Sleek All Night Long czyli piekno wieczorową porą

Jakiś czas temu (dawno!) obiecywałam recenzję drugiej z palet Sleeka, które niedawno dołączyły do asortymentu marki. Trochę mi na tym zeszło, a motywację dała mi zapowiedź najnowszej kolekcji Sleeka, który musi być moja. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kilka palet, które mam ciągle czeka na swoje recenzje, więc trzeba się zmobilizować.

Paleta "All Night Long" to propozycja wieczorowego makijażu w naturalnych barwach. Mimo, że posiadam już kilka takich palet, to oczywiście moja żyłka kolekcjonerska jeśli chodzi o Sleeka zadziałała i paleta trafiła do mnie dość szybko po możliwości dostania jej w Polsce.



Jak widać na powyższym zdjęciu, nazwy cieni inspirowane są nazwami drinków, czyli ewidentnie sugestia wykorzystania ich w wieczorowym makijażu.


Jeśli wieczór, to najlepiej błysk. Nie ma co ukrywać, że wszelkiego rodzaju perłowe czy też metaliczne cienie najlepiej wyglądają w wieczorowym świetle. Na dzień też są niezłe, ale nocą zdecydowanie zyskują.


Górny rząd:
Bellini-nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciu, ale to piękny platynowy kolor, opalizujący na różowo. Bardzo lubię go używać do kącika oka albo żeby rozświetlić lekko obszar pod brwią.
Negroni-ładny, matowy brąz. Jeden z dwóch matów w tej palecie. Dobry pomysł, żeby umieścić go w palecie.
Martini-to czysty platynowy błysk! Piękny kolor, na lekko opalonej skórze wygląda obłędnie.
Prosecco-mój ulubiony napój latem, a w tej palecie przepiękny, złocisty cień.
Kir Royale-podobny do Bellini, ale bez opalizującej poświaty.
Mimosa-perłowy, ciemny brąz. Kolor dość przyjemny, ale dość powtarzalny.


Dolny rząd:
Champagne- to właśnie taki perłowy, szampański kolor, nieodłączny element tego typu palet.
Spritz-dość chłodny, perłowy brąz z lekko szarymi tonami.
Mai Tai- matowy cień w kolorze ecru, idealny jako baza.
Cosmopolitan-jasny brąz z ładnymi, różowymi podtonami. Jeden z moich faworytów w tym zestawieniu.
Daiquiri-ciemny, dość dobrze napigmentowany zimny brąz z lekką domieszką srebra. Bardzo ciekawe połącznie.
Manhattan-to mój absolutny hit. Cien ten w zależności od światła jest albo burgundem z domieszką złota albo przepięknym rdzawym odcieniem.

Cienie mają dobrą konsystencję i dobrze się nakładają. Jaśniejsze odcienie potrzebują trochę większej ilości produktu, chyba że stanawiamy na bardzo delikatny efekt. Oczywiście można je tez nakładać na mokro by uniknąć osypywania się, bo cienie Sleeka mają taką tendencję.

Na wieczór lubię bardziej kolorowy makijaż, ale ta paleta bardzo przypadła mi do gustu i przyjemnością jej używam solo lub wykorzystując poszczególne odcienie. Jeśli ktoś lubi takie naturalne barwy i szuka ciekawej palety to Sleek może być idealny.

Ja czekam na najnowszą, bajeczną kolekcję i chyba przy zakupach nie ograniczę się tylko do palety.

10 komentarzy:

  1. Nie wiem jak to się stało, ale nie miałam jeszcze paletek Sleek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jeszcze nie miałam ani jednej rzeczy ze Sleeka, a to chyba podstawa :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale piękne kolory takie moje:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie miałam jeszcze żadnej palety ze Sleeka, ale ciągle się zastanawiam, czy jakiejś nie kupić. Ta wygląda bardzo fajnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham cienie sleeka, ale ta akurat średnio przypada mi do gustu bo nie przepadam za nudziakami ;)

    Pozdrawiam,
    http://wszystkooczymmarzakobiety.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. kolory fajne, ale Sleek jakoś nie przypadł mi do gustu, mam paletkę au naturel jakoś tak i strasznie się sypią te cienie, może dlatego mi to nie pasuje, bo mam też the balm i już się przyzwyczaiłam do bardzo dobrej jakości i pigmentacji :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger