Czekoladowego szaleństwa ciąg dalszy, czyli Chocolate Vice od Makeup Revolution

Czekoladowego szaleństwa ciąg dalszy, czyli Chocolate Vice od Makeup Revolution

To, że uwielbiam paletki cieni do powiek widać po moich recenzjach. Jednak jako człowiek rozsądny postanowiłam, że nie będę rzucała się na wszystko co mi wpadnie w oko, a skupię się na zbieraniu kolekcji. Postawiłam na Sleek i czekoladki od Makeup Revolution. Oczywiście MUR ma jeszcze parę genialnych serii, ale nie można miec wszystkiego.

Dzisiaj zapraszam Was na najnowsze czekoladowe dzieło MUR, czyli Chocolate Vice.



Kolejna paletka z przewagą naturalnych kolorów, czyli wydawałoby by się, że w sumie cos podobnego już mam, ale... Ale pomacałam cienie i było wielkie WOW! Jednak po kolei:

Pierwsza kolumna:
Vice- to tradycyjnie jeden z dwóch największych cieni. Odwrotnie niż w pozostałych paletach, w tej na górze mamy błyszczący cień, a konkretnie dość delikatną platynę.
Treat-to matowy, dość ciemny brąz. Typowy zwyklak.
Habit- to piękne perłowe złoto z lekką domieszką rudości
Reason-perłowa, bardzo delikatna brzoskwinia.
Must-morelowy, matowy cień.
 Pierwsza kolumna jest niezła, ale jakiegoś wielkiego szału nie robi. Ot takie dość pospolite kolorki jakie można znaleźć wielu paletach MUR.

Druga kolumna:
Sway-matowy, delikatny beż
Satisfy-kolejna perłowa platyna, ale z lekką domieszką różu
Persuade-przepiękna perłowa miedź. Dla choćby tego koloru warto się skusić na tą paletkę.
Need-matowy, raczej jasny brąz
Maleficence-matowy rudy. Genialny kolor, bo typowo rudy bez nadmiaru ani czerwieni ani brązu. moje raczej szaroniebieskie oczy z tym cieniem nabierają intesywnie niebieskiej barwy
Fancy-matowy, rudawy róż. Cudo!

Druga kolumna cieni mnie podbiła. Te rudości i miedzie to jest absolutny czad.


Trzecia kolumna:
Require- perłowy rose gold. Nie widać tego na zdjęciu, ale moim zdaniem ten lekko opalizujący cień to hit tej palety.
Convert-jasny, matowy brąz.
Crave-ciemny, perłowy brąz. Do wieczorowych makijaży bedzie jak znalazł
Lust-błyszcząca czerń, czyli kolejny kolor na wieczór
Appeal-matowa biel.

Trzecia kolumna to kolejne genialne kolory wśród których Require to mój absolutny faworyt.

Chocolate Vice to juz któryś z kolei produkt MUR, który mnie zachwyca. Na razie tylko kolorystycznie, bo jeszcze nie miałam okazji sie tą paletą dłużej pobawić, a jedynie sprawdzałam swatche i to jak moje oko wygląda w pojedynczych kolorach.

Najbardziej niepokoi mnie, że widziałam, że MUR szykuje kolejną czekoladkę, więc mój portfel drży!
Azjatycki Piątek-Golden Snail SKIN79-zestaw miniatur

Azjatycki Piątek-Golden Snail SKIN79-zestaw miniatur

Kosmetyków SKIN79 nikomu chyba przedstawiać nie trzeba, bo szturmem zdobyły blogosferę i rynek azjatyków w Polsce. Dzisiaj będzie o ich kolejnym ciekawym produkcie, czyli zestawie miniatur z serii Golden Snail.



W skład zestawu wchodzą tonik, emulsja oraz krem do twarzy. Emulsji oraz toniku jest po 20 ml oraz 15 g kremu, czyli całkiem nieźle.

Producent twierdzi, że jest to luksusowy zestaw anti-aging dla wymagającej skóry. Czy ma rację? Może najpierw po kolei o każdym produkcie.


Tonik jest w formie pięknie pachnącego, przezroczystego żelu. Nałożony na twarzy daje natychmiastowe uczucie niesamowitego wygładzenia i nawilżenia. Bardzo dobrze koi skórę po pobycie na zmianę w gorącu i zimnie. Testowałam to podczas podróży służbowej na Cypr, gdzie różnica między klimatyzowanym biurem a tym co jest na zewnątrz jest ogromna,


Emulsja to kolejny etap pielęgnacji. Ta pachnie podobnie jak tonik i też mam dość delikatną, lejącą się konsystencję. Bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę. Tłustym cerą polecam stosowanie emulsji tylko na noc, bo może powodowac dość mocne błyszczenie się skóry.


Na koniec mój faworyt, czyli krem. Zapach podobny do pozostałych dwóch produktów. Konsystencja dość zbita, ale mimo to delikatna. Krem daje bardzo dobre nawilżenie, ukojenie i wygładzenie cery. Stosowany na tłustą skórę nie powoduje błyszczenia, tylko taki przyjemny, zdrowy blask. Bardzo dobrze współpracuje z kolorówką. Nic się na nim nie rozmazuje ani nie warzy. Na ten moment to jeden z moich ulubieńców w pielęgnacji skóry i pewnie jak już powykańczam to co mam na zapasie to skuszę się na któryś z zestawów od SKIN79.

A Wy testowałyście te miniatury? A może ktoś skusił się na pełnowymiarową wersję?
Czerwcowy Chillbox, czyli mam dylemat...

Czerwcowy Chillbox, czyli mam dylemat...

Bardzo lubię pudełka z różnymi niespodziankami. Chillbox był pierwszym pudełkiem, o którym wiedziałam, że nie zawiera tylko kosmetyków, ale też jakieś ciekawe akcesoria oraz coś pysznego do jedzenia i ciekawego do czytania. Po czerwcowej edycji mija mi okres subskrypcji i myślałam, żeby może zrezygnować, bo mam wszystkiego dużo, ale...

Ale wylądowało u mnie to:


1.Płyn micelarny od Resibo-miałam nadzieję na olejek, ale z płynu też się cieszę. Przy tym Resibo ma przepiękne opakowania.
2.Scrub do ciała o zapachu mango od Organic Shop. Peelingi uwielbiam, a z Organic Shop miałam już jeden i bardzo mi pasował, więc kolejny trafiony produkt.
3.Truskawkowy balsam do ust od Fitokosmetiks. Ostatnio coraz częściej pamiętam o balsamach do ust, dzięki czemu moje matowe szminki lepiej się prezentują. Truskawkowy zapach jest bardzo przyjemny.
4.Książka "Córki marionetek" Marii Ernestam. Tym razem coś bardziej mrocznego, więc może być ciekawie.
5.Oczyszczająca maska do twarzy od Natura Estonica. Maski wielbię, a te oczyszczające moja skóra wielbi w szczególności, więc po raz kolejny jestem na tak.
6.Oranżada od Alternatywy. Ostatnio marudziłam Mężowi, że napiłabym się oranżady :-). No i mam!
7.Lampion i tealighty o zapachu mango. Super sprawa, tylko różowy kolor tak nieszczególnie mi pasuje do wystroju. Najwyżej sobie przemaluję na pomarańczowo albo czerwono.

Bardzo, ale to bardzo mi się ta edycja podoba.Pewnie się nie powstrzymam przed zakupieniem edycji lipcowej, bo po podpowiedziach na Facebooku już wiem, że będzie świetna. Przy tym w lipcu mam urodziny i imieniny, więc taki mały prezent będzie w sam raz :-).
Azjatycki Piątek- Mizon Snail Recovery Gel Cream

Azjatycki Piątek- Mizon Snail Recovery Gel Cream

Dziś kolejna odsłona Azjatyckiego Piątku oraz kolejny produkt otrzymany w ramach współpracy od RubiShop. Ten produkt to Mizon Snail Recovery Gel Cream, czyli regenerujący krem-żel ze śluzem ślimaka o zawartości 74%.


Skusiłam się na ten produkt, ponieważ bardzo sobie chwalę All in One Cream od Mizon, a te kosmetyki można stosować w jednym czasie. Co mówi nam o tym kremie producent:

Lekki nawilżający żel z wysoką zawartością wydzieliny ślimaka. Dzięki żelowej formule szybko się wchłania i daje uczucie świeżości.
Mucyny, obecne w ślimaczym śluzie, pomagają skórze leczyć uszkodzenia i nadają jej gładkość. Kwas hialuronowy oraz ekstrakt brzozowy dbają o odpowiednie nawodnienie skóry. Zawiera ekstrakty z wąkrotki, portulaki i zielonej herbaty skuteczne w pielęgnacji cery problematycznej oraz działające łagodząco. Dzięki zawartości adenozyny, peptydów i kompleksu witamin działa przeciwstarzeniowo. Pantenol i allantoina zapewniają skórze sprężystość i elastyczność.


Zacznę od tego, że w porównaniu z All in One , Recovery Gel jest bardzo gęsty i dość ciężko wycisnąć go z tubki. Krem nie ma żadnego zapachu, a przynajmniej ja nic nie wyczuwam. Konsystencja jest rzeczywiście dość żelowa, ale przy tym dość ciężka i gęsta. Jest to jeden z powodów dla których stosuje ten krem tylko na noc. Przy mojej tłustej cerze wchłania się on dość wolno i powoduje błyszczenie, więc nawet nie próbowałam stosować tego kremu na dzień.

Stosowany na noc znakomicie nawilża i napina skórę. Jeśli macie problem z miejscowymi przesuszeniami to ten krem sprawdzi się idealnie. Można też nakładać go grubszą warstwą w formie maski na noc i wtedy jego działanie też jest znakomite.

Obecnie stosuję ten krem na noc oraz All in One na dzień i takie połączenie bardzo dobrze robi mojej cerze. Chcę też wypróbować resztę produktów ze ślimakowej serii.

Jeszcze raz dziękuję RubiShop za możliwość testowania tego produktu!
Asian Box 2- czy lepsze niż pierwsza edycja?

Asian Box 2- czy lepsze niż pierwsza edycja?

Pierwsza edycja Asian Box lekko mnie rozczarowała. mimo tego pisałam, że na pewno kupię kolejną, bo chcę dać firmie następną szansę. Czy było warto? Zapraszam do czytania!

Tym razem pudełeczko jest znacznie mniejsze z uroczą grafiką na wierzchu:



A znajdziemy w nim:




1.Holika Holika Sweet Cotton Pore Cover BB w odcieniu Soft Beige- taka podpowiedź była już na facebookowej stronie Asian Boxa i rzeczywiście większość trafiła, że to będzie właśnie ten krem BB. Tubka jest zadziwiająco mała, ale to pełnowymiarowy produkt. cieszy fakt, że w pudełku znalazł się krem BB, czyli chyba najbardziej znany azjatycki kosmetyk.



2.Holika Holika Sweet Cotton Pore Cover Powder- puder transparentny, który ma działać kompatybilnie do kremu. Opakowanie też wydaje się malutkie, ale to pełnowymiarowy produkt.Podoba mi się pomysł pudru i kremu z ej samej serii, bo mozna zrobic jakieś rozeznanie.


3.Krem do rąk również od Holika Holika. Nie jest to kosmetyk, którego dość często używam, więc bez większego zachwytu z mojej strony.


4.Maska w płacie After Hard Study, czyli kolejny typowy azjatycki produkt. Podoba mi się i z chęcią potestuję.


5.Zestaw peelingująco-nawilżający do ust to kolejna dośc ciekawa propozycja, ale ponad 20 PLN za jednorazową zabawę wydaje mi się dość wysoką kwotą. Za tyle mogę kupić pomadkę peelingującą od Sylveco i dobry balsam nawilżający, które starczą mi na dłużej.

Poza tym w pudełku była jeszcze próbka błyszczyku, saszetka herbaty oraz paluszki Pepero.

Ta edycja jest zdecydowanie lepsza od pierwszej. Jeśli pojawi się kolejna to pewnie wpadnie w moje ręcę. W kolejnej miałabym nadzieję na więcej pielęgnacji na przykład jakiś ciekawy krem albo pełnowymiarowa maska.
Sleek All Night Long czyli piekno wieczorową porą

Sleek All Night Long czyli piekno wieczorową porą

Jakiś czas temu (dawno!) obiecywałam recenzję drugiej z palet Sleeka, które niedawno dołączyły do asortymentu marki. Trochę mi na tym zeszło, a motywację dała mi zapowiedź najnowszej kolekcji Sleeka, który musi być moja. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kilka palet, które mam ciągle czeka na swoje recenzje, więc trzeba się zmobilizować.

Paleta "All Night Long" to propozycja wieczorowego makijażu w naturalnych barwach. Mimo, że posiadam już kilka takich palet, to oczywiście moja żyłka kolekcjonerska jeśli chodzi o Sleeka zadziałała i paleta trafiła do mnie dość szybko po możliwości dostania jej w Polsce.



Jak widać na powyższym zdjęciu, nazwy cieni inspirowane są nazwami drinków, czyli ewidentnie sugestia wykorzystania ich w wieczorowym makijażu.


Jeśli wieczór, to najlepiej błysk. Nie ma co ukrywać, że wszelkiego rodzaju perłowe czy też metaliczne cienie najlepiej wyglądają w wieczorowym świetle. Na dzień też są niezłe, ale nocą zdecydowanie zyskują.


Górny rząd:
Bellini-nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciu, ale to piękny platynowy kolor, opalizujący na różowo. Bardzo lubię go używać do kącika oka albo żeby rozświetlić lekko obszar pod brwią.
Negroni-ładny, matowy brąz. Jeden z dwóch matów w tej palecie. Dobry pomysł, żeby umieścić go w palecie.
Martini-to czysty platynowy błysk! Piękny kolor, na lekko opalonej skórze wygląda obłędnie.
Prosecco-mój ulubiony napój latem, a w tej palecie przepiękny, złocisty cień.
Kir Royale-podobny do Bellini, ale bez opalizującej poświaty.
Mimosa-perłowy, ciemny brąz. Kolor dość przyjemny, ale dość powtarzalny.


Dolny rząd:
Champagne- to właśnie taki perłowy, szampański kolor, nieodłączny element tego typu palet.
Spritz-dość chłodny, perłowy brąz z lekko szarymi tonami.
Mai Tai- matowy cień w kolorze ecru, idealny jako baza.
Cosmopolitan-jasny brąz z ładnymi, różowymi podtonami. Jeden z moich faworytów w tym zestawieniu.
Daiquiri-ciemny, dość dobrze napigmentowany zimny brąz z lekką domieszką srebra. Bardzo ciekawe połącznie.
Manhattan-to mój absolutny hit. Cien ten w zależności od światła jest albo burgundem z domieszką złota albo przepięknym rdzawym odcieniem.

Cienie mają dobrą konsystencję i dobrze się nakładają. Jaśniejsze odcienie potrzebują trochę większej ilości produktu, chyba że stanawiamy na bardzo delikatny efekt. Oczywiście można je tez nakładać na mokro by uniknąć osypywania się, bo cienie Sleeka mają taką tendencję.

Na wieczór lubię bardziej kolorowy makijaż, ale ta paleta bardzo przypadła mi do gustu i przyjemnością jej używam solo lub wykorzystując poszczególne odcienie. Jeśli ktoś lubi takie naturalne barwy i szuka ciekawej palety to Sleek może być idealny.

Ja czekam na najnowszą, bajeczną kolekcję i chyba przy zakupach nie ograniczę się tylko do palety.
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger