzie ma być jeszcze więcej próbek, kolejna tubka ślimaka oraz pełnowymiarowa maseczka różana od Skin79. Już nie mogę się doczekać!

Nie ukrywam, że interesuje mnie znacznie więcej produktów z asortymentu Skin79, jak na przykład BB Oriental Gold czy krem CC. Nie wspomnę już o wszystkich maskach oraz całej serii ślimakowej. Teraz najchętniej wypróbowałabym pudry, o których Skin79 wspomina na swoim profilu na Facebooku.

W najbliższym czasie zapraszam na recenzje.
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger