Ulubieńcy 2016- Cz.2-Pielęgnacja

Ulubieńcy 2016- Cz.2-Pielęgnacja

Post dotyczący ulubieńców makijażowych w 2016 spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, więc teraz przyszła pora na najlepsze produkty pielęgnacyjne. Miałam połączyć pielęgnację twarzy i ciała w jednym poście, ale stwierdziłam, że byłoby za dużo w jednym poście.

Starałam się zebrać wszystkie bardzo lubiane przeze mnie produkty i zdecydowanie wyszło, że króluje u mnie Azja oraz Polska.Nie będę ukrywała, że zmiana sposobu pielęgnacji mojej skóry wpłynęła na nią wręcz rewelacyjnie. Cera wygląda dużo lepiej, łatwiej nałożyć i utrzymać na niej makijaż.

Większość produktów w tym poście miało już swoje recenzje, więc nie będę się powtarzać tylko wrzucę Wam linki, bo tak będzie prościej.


Oczyszczanie twarzy i tonizacja:
Zdecydowanie pianka i olejek BCL z kwasami AHA. Zwłaszcza olejek mnie zachwycił i jak na razie nie znalazłam lepszego, ale testy trwają. Recenzje Olejek i Pianka.
Jeśli chodzi o toniki to ciężko wskazać mi wskazać ulubieńca, bo chyba jeszcze takiego nie znalazłam.

Kremy, serum, esencja
Tutaj spodobało mi się kilka kosmetyków, ale postanowiłam wyróżnić te naprawdę najlepsze dla mnie:
Norel Krem matujacy antybakteryjny Recenzja
Mizon All in One Snail Repair Cream Recenzja
It's Skin Power 10 Formula VC Effector Recenzja
Mizon Skin Power Original First Essence Recenzja
Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka produktów, które mi przypasowały, ale te są zdecydowanie moimi ulubionymi.

Maseczki
Na koniec maseczki, które uwielbiam i z którymi mogłbym się nie rozstawać:
SKIN79 Maseczki w płacie-wrzucę jakieś recenzje niebawem, bo próbowałam masek w płacie różnych firm, ale SKIN79 bije wszystkie na głowę.
SKIN79 Rose Waterfull Mask Recenzja
SkinFood Egg White Pore Mask Recenzja
Mizon Enjoy Fresh on time Revital Lime Mask Recenzja
Orientana Maska Krem z Papai Recenzja

To by było na tyle ulubieńców 2016 roku. W końcu udało mi się skończyć tego posta, co nie było łatwe.

A Wy jakich macie ulubieńców pielęgnacyjnych?
Azjatycki Piątek- Mizon Enjoy Fresh-On Time Black Bean Mask

Azjatycki Piątek- Mizon Enjoy Fresh-On Time Black Bean Mask

Bardzo lubię azjatyckie maski i wyjątkowo odpowiada mi to, że poza tymi w płacie, praktycznie zawsze sprzedawane są w dużych opakowaniach. Jest to bardziej ekonomiczne i wbrew pozorom zajmuje dużo mniej miejsca niż te malutkie saszetki z maskami.



Jakiś czas temu pisałam o limonkowej wersji maseczki. Recenzje możecie znaleźć TUTAJ. Świetnie nadawała się na okres letni, ale na zimę chciałam coś bardziej treściwego. Tak trafiła do mnie maska z czarną fasolą.


Szata graficzna i opakowanie jest takie jak w przypadku Limonki, czyli zgrabny plastikowy słoiczek. Ja bardzo lubię takie rozwiązania, bo mam pewność, że wykorzystam produkt do końca.

Opis i skład ze strony Mizon Polska:

-  odżywcza, zmywalna maska z czarną fasolą
-  idealna dodatkowa dawka witamin i składników odżywczych dla skóry 
-  bogata w witaminę E czarna fasola pomaga zachować blask i naturalne piękno
-  nawilży i ujędrni skórę, by wyglądała zdrowo i promiennie przez cały dzień

Skład:

(INCI): WATER, COLLAGEN, METHYLPROPANEDIOL, NEOPENTYL GLYCOL DIHEPTANOATE, TRIETHYLHEXANOIN, GLYCERIN, CETEARYL OLIVATE, SORBITAN OLIVATE, CYCLOMETHICONE, SODIUM HYALURONATE, SODIUM POLYACRYLATE, CETEARYL ALCOHOL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, TRIETHYLHEXANOIN, BETA GLUCAN, THEOBROMA CACAO(COCOA) EXTRACT, GLYCERYL STEARATE, POLYACRYLATE-13, POLYISOBUTENE, POLYSORBATE 20, CAPRYLYL GLYCOL, ETHYLHEXYL GLYCERIN, TROPOLONE, COPTIS JAPONICA ROOT EXTRACT, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, OENOTHERA BIENNIS (EVENING PRIMROSE) OIL, CAMELLIA OLEIFERA SEED OIL, LIMNANTHES ALBA (MEADOWFOAM) SEED OIL, ADENOSINE, GLYCERYL LINOLEATE, GLYCERYL LINOLENATE, GLYCERYL ARACHIDONATE, ALLANTOIN, PANTHENOL, BIOSACCHARIDE GUM-1, SODIUM PCA, BETAIN, SORBITOL, GLYCINE, ALANINE, PROLINE, SERINE, THREONINE, ARGININE, LYSINE, GLUTAMIC ACID, COPPER TRIPEPTIDE-1, PALMITOYL PENTAPEPTIDE-4, IRIS FLORENTINA ROOT EXTRACT, HYDROLYZED EXTENSIN, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) SEED EXTRACT, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, DISODIUM EDTA


Maska z czarną fasolą ma zdecydowanie bardziej treściwą konsystencję niż wersja limonkowa. Fasola jest gęsta, wręcz tłusta za zatopionymi drobinami fasoli. Ma też dość specyficzny, w moim odczuciu "mleczny" zapach. Ja za tym zapachem nie przepadam, ale jakoś daję radę wytrzymać te 15 minut z maską na twarzy. Przez swoją bogatą konsystencję maska jest też dość ciężko zmywalna, więc warto skorzystać z małej gąbki bądź ściereczki.


Stosując maskę dwa razy w tygodniu po uprzednim peelingu bądź potraktowaniu twarzy czarnym mydłem stwierdzam, że maska rzeczywiście bardzo dobrze odżywia. Skóra jest ukojona i uspokojona, a ostatnio mam z nią spore problemy. Maska Mizon uspokoiła koszmarne uczucie ściągnięcia spowodowane mrozami i klimatyzacją. Na zimę jest to rozwiązanie idealne, ale na lato może być za ciężka dla tłustych cer, więc w ciepłym okresie wrócę do Limonki. Na testy czeka jeszcze Miód.

A Wy lubicie tego typu maski? Macie jakieś do polecenia?


Wtorek włosomaniaczki-OGX Biotin&Collagen Oil

Wtorek włosomaniaczki-OGX Biotin&Collagen Oil

Produkty do włosów uwielbiam, ale stosunkowo niewiele było ich na blogu, dlatego teraz staram się pisać regularne posty na ten temat. Tym bardziej, że w ostanim czasie testuję coraz więcej tego typu produktów, więc teraz najpierw robię zdjęcia, a dopiero potem używam, bo chyba doskonale wiadomo jak mogą wyglądać tego typu produkty po pewnym czasie użytkowania.

Bohaterem dzisiejszego posta jest olejek Biotin&Collagen od firmy OGX (dawniej Organix). Na kosmetyki tej firmy wpadłam przypadkiem podczas zakupów z w jednej z drogerii internetowych. Postawiłam na szampon do włosów blond i właśnie ten olejek.


W firmie OGX chyba najbardziej spodobały mi się opakowania :-). Mam wrażenie, że bardzo przypominają profesjonalne kosmetyki i to mnie chyba przyciągnęło. Przy moim ŁZS muszę bardzo uważać co stosuję na skórę głowy, ale akurat ten olejek nakłada się na same włosy, więc ryzyka większego nie było.


Skład:
Cyclopentasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Dimethiconol, C12-15 Alkyl Benzoate, Biotin, Hydrolyzed Collagen, Hydrolyzed Wheat Protein, Water (Aqua), Fragrance (Parfum), Yellow 11 (CI 47000), Red 17 (CI 26100).

Skład krótki. Jest biotyna, jest kolagen. Czy jest to dobry skład to prawdę mówiąc nie wiem, bo nie jestem od tego specjalistką. Są silikony lotne, ale z tego co zdążyłam sobie poczytać to wbrew pozorom są one przydatne w kosmetykach. Na pewno jeśli ktoś szuka czegoś całkowicie naturalnego to raczej nie powinien celować w ten olejek.


Ja stosuję olejek po każdym myciu, na lekko podsuszone włosy. Zaczynam rozprowadzanie od końców kierując się ku górze głowy. Potem suszę i układam włosy.

Działanie jak dla mnie jest super. Włosy są miękkie, miłe w dotyku. Absolutnie nie obciążone, raczej lekkie i sprężyste. Łatwiej się układają i mniej puszą. Przy tym olejek ma bardzo ładny zapach.

Kiedyś nie lubiłam tego typu produktów, bo miałam wrażenie, że bardzo obciążają mi włosy. Produkt firmy OGX jest genialny i na pewno będę do niego wracać. Oczywiście zaraz po tym jak wypróbuję inne produkty tej firmy, które obecnie można dostać w Rossmannach. Ja czaję się na serię z wodą kokosową.

A Wy znacie OGX? Mieliście okazje używać produtków tej firmy?
Azjatycki Piątek- Trójka Wspaniałych od SKIN79

Azjatycki Piątek- Trójka Wspaniałych od SKIN79

Zgodnie z obietnicą w dzisiejszym Azjatyckim Piątku będzie o trzech cudownych kosmetykach od Skin79. Wiedzieliście, że niektóre produkty kosmetyczne służą nie tylko upiększaniu, ale też leczeniu? Jeśli nie to zapraszam Was na wpis o żelu aloesowym, maści z wąkrota oraz sztyftu z olejem jojoba.


Aloe Aqua Soothing Gel
Tego produktu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Większość firm koreańskich ma w swojej ofercie tego typu produkt. Co wyróżnia ten ze Skin79 to wysoka (99%) zawartość aloesu. Na zdjęciu pokazuję jeszcze starą wersję z niższą zawartością, ale na stronie sklepu już można kupić tą z wyższą ilością.

Poza typowo urodowym zastosowanie jak na przykład nacieranie włosów przed olejowanie, żel aloesowy ma też szereg innych zalet. Znakomicie koi podrażnioną zimnem bądź gorącem skórę. Idealnie sprawdza się przy ŁZS bądź łuszczycy. W tym drugim przypadku najlepiej posmarować skórę aloesem, a potem nałożyć na nią jakieś masło bądź olej. Skóra się szybciej goi i znika uczucie świądu. Bardzo dobrze sprawdza się też przy rogowaceniu okołomieszkowym. 

Zawsze jak ktoś ma jakieś problemy skórne, to przynoszę takiej osobie próbkę aloesu i przy kolejnych zakupach mam z reguły zamówienie na zakup kilku opakowań.


Maść gojąca rany i blizny
Kupiłam w zasadzie w ciemno z nadzieją na zmiejszenie dość dużej blizny na czole. Niestety w tym przypadku nie mam regularności, więc nie wypowiem się jak działa na blizny. Natomiast znakomicie sprawdza się przy wszelkiego rodzaju wypryskach czy rankach oraz uwaga uwaga przy popularnym "zimnie". Mój Mąż i Synek mają tendencję do pojawiania się tego typu niespodzianek, a niestety "zimna" są dość bolesne i sprawiają problem przy jedzeniu czy mówieniu. Potraktowane tą maścią znikają autentycznie w jeden dzień. Co ważne trzeba posmarować zaraz jak tylko wyczujemy, że coś tam się pojawia. Aplikujemy rano i wieczorem, a następnego dnia nie ma śladu po bólu czy rance.


Sztyft z jojobą
Produkt kupiłam z myślą o Mężu, któremu od czasu do czasu na twarzy pojawiają się zmiany łuszczycowe. Potraktowane tym sztyftem dość szybko wyciszają się i bledną, trzeba tylko pamiętać o aplikacji. W moim przypadku używam sztyftu ze zmianami skórnymi związanymi z ŁZS. Ponieważ pojawiają się one z reguły przy skroniach i uszach, to aplikowanie produktu w postaci sztyfu jest bardzo wygodne. Dwie aplikacje na noc i nie mam żadnych suchych płatów skórnych.


Jak widać, azjatyckie kosmetyki mają nie tylko działanie upiększające, ale też działają na różne problemy skórne.

A Wy znacie jakieś inne "azjatyki" które maja podobne działanie?
Paleta Sleek Goodnight Sweetheart - recenzja + swatche

Paleta Sleek Goodnight Sweetheart - recenzja + swatche

Fakt, że uwielbiam palety firmy Sleek jest powszechnie znany, a jeśli ktoś jest ze mną i moim blogiem dłużej to wie, że wręcz zbieram te kolorowe cuda. W przypadku innych palet sprawdzam wcześniej swatche w sieci itd., ale ze Sleekami tak nie mam. Pop prostu jeśli coś nowego się pojawia i jest dostępne w Polsce, to praktycznie od razu trafia do moich zbiorów.

Podobnie było w przypadku limitowanej paletki "Goodnight Sweetheart". Pobieżnie przejrzałam swatche i tylko czekałam aż paletka będzie dostępna w polskich sklepach. Pokazywałam ją już zresztą wstępnie w poście na temat Sleekowych nowości LINK.

 
Jak widać na poniższych zdjęciach paletka utrzymana jest w barwach różu, szarości i oberżyny, czyli coś co mnie osobiście bardzo pasuje.



Pierwsze swatche próbowałam robić przy lampie błyskowej, ale nie oddaje to faktycznych kolorów, dlatego zrobiłam drugie podejście. Z tego powodu widać już na palecie lekkie ślady użytkowania.

A teraz swatche. Tradycyjnie zacznę od górnego rzędu:



Seduction- to perłowa szarość z lekką domieszką brązu
Velvet Wrap-na zdjęciu wyszedł brązowy, ale to całkiem ciekawe perłowe bordo
Romance-matowy, bardzo ciemny fiolet z odrobiną bordo
Lingerie-bardzo delikatny róż, opalizujący na złoto
Dusk-klasyczny, perłowy ciemny brąz
L.o.v.e.-perłowy, trochę ciemniejszy róż

Dolny rząd:



By the fireside-perłowy, bardzo ciemny róż z domieszką bordo
Hold me tight-matowy, chłodny, ciemny brąz
Sweet dreams-kolejny ciemnobrązowy cień z perłowym wykończeniem
Love is in the air-perłowy, ciemny fiolet z domieszką brązu
Snuggle-mój absolutny hit w tej palecie, bo to niby szarość, na swatchu brąz, a w rzeczywistości cień typu duo-chrome, który w zależności od światła może być też zielonkawy.
Sleeping beauty-satynowa szarość

Moim zdaniem to bardzo udana paleta Sleeka, idealna raczej na wieczór z uwagi na dużą ilość ciemnych barw i dość błyszczące wykończenia. Niesamowicie podoba mi się Snuggle ze względu na jego efekty specjalne.
Oczywiście, jak to w Sleekach bywa, lepiej nakładać je na mokro, bo mogą się trochę sypać. Natomiast na plus jest bardzo dobra pigmentacja i trwałość. Ja zawsze testuję z bazą, bo na moich powiekach inaczej po prostu nie ma sensu.

A Wy lubicie paletki Sleek czy już Wam się trochę znudziły?
Chillout, czyli sprawdzone sposoby na relaks

Chillout, czyli sprawdzone sposoby na relaks

Pogoda za oknem sprzyja tylko temu, żeby zawinąć się w kołdrę i spod niej nie wychodzić. Przynajmniej ja tak mam w okresie zimowym. Nie jest to moja ulubiona pora roku, bo zimno, szybko się robi ciemno i trzeba pakować na siebie milion warstw ubrań. Z tego powodu staram się znaleźć jakieś sposoby na to, żeby zimę odpędzić i nie ulegać jej złym wpływom. Przed Wami garść moich sposobów na relaks:




1.Zrób sobie kąpiel
Kiedyś nie lubiłam kąpieli. Szybki prysznic to było to co mi w zupełności wystarczało. Zdarzało mi się poleżeć w kąpieli z solą jak byłam obolała, ale było to bardzo rzadko. Czemu polubiłam kąpiele? W jednym z zamawianych przeze mnie pudełek kosmetycznych znalazłam kulę kąpielową, bodajże Organique. Długo czekała na swoją kolej, a kiedy już spróbowałam takiej kąpieli to kule, muffiny czy inne umilacze kąpielowe stały się moim rytuałem. Biorę jakieś czasopismo, maseczka na włosy, maseczka na twarz i pełen relaks. Bardzo mi to pomaga po ciężkim dniu.


2.Zrób sobie drinka
Nie, nie malibu albo coś z alkoholem. Proponuję zdrowe smoothie czy też soki owocowe lub warzywne. Jak dla mnie smoothie są lepsze, bo bardziej sycące. Moim absolutnym hitem jest zakwas buraczany, który staram się pić jak najczęściej. Bomba witaminowa na tą porę roku. Przepisy na różnego rodzaju smoothie można znaleźć w sieci albo można próbować własnych mieszanek.


3.Zapal sobie świeczkę
Ze świeczkami, tudzież woskami, było u mnie podobnie jak z kąpielami. Nie przepadałam za nimi. tutaj też miłość zaczęła się przypadko, po otrzymaniu wosku w prezencie i ręcznie robionemu kominkowi. Tym woskiem był Vanilla Lime od Yankee Candle i do tej pory chętnie do niego wracam, ale z wielką chęcią testuję nowe zapachy. Przyjemny aromat w domu sprawia, że znacznie łatwiej odpoczywam, a blask świeczek tworzy bardzo romantyczną atmosferę.


4.Poćwicz jogę
Albo Pilates albo Zumbę albo cokolwiek co sprawia Ci przyjemność. Ja ostatnio po raz kolejny wracam do jogi, bo potrzebuję czegoś co mnie wyciszy i pomoże spokojnie zasnąć. Jeśli chodzi o jogę czy Pilates to warto iść na kilka zajęć do profesjonalisty, który w razie czego skoryguje naszą postawę. I nie trzeba się też zniechęcać jeśli coś nam na początku nie wychodzi.


5.Pokoloruj swój świat
Ostatnio zapanowała moda na kolorowanki dla dorosłych. Wypełniając kolorem różne kwiatki, motylki czy zwierzątka można oderwać się od codziennych problemów i znowu pobyć dzieckiem. Ja zakupiłam w Empiku kalendarz z takimi kolorowankami i traktuję go jako sposób na relaks, ale też na zaplanowanie postów czy codziennych zabiegów pielęgnacyjnych.


6.Poczytaj sobie
Jestem nałogowym czytaczem.Książki wręcz pochłaniam. Jest to dla mnie fantastyczny sposób na odprężenie się i przeniesienie się w inny świat. Czytanie książek polecam każdemu,a wybór literatury już pozostawiam Wam.


7.Wyśpij się
Na koniec chyba najlepszy sposób na relaks, czyli sen. Wywietrz pokój, wyłącz komputer, telewizor i telefon i ciesz się zdrowym, spokojnym snem.

To by było na tyle moich dobrych rad. Więcej znajdziecie na Kobiece Porady, czyli serwisie który oferuję dużo ciekawych artykułów dla kobiet.

A Wy jakie macie sposoby na relaks?
Jakie były moje ulubione kosmetyki w 2016 Cz.1-Makijaż

Jakie były moje ulubione kosmetyki w 2016 Cz.1-Makijaż

Styczeń to nowy początek, ale też czas podsumowań. U mnie też tak jest, że robię porządki kosmetyczne i przy okazji zastanawiam się co mi bardzo przypasowało, a czego więcej nie kupię. W tym poście chciałabym przybliżyć Wam moich makijażowych ulubieńców 2016.



W tym roku recenzji makijażowych było bardzo mało, ale mam nadzieję, że do nich wrócę, bo w sumie z myślą o szukaniu idealnych produktów do makijażu powstawał blog. Jedno z postanowień na rok 2017 to więcej postów o makijażu, a może i samych makijaży.

A teraz przejdźmy do ulubieńców:

1.Czekolady od Makeup Revolution.

 Uwielbiam te palety i mam wszystkie dostępne poza białą. Planuję zakup oryginału od Too Faced, żeby porównać jakość, ale jak na razie jestem bardzo zadowolona. Recenzje :




2. Podkład Max Factor Facefinity 3in1

.Podkładów używam znacznie rzadziej od kiedy odkryłam koreańskie kremy BB, ale ponieważ zdarzają mi się jakieś większe wyjścia to w takich momentach potrzebuję czegoś mocniej kryjącego. Max Factor Facefinity 3in1 spełnia moje wymagania w stu procentach. Może niedługo doczeka się notki na blogu.


3 .Puder Bourjois Healthy Balance

Jeśli chodzi o pudry to niezmiennie króluje u mnie Bourjois Healthy Balance, chociaż bardzo chętnie testuję różne inne i ciągle szukam tego, który by trzymał mat znacznie dłużej niż 4 godziny.


4. Róże Sleek Pink Lemonade oraz Flame

W przypadku róży do policzków jestem na etapie wykończenia dwóch palet ze Sleeka : Pink Lemonade oraz Flame. Pierwsza idealnie nadaje się do makijaży chłodnych, natomiast druga lubi cieplejsze barwy. Na oku mam jeszcze inne palety ze Sleeka :-).


5. Kremy BB: Dollish Veil oraz SKIN79 Orange

Koreańskie kremy BB to moi absolutni faworyci jeśli chodzi o codzienne użytkowanie. Kryją, tonują i pielęgnują. W ciągu minionego roku moi ulubieńcy to Lioelem Dollish VeilSKIN79 Orange BB oraz jeden z najnowszych kremów od Skin79, czyli Derma Smart, który niedługo Wam zaprezentuję.


6.  Baza pod cienie Bell

Nie mogłabym zapomnieć o fenomenalnej bazie pod cienie firmy Bell. To produkt, który absolutnie uwielbiam i do którego z chęcią wracam. Jeśli macie tłuste powieki to absolutny niezbędnik. Klikajcie tu po recenzję.


7.Golden Rose Matte Lipstick Crayon

 Na koniec moi absolutni faworyci jeśli chodzi o pomadki, czyli maty od Golden Rose. Najbogatszą kolekcję mam kredek, bo chyba 10 kolorów i ciągle chcę nowych. Wersję klasyczną oraz w płynie też uwielbiam i bez przerwy do koszyka wpadają mi nowe kolory. Jeśli chodzi o wykończenie błyszczące to uwielbiam Rimmel The Only One i też planuję zakupić wersje matowe tej szminki.

To by było na tyle jeśli chodzi o makijażowych ulubieńców w roku 2016. Jeśli lubicie takie posty to zapraszam na blogi moich koleżanek po fachu oraz na serwis Kobiece Porady, gdzie można znaleźć mnóstwo takich podsumować i każdy może znaleźć coś dla siebie.

Czekam na Waszych ulubieńców!
 SKIN79 Green Tea Purifying Clay Mask-Recenzja

SKIN79 Green Tea Purifying Clay Mask-Recenzja

Nie mogłam się zdecydować czy pisać o magicznej trójce od Skin79 czy też o ich najnowszej masce oczyszczającej. Dzisiaj postawiłam na maseczkę, ale za tydzień możecie spodziewać się o postu o trzech niezbędnych leczniczych produktach od Skin79.



Bardzo lubię produkty Skin79 i jak tylko pojawia się jakaś nowość to staram się ją nabyć, o ile nadaje się dla mojej skóry. Miłością do Skin79 zaraziłam już wiele koleżanek, więc jeśli robię jakieś zamówienie to praktycznie zawsze jest ono niemal hurtowe. W jednym z takich zamówień trafiła do mnie Oczyszczająca Maska z Zieloną Herbatą. Akurat skończyłam inną tego typu maseczkę, więc z chęcią siegnęłam po koreańską nowość.



Co możemy wyczytać o tej masce na oficjalnej stronie SKIN79:

Bazą Green Tea Purifying Clay Mask jest kaolin,który łagodnie oczyszcza i odżywia skórę, a jednocześnie działa odświeżająco.
Likwiduje martwe komórki i stymuluje regenerację tkanek. 
Druga glinka, bentonitowa, wykazuje działanie silnie odtruwające i przeciwzapalne. Zielona herbata działa regenerująco,tonizująco, hamuje rozwój stanów zapalnych. Puder z ziaren czerwonej fasoli to naturalny peeling, który pomaga usunąć martwe  komórki naskórka.
Po użyciu maski cera staje się nawilżona, jasna, świeża i promienna.
Polecana zarówno w pielęgnacji cery zanieczyszczonej i suchej,jak i tłustej, trądzikowej.


Maskę aplikujemy na uprzednio oczyszczoną skórę, oczywiście omijając okolice oczu i ust. Po około 10 minutach robimy dodatkowy masaż strefy T i nosa, wtedy jeszcze dokładniej ścieramy martwy naskórek i zanieczyszczenia. Jeśli zrobimy tą maskę w kąpieli to jest duże prawdopodobieństwo, że nie zastygnie, więc jeśli ktoś nie lubi mocnego uczucia ściągnięcia na twarzy to warto albo nakładać maskę w wannie albo co jakiś czas psikać twarz wodą termalną.


Zapach maski jest dość mocny i wyczuwalny, ale mnie on kompletnie nie przeszkadza. Konsystencja jak widać na zdjęciu dość gęsta, z wyraźnie wyczuwalnymi drobinkami, które podczas końcowego masażu dodatkowo peelingują naszą skórę.


Na koniec działanie- ja używam tej maski co 2-3 dni i zauważyłam, że nie mam już praktycznie żadnych czarnych wągrów. Pory skóry są mocno wyczyszczone i ten efekt utrzymuje się przez kilka dni. Skóra jest też bardziej matowa i nie przetłuszcza się tak jak zwykle. Na pewno będę wracała do tego produktu, bo jest wart każdej złotówki na niego wydanej. Moja uwaga jest taka, że po zastosowaniu tej maski warto nałożyć coś nawilżającego, bo maska może trochę wysuszać. Idealne połączenie to maska Green Tea plus wybrana maska w płacie od Skin79.

Maskę możecie zakupić na oficjalnej stronie Skin79. Warto śledzić ich stronę, bo często pojawiają się świetne promocje i zniżki.

A Wy lubicie tego typu maski?
Mocny detoks, czyli Północne Mydło od Natura Siberica

Mocny detoks, czyli Północne Mydło od Natura Siberica

Jak najlepiej oczyścić tłustą i zaskórnikową cerę taką jak moja? Do tej pory najczęściej sięgałam po mocno ścierające peelingi z ostrymi drobinkami, które genialnie oczyszczały moją cerę, ale niestety zdarzało się, że nasilały problem z naczynkami. Szukałam więc jakiegoś zamiennika. Zaczęłam od peelingów enzymatycznych, ale być może miałam pecha, bo nie trafiłam na taki, który by mnie w pełni satysfakcjonował. Podczas zakupów w jednej z drogerii internetowych trafiłam na Północne Mydło od Natura Siberica. Do tej pory miałam sporo produktów do włosów tej firmy i zawsze byłam z nich bardzo zadowolona, więc postanowiłam spróbować czegoś do twarzy. Tak trafiło do mnie właśnie to mydło:


Opis i skład ze strony ekobieca.pl, gdzie zakupiłam kosmetyk:

Głęboko oczyszczające mydło detox polecane jest do pielęgnacji cery problematycznej, trądzikowej, skłonnej do wyprysków, z poszerzonymi porami.
Bazą mydła jest węgiel aktywny, który absorbuje powierzchniowe i głębokie zanieczyszczenia skóry, odblokowuje pory zapobiegając tworzeniu niedoskonałości i sprawia, że skóra nabiera zdrowego matu. W składzie mydła znajdziemy zestaw wyciągów dziko rosnących roślin tzw. Kolekcji Północnej: olej z rokitnika, cytryńca chińskiego, cedru syberyjskiego, z siemienia lnianego, z pestek maliny sachalińskiej, wyciąg z pąków brzozy karłowatej i maliny moroszki oraz ekstrakt z czarnej borówki borusznicy. Tak bogaty skład zapewnia działanie: nawilżające, odżywcze, wzmacniające, przeciwzapalne i antyseptyczne, regenerujące i uelastyczniające skórę.

Sposób użycia: Stosować 1 – 2 razy w tygodniu. Namoczyć gąbkę i nabrać nią niewielka ilość mydła. Rozprowadzić po suchej twarzy, omijając oczy, zmyć wodą. Następnie nanieść odpowiedni krem lub serum. Gąbkę należy wypłukać w wodzie i pozostawić do wyschnięcia.

Skład: Aqua, Sorbitol, Sodium Cocoyl Isethionate, Stearic Acid, Coal, Parfum, Hippophae Rhaimnoides Fruit Oil, Hippophae Rhaimnoidesamidopropyl Betaine, Pinus Sibirica Needle Extract, Pineamidopropyl Betaine, Picea Obovata Needle Extract, Abies Sibirica Needle Extract, Shizandra Chinensis Fruit Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil, Rubus Idaeus Seed Oil, Rubus Chamaemorus Seed Oil, Betula Alba Sap, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Soidum Benzoate.



Mydło zapakowane jest w ładny kartonik, który niestety nie dotrwał do zrobienia zdjęć. W środku znajdziemy pojemnik z mydłem oraz dołączoną do niego gąbkę. Samo mydło przypomina gęstą pastę do butów :-). Zapach jest dość przyjemny, marcepanowy. Gąbka, która dołączona jest do zestawu twardnieje po pierwszym myciu, jednak jeśli zgodnie z instrukcją dokładnie namoczymy ją w wodzie przed kolejnym użyciem, to staje się idealnie mięciutka.


Jeśli chodzi o działanie to jestem nim zachwycona. Stosuję mydło dwa razy w tygodniu po uprzednim umyciu twarzy olejem. Najpierw jedną stroną gąbki rozprowadzam i lekko masuję, a później czystą stroną ścieram mydło, a na koniec dokładnie spłukuję wszystko wodą. Efektem jest skóra bardzo dokładnie oczyszczona z wągrów i rozświetlona. |Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że ilość wągrów i zaskórników w każdej częściu twarzy znacznie się zmniejszyła i też jakieś niespodzianki znacznie rzadziej pojawiąją się na mojej twarzy.


To mydło ma dość mocne działanie, więc ja zaraz po przetarciu twarzy tonikiem kładę na twarz maseczkę nawilżającą. Taki duet sprawia, że moja skóra jest dokładnie oczyszczona, nawilżona i mam wrażenie, że pozbyłam się też niektórych zmarszczek.

A Wy znacie ten produkt? Albo jakiś inny o podobnym działaniu?
Wtorek włosomaniaczki-Organic Shop Odżywka z jojobą i orchideą

Wtorek włosomaniaczki-Organic Shop Odżywka z jojobą i orchideą

Zima nie sprzyja ładnym włosom. Przynajmniej w moim przypadku. Włosy mi wtedy zawsze bardziej wychodzą, przetłuszczają się i generalnie nie jest dobrze.Z tego powodu w tym okresie troszkę muszę zmieniać swoją pielęgnację i stawiać na mocne odżywienie bez zbędnego obciążenia.

Dzisiaj opowiem Wam o produkcie, który jak na razie spełnia te wszystkie wymagania, a mowa o odżywce z jojobą i orchideą od firmy Organic Shop.Produkty tej marki ostatnio zawojowały moją łazienkę, gdyż mają bardzo dobrą jakoś w niskiej cenie.



Przyjrzyjmy się składowi tej odżywki:


Jeśli możecie przyjrzeć się na zdjęciu skład jest dośc krótki i dość wysoko jest gliceryna oraz olej kokosowy znane ze swoich nawilżających właściwości.

Sama  w sobie odżywka jest bardzo gęsta, więc żeby ja łatwo aplikowac to trzeba trzymać butelkę odwróconą do góry dnem. Wystarczy nawet niewielka ilość, żeby dokładnie nawilżyć włosy. Ja nakładam ją poniżej ucha, żeby niepotrzebnie nie przeciążać włosów przy skórze głowy. Włosy po użyciu są sypkie i mięciutkie. Ładniej się też układają.

Osobiście jestem bardzo zadowolona z działania tego produktu i na pewno będę do niego wracać. Teraz czeka na wypróbowania inna odżywka z tej firmy.

A Wy znacie Organic Shop?
Postanowienia na Nowy Rok oraz małe podsumowanie Starego Roku

Postanowienia na Nowy Rok oraz małe podsumowanie Starego Roku

Większość osób ma tendencję do tego, że wraz z przyjściem Nowego Roku, miesiąca, tygodnia mają jakieś postanowienia. Ja też należę do tej grupy osób i właśnie o postanowieniach będzie dzisiejszy post, ale najpierw napiszę czemu w 2016 tak mało było mnie na blogu.

Przejrzałam swoje statystyki i wyszło mi, że w porównaniu z 2015 opublikowałam trzy razy mniej postów!Czemu tak się stało? Odpowiedź jest bardzo prosta: awans w pracy oraz bardzo szybki rozwój mojego Stasika, który ku mojemu ubolewaniu przestał spać w ciągu dnia albo robi to bardzo krótko. Dla mnie oznacza to brak czasu na robienie zdjęć :-).



Na rok 2017 mam sporo planów, zarówno związanych z blogiem jak i własnym rozwojem. Postaram się o kilku z nich trochę opowiedzieć:

1.Regularnie pisać posty

Z pisaniem postów jest u mnie jak z ćwiczeniami, dietą czy też dbaniem o siebie. Jak wpadam w swojego rodzaju rutynę, to wtedy robię to codziennie i z przyjemnością. Jak trochę o tym zapomnę to niestety bardzo ciężko mi wrócić. Dlatego na 2017 rok kupiłam sobie ładny kalendarz gdzie po prostu będę planowała pisanie postów, robienie zdjęć i inne sprawy związane z blogiem. Mam nadzieję, że pomoże mi to w regularności. Dodatkowo będę pilnowała wchodzenia na ciekawe blogi i komentowania, bo sama zawsze czekam na jakiś odzew z Waszej strony.

2.Będę bardziej o siebie dbała

Tutaj pojawia się super trójka, czyli ruch, odżywianie i sen. Poprzedni rok był dla mnie bardzo kiepski pod tym względem, co zaczyna się odbijać na moim zdrowiu. Poza wymienioną trójką bardzo ważne będzie dla mnie znalezienie chwili tylko dla siebie, kiedy akurat nikt nic ode mnie nie chce.

3.Będę cześciej używała kolorówki

Kosmetyków kolorowych używam codziennie, ale chcę bardziej skupić się na cieniach i lakierach do paznokci, bo ostatnio bardzo rzadko po nie sięgam, a mam ich solidną kolekcję.

4.Nie będę się tyle stresować

To moje najważniejsze postanowienie. Chyba nie muszę nikomu wyjaśniać o co w nim chodzi.

A u Was jakie są postanowienia na Nowy Rok? Macie jakieś czy wolicie nie planować?
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger