Azjatycki Piątek- Tony Moly Appletox Peeling Cream

Azjatycki Piątek- Tony Moly Appletox Peeling Cream

Jakiś czas temu w związku z wyzwanie TrustedCosmetics prezentowałam swoje kosmetyki do pielęgnacji twarzy wśród których znalazł się jabłuszkowy peeling od Tony Moly. Kilka osób mnie o niego pytało, więc będzie on bohaterem dzisiejszego posta.


Peeling jak widać na powyższym zdjęciu zamknięty jest w słodkim opakowaniu w kształcie jabłuszka. To rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Plusem jest wygląd, dobry plastik oraz łatwo otwierana zakrętka. Minus to niestety kształt, bo ja najczęściej trzymam peeling na wannie, stawiając na nim żel albo piankę, a w przypadku tego opakowania jest to niestety niemożliwe.


Opakowanie dodatkowo zabezpieczone jest plastikową nakładką, która sprawia, że woda nie dostaje się do środka. Łatwo się zdejmuje, więc to też duży plus.


Sam peeling ma konsystencję średnio gęstego kremu o delikatnym, owowcowym zapachu. Roztarty między palcami daje leciutko wyczuwalne drobinki, ale nie są to duże kawałki, więc jak dla mnie jakiś zdzierak to nie jest.


Moje początki z tym peelingiem były dość ciężkie, bo niestety nie ma na nim intrukcji użytkowania ani po polsku ani w żadnym innym europejskim języku. Nie wiedząc jak stosowałam go tak jak inne tego typu produkty, czyli nakładałam na wilgotną twarz i masowałam 2-3 minuty.. Coś mi jednak nie pasowało, więc zaczęłam szukać instrukcji obsługi. Brzmi ona tak:
1.Nałożyć na suchą skórę, bo wcześniejszym umyciu twarzy.
2.Masować 1-2 minuty.
3. Zostawić na 30 sekund do minuty na twarzy.
4.Jeszcze raz pomasować twarz przez około minutę i później spłukać letnią wodą.

Jak zaczęłam stosować się do instrukcji, to w końcu peeling zaczął działać tak jak powinien. Skóra jest odświeżona, promienna i ewidentnie rozjaśniona. Trzeba jednak uważać na ten kosmetyk, bo zawiera w sobie kwasy owocowe i co wrażliwsze cery może trochę podrażniać. Ja po pierwszym właściwym użyciu miałam lekko zaczerwienioną skórę, jednak bardzo szybko doszła ona do siebie i wyglądała ładnie.

Czy kupię ponownie? Nie, bo mimo jego niewątpliwych zalet i ładnego wyglądu znam kilka lepszych kosmetykówdo oczyszczania skóry. Zostawię sobie za to opakowanie, bo to jabłuszko wygląda ślicznie.
Top 10, czyli dziesiątka ulubieńców-Makijaż Cz.1-Twarz

Top 10, czyli dziesiątka ulubieńców-Makijaż Cz.1-Twarz

Sama bardzo lubię czytać posty o ulubionych kosmetykach innych blogerek, więc stwierdziłam, że też napiszę u siebie taką serię postów. Zastanawiałam się od czego zacząć, ale kierując się nazwą bloga doszłam do wniosku, że na początek pójdą moje ulubione kosmetyki do makijażu twarzy. W zasadzie blog powstawał z myślą o nich, a później doszło coraz więcej tematów. Moje podejście do makijażu też się bardzo zmieniło podczas prowadzenia bloga, bo więc moje obecne Top 10 na pewno mocno różni się od tego z początków blogowania.



Numer 10. Revlon Colorstay dla cery mieszanej/tłustej
Niezastąpiony na imprezę czy do zdjęć, oczywiście jeśli dobrze się go nakłada. Bardzo dobrze i raczej mocno kryje, wytrzymuje też bardzo dużo. Ja jednak nie używam go za często, bo ma tendencję do zapychania cery i przy tym jest też dość ciężki.

Numer 9. Rimmel Match Perfection
Pierwszy podkład, który idealnie dopasował się kolorem do mojej cery. Bardzo dobrze kryje i ładnie wygląda na skórze. Jakiś czas temu wyszła jego nowa wersja, której jeszcze nie miałam okazji wypróbować, ale pewnie się skuszę. W ogóle kosmetyki do twarzy Rimmel (poza podkładem Stay Matte) mogę spokojnie polecić.

Numer 8. Kobo Puder rozświetlający w kulkach
Kupiłam skuszona obietnicą efektu podobnego do słynnych "Meteorytów". Tych ostatnich nie miałam okazji testować, bo cena jest troszkę zaporowa. Produkt Kobo jest moim zdaniem świetny. Nadaje się zarówno jako delikatny rozświetlacz, jak i lekki korygujący puder. Nie ma przy tym takie mocnego świecenia jak niektóre kulki.



Numer 7.Paletka do konturowania Sleek
Jeden z moich ulubionych produktów do podręcznej kosmetyczki. Dzięki niemu nie muszę zabierać ze sobą trzech produktów, a wystarczy jedna zgrabna paletka. Jedyną uwagę mam do bronzera, który mógłby mieć więcej szarawych tonów.


Numer 6. Sleek Palety róży
Bardzo lubię te paletki. Idealne dla różnych karnacji, o ciekawych wykończeniach i kolorystyce. Ja najczęściej używam Pink Sprint, ale inne paletki też się nieźle sprawdzają, bo np. Flame bardzo lubię latem i zimą.

Numer 5.Bielenda Podkład Matt
Kupiony pod wpływem impulsu i mojego dużego zaufania do firmy Bielenda. Na początku obawiałam się, że może być troszkę za ciemny, ale okazał się naprawdę dobry. Recenzja z większą ilością szczegółów niebawem, bo to naprawdę ciekawy produkt.

Numer 4. Ecocera Puder bambusowy
Tani, a dobry. Lekki puder, który idealnie potrafi wykończyć każdy makijaż. Nie widać go na twarzy co jest bardzo dużym plusem. Jak dla mnie na lato się może nie sprawdzić, bo odrobinę bieli skórę.

Numer 3. Bourjois Puder Healthy Balance
Z tym pudrem miałam trochę ciężką przeprawę, bo raz było dobrze, a raz masakra i ciastko na twarzy. Obecnie to najczęściej używany przeze mnie puder, a kolor Vanilla lekko przyciemnia ciut za jasne na lato niektóre kremy BB.


Numer 2. SKIN79 Orange BB
Mój pierwszy koreański BB, który rozpoczął moją przygodę i miłość do azjatyckich kosmetyków. Krycie, trwałość, pielęgnacyjny wpływ na skórę to główne jego cechy.


Numer 1. Lioele Dollish Veil Vita BB
Miłość absolutna. Ten zielono-biały krem idealnie wpasowuje się w moją skórę. Kryje niedoskonałości, naczynka, a przy tym wygląda super naturalnie. Ja mam wersję zieloną, ale fioletowej też jestem ciekawa.

Recenzje niektórych produktów:
Revlon Colorstay
Rimmel Match Perfection
Sleek Paletka do konturowania
Palety róży Sleek
SKIN79 Orange
Lioele Dollish Veil Vita BB

To jest oczywiście mocno okrojona lista, ale starałam się wybrać produkty, które mi najbardziej pasują.

Czy podobają Wam się tego typu posty? A jeśli tak to czy kolejny miałby być znowu o makijażu czy raczej o pielęgnacji?
Wyzwanie TrustedCosmetics cz.3-Kosmetyki do makijażu

Wyzwanie TrustedCosmetics cz.3-Kosmetyki do makijażu

Przyszedł czas na kolejną odsłonę wyzwania z TrustedCosmetics, czyli pora na moich makijażowych ulubieńców. Mimo tego, że z makijażem bardzo lubię eksperymentować, to jednak są takie kosmetyki, do których zawsze z chęcią wracam i które pojawiają się w mojej kosmetyczce zdecydowanie częściej niż tylko raz.


Na zdjęciu widać tylko część z tego co bardzo lubię, więc postaram się po krótce opisać całą resztę, łącznie z linkami do recenzji o ile zdążyłam już je zrobić.

Kosmetyki do twarzy:

1. Krem BB od Lioele to mój zdecydowany numer jeden jeśli chodzi o przykrycie cery. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Bardzo polecam, ja zużywam już kolejne opakowanie i pewnie kupię następne.
2.Na drugim miejscu plasuje się pomarańczowy SKIN79. Recenzja TUTAJ. Mój pierwszy koreański BB, który zapoczątkował moją miłość do azjatyckich kremów BB i CC.
3.Puder bambusowy od Ecocery. Czeka jeszcze na recenzję, ale już teraz stwierdzam, że to kosmetyk prawie idealny dla tłustej cery.
4.Puder Bourjois Healthy Balance to mój ulubiony puder drogeryjny. O ile z podkładami tej firmy nigdy nie było mi po drodze to puder jest super.
5.Paletka do konturowania Sleek. Recenzję możecie poczytać TUTAJ.
6.Róże od Sleeka. Uwielbiam, mam kilka palet i cały czas pragnę więcej.

Oczy:
1.Tusze Yves Rocher i Maybelline. Te firmy sprawdzają się u mnie najlepiej i najczęściej po nie sięgam, chociaż czasem robię eksperymenty.

2. Czekoladki od Makeup Revolution. Mam wszystkie poza białą. Uwielbiam te palety za kolory i trwałość.
3.Palety Sleek. Tutaj to już jest wariactwo kolekcjonerskie i nie zamierzam z tym walczyć :-)
4.Baza pod cienie z Bell. Tani produkt, który mnie niezmiennie zachywca i okiełznał moje tłuste powieki.

Usta:
Tutaj jestem trochę zła na siebie, że nie mam więcej recenzji produktów do ust, a jestem straszną szminkomaniaczką. Jak ostatnio liczyłam to mam w swoich zbiorach około 100 pomadek, więc jest to ilość ogromna. Marki, które pojawiają się u mnie najczęściej to Rimmel, Golden Rose oraz Bourjois. Kolory, które goszczą u mnie najczęściej to brudne róże, lekkie fiolety, czerwienie oraz mocne bordo. Raczej nie znajdziecie u mnie beży oraz pomarańczy.

To by było na tyle jeśli chodzi o makijaż. Przyznam szczerze, że w ostatnim czasie trochę przystopowałam jeśli chodzi o makijażowe zakupy, bo muszę wykorzystać to co już mam.


A jacy makijażowi ulubieńcy pojawiają się u Was?
Wielki Openbox-paczka ambasadorska od Le Petit Marseillais, Chillbox oraz Cutebox

Wielki Openbox-paczka ambasadorska od Le Petit Marseillais, Chillbox oraz Cutebox

Ostatnio przyszło do mnie trochę paczek, więc postanowiłam opisać je w zbiorowym poście.

Zacznę od trzeciej już paczki ambasadorskiej od Le Petit Marseillais. Zawsze cieszą mnie maile, że dostałam się do kampanii ambasadorskiej, bo oznaczna to otrzymanie cudownie pachnących kosmetyków. Oto jak wyglądała paczka tej edycji:



W środku znalazłam trzy cudowne, kremowe żele po prysznic o pięknych zapachach :Malina i Piwonia, Olejek Różany oraz Akacja. O ile pierwszy żel już mam i bardzo lubię, to pozostałe dwa były dla mnie całkowicie nowe. Już zdążyłam je przetestować i mogę powiedzieć, że mają lekkie i delikatne zapachy i bardzo fajne formuły kremu oraz balsamu do mycia. Po ich użyciu skóra jest miękka i już nie muszę się niczym smarować co bardzo przyspiesza poranne przygotowania.

Dodatkowo w paczce znalazłam bardzo dużą ilość próbek, których troszkę brakowało mi w poprzedniej kampani. Akurat niedługo będę miała babski wieczór to rozdam koleżankom.

Czas na debiut w moich pudełkowych zbiorach, czyli Cutebox.


Nie będe ukrywać, że skusił mnie produkt Sleeka oraz książka, w której coś ma być o magii. Ja jak słyszę słowo "magia" to już chcę czytać, więc pudełko trafiło do mnie. Oto lista co w nim było:

1.Książka "Kraina zwana tutaj" Cecelii Ahern
2.Eyeliner Sleeka w pięknym, niebieskim kolorze. Liner jest bardzo trwały i się nie marze.
3.Napój z aloesem
4.Uniwersalny krem kokosowy od Nacomi.
5.Notes z bananami.
Dodatkowo jeśli ktoś zamówił Cutebox wcześniej to w swojej paczce miał jeszcze kulę kąpielową od Nacomi.

Ogólnie całkiem niezłe pudełeczko, ale bez większych zachwytów. Wrześniową edycję pewnie też kupię, bo jest coś odnośnie produktu do ust od Maybelline, więc brzmi kusząco.

Na koniec zostawiłam przedostatni Chillbox (dziewczyny po wrzęsniowej edycji robią sobie przerwę).


A w Chillboxie znajdziemy:
1.Olej arganowy w rollerze od BioOleo
2.Balsam do włosów z Organic Shop
3 i 4 to Maska termalno-iłowa do ciała oraz szampon do włosów od Banii Agafii.
5.Książkę "Toń" Anyi Lipskiej
6.Tonik do twarzy od Natura Estonica Bio.
7.Baton mocy sygnowany przez Annę Lewandowską
8.Zestaw do dekorowania zdjęć

To kolejny rewelacyjny box. Poza zestawem do zdjęć, który jest średnio w moim stylu, wszystko mi się bardzo podoba. Produkty Banii Agafii oraz Organic Shop mogę kupować w ciemno. Różany tonik to rewelacja dla mojej cery. Książka zapowiada się świetnie, a baton może być dobrą przekąską do pracy.

W tym miesiącu czekam jeszcze na Pretty Box i już będę miała komplet z zamówionych przeze mnie pudełek. Uważam je wszystkie za bardzo udane i wielka to dla mnie przyjemność, że do mnie trafiają.
Opróżniamy kosmetyczki z TrustedCosmetics-Pielęgnacja twarzy

Opróżniamy kosmetyczki z TrustedCosmetics-Pielęgnacja twarzy

Dzisiaj druga odsłona wyzwania dla blogerek organizowanego przez redakcję TrustedCosmetics. Po odsłonie całości kosmetyczki przyszła pora na bardziej szczegółowe posty. Zaczynamy od pielęgnacji twarzy, czyli kategorii bardzo przeze mnie lubianej.



Jak się pewnie przekonacie, jest u mnie mocno azjatycko, a co nie azjatyckie to ma kwasy. Zapraszam do czytania!


Oczyszczanie dwustopniowe, czyli olej, a później pianka. Wieczorem dodaję do tego jeszcze peeling. Tak, to jabłuszko to bardzo fajny peeling od Tony Moly.


Jak już pisałam w jednym z postów, toników używam różnych na rano i wieczór. O poranku bardzo pasuje mi oczarowy Mizon, a na wieczór kwaszę się z Norel.


Po tonikach przychodzi pora na dobroczynne działanie drożdży. Najpierw odrobina esencji z Mizon, a potem serum drożdżowe od IT's Skin są bardzo dobrym rozwiązaniem.


Na dzień od pewnego czasu stosuję aloesowy żel-krem od It's Skin, a pod oczy krem od Yves Rocher. Z kremami na dzień i pod oczy ciągle eksperymentuję, bo ciężko mi znaleźć wystarczająco dobry produkt.


Kremy na noc mam trzy: ślimakowy od Mizon, galaretkę od Secret Key oraz mój krem awaryjny, czyli Triacneal od Avene. Kolejne azjatyckie cuda czekają na testy.


Na koniec zostawiłam maseczki. KAżdy z tych produktów stosuję co najmniej dwa razy w tygodniu. Do każdego z tych produktów chętnie wrócę, bo bardzo dobrze się u mnie sprawdzają.

To by było na tyle. Jeszcze zapomniałam o maskach w płacie i plastrach na nos, które też bardzo lubię.

A Wy co macie w swoich zbiorach?
Azjatycki Piątek-Mizon Enjoy Fresh-On Time, Revital Lime Mask

Azjatycki Piątek-Mizon Enjoy Fresh-On Time, Revital Lime Mask

W kolejnej odsłonie Azjatyckiego Piątku zapraszam na recenzję żelowej maski nawilżającej Mizon Enjoy Fresh-On Time, Revital Lime Mask . Czy tak jak wiele produktów tej marki przypadła mi ona do gustu? Jeśli chcecie się przekonać to zapraszam do dalszej lektury.

Od pewnego czasu szukałam maski nawilżającej, ale w formie żelu bądź kremu, a nie na płacie. Przeglądając różne strony trafiłam na Limonkę od Mizon (w ofercie jest też Miód, który czeka na swoją kolej oraz Fasola, którą planuję kupić). Zaczęłam od Limonki, bo wydawała mi się najbardziej odpowiednia dla mojej skóry.


Obietnice producenta Revital Lime Mask

Jakie właściwości obiecuje nam producent:
-  rewitalizująca, zmywalna maska z ekstraktem z limonki 
-  witamina C zawarta w limonce pobudzi i rozjaśni 
-  doda skórze energii i odżywi
-  cera będzie wyglądać zdrowo i promiennie
-  daje poczucie świeżości

Opakowanie Revital Lime Mask

Maska zapakowana jest kartonik, w którym znajdziemy plastikowy pojemniczek zawierający 100 ml maski. To bardzo dobra pojemność jak na cenę 40-45 PLN  w zależności od sklepu.


Plastikowy pojemniczek też jest zielony, ale nie jest to taka żarówiasta limonkowa zieleń. Natomiast bardzo podoba mi się idea słoiczka, bo ja się z tubkami raczej średnio lubię.


Zapach Revital Lime Mask

Po otwarciu słoiczka jest mocne uderzenie limonkowej świeżości. Maska naprawdę mocno pachnie limonką. Ja akurat ten zapach bardzo lubię, ale niektórym może trochę przeszkadzać. Zapach nie ulatnia się zbyt szybko, zostaje na skórze na jeszcze trochę czasu po zmyciu maski.


Konsystencja Revital Lime Mask

Konsystencja to dość gęsty żel, z takimi jakby małymi grudkami, które próbowałam uchwycić na zdjęciu, ale niestety chyba mi się nie udało. Ja zawsze przed zmyciem maski staram się wsmarować te grudki w skórę, bo wydaje mi się, że mogą pomóc jeszcze mocniej ją nawilżyć.

Moja opinia

Jeśli chodzi o działanie maski to u mnie stosowana dwa razy w tygodniu sprawdza się znakomicie. Najpierw stosuję maskę oczyszczającą, a później tą w ramach nawilżenia. Skóra jest bardzo wyraźnie rozświetlona i rozjaśniona, a pory zwężone. Nie mam żadnych suchych skórek od kiedy Limonka zagościła w mojej kosmetyczce. Maska nie zapycha, raczej też nie powinna uczulać, ale to kwestia dość indywidualna. Mam też wrażenie, że maska pomogła na niewielkie zmarszczki na czole. Jedyny problem to dość oporne zmywanie się, ale można temu zaradzić przy użyciu małej gąbki.

Ja bardzo polecam tą maskę. Można kupic ją pod dwoma poniższymi adresami (oficjalni przedstawiciele Mizon w Polsce):

Wyniki rozdania

Przyszła pora na wyniki rozdania, bo pewie parę osób czeka na nie z dużą niecierpliwością. Nie będę przeciągać i dlatego ogłaszam, że rozdanie wygrywa:

Not too serious blog

Czekam na adres do wysyłki wraz z listą wybranych kosmetyków.

Gratulacje!
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger