Sleek Solstice vs. Midas touch-porównanie palet rozświetlaczy

Sleek Solstice vs. Midas touch-porównanie palet rozświetlaczy

Niedawno wrzuciłam zdjęcie moich cudów ze Sleeka na Instagram i pytałam Was co byście chciały zobaczyć. Zdecydowanie większość postawiła na palety rozświetlaczy, dlatego dzisiaj post na temat dwóch błyszczących cudeniek, czyli palety Solstice i Midas Touch.


Zacznę od tej pierwszej, bo wiem, że jest znacznie bardziej popularna. Nietypowo dla Sleeka opakowanie jest złote, a nie czarne, jak w większości kosmetyków tej marki. To już przyciąga bardziej czułe na błyskotki istoty takie jak ja.

A co w środku? Cztery rozświetlacze plus pędzelek (wybaczcie stan palety, ale w ciąży sporo rzeczy u mnie zalicza glebę). Mamy do czynienia z trzema konsystencjami, czyli jednym rozświetlaczem kremowym, dwoma wypiekanymi oraz jednym prasowanym. Tak prezentują się na swatchach:




Pierwszy to kremowy Ecliptic, który ma piękny szampański kolorek. Ze względu na konsystencję możemy go stosować jako bazę pod pozostałe kolory albo też samodzielnie, jeśli chcemy uzyskać efekt mokrej skóry.
Hemisphere to jeden z dwóch wypiekanych produktów w odcieniu dość chłodnego różu.Pięknie odbija światło.
Subsolar to niesamowicie drobno zmielony i sprasowany rozświetlacz. W palecie wydaje się wręcz żółty, za to na skórze daje absolutnie cudowny efekt bez żadnych zbędnych drobinek brokatu.
Na koniec został Equinox, który jest w złocisto-brzoskwiniowym kolorze.Dość ciepły, ale pasujący do każdej karnacji.

Teraz weźmy się za tą mniej popularną, czyli Midas Touch. Ta zapakowana jest w charakterystyczne dla Sleeka czarne pudełeczko. W środku mamy po raz kolejny cztery rozświetlacze oraz pędzelek. Tym razem są trzy produkty wypiekane i jeden kremowy. Tak wyglądają na swatchach:




Solitaire to kremowy rozświetlacz w bardzo chłodnym srebrzystym odcieniu. Mnie pasuje bardziej jako kremowy cień do powiek albo do zabawy z rozświetleniem ust.
Tanzanite to dość delikatny róż, którego z powodzeniem możemy używać do klasycznego rozświetlenia kości policzkowych.
Rhinestone ma piękny niebieski kolor, ale to kwalifikuje go bardziej do makijażu oka niż zabawy w rozświetlanie twarzy.
Cubic Zirconia to piękna, chłodna biel, którą przy chłodnej karnacji można z powodzeniem stosowac jako klasyczny rozświetlacz bądź do ochłodzenia koloru innego rozświetlacza.

Zarówno Solstice, jak i Midas Touch mają załączone pędzelki, ale ja wolę używać swoich, a te mieć tak na wszelki wypadek. Oczywiście obie palety zawierają też lusterka.



Jakościowo i jedna i druga paleta jest świetna i bardzo trwała. Na pewno aplikowanie na kremowe produkty da nam większą trwałość.

Jestem pewna, że większość osób zdecyduje się na Solstice i wcale mnie to nie dziwi, bo to paleta dużo bardziej uniwersalna i typowo przeznaczona do rozświetlania twarzy. Midas Touch jest piękną i oryginalną paletką, ale te niesamowicie chłodne kolory nie przypasują każdemu i będą sporym ograniczeniem. Można ją zakupić, ale bardziej z myślą o urozmaiceniu makijażu oczu bądź ust.

Mnie się teraz marzą dwa kolejne cuda od Sleeka, czyli Cleo's Kiss oraz Distorted Dreams. Jeśli ktoś zobaczy je dostępne w Polsce to niech mi proszę skrobnie maila.

A Wam jak się podobają te palety? Używacie rozświetlaczy czy może boicie się błysku?
Wiśniowe szaleństwo z Biolove-masło i peeling do ciała

Wiśniowe szaleństwo z Biolove-masło i peeling do ciała

Wiśnie uwielbiam pod każdą postacią. Kocham ich kolor, zapach, generalnie wszystko. Jeśli jakiś kosmetyk ma w nazwie "wiśniowy" albo "czereśniowy" to prędzej czy później do mnie trafi. Jedynie nie dotyczy to farb do włosów, bo jednak lubię swój blond.

Wracając do kosmatyków z tytułu posta. Wiśniowe masło i peeling firmy Biolove kupiłam podczas większych zakupów u ich jedynego dystrybutora, czyli sklepu Kontigo. Robiłam akurat zamówienie na inne produkty marki Biolove i jak zobaczyłam, że jest wiśniowe masło i peeling to stwierdziłam "Biorę!".



Jak tylko paczka przyszła, to nie mogłam się powstrzymać i od razu musiałam poniuchać. Oba kosmetyki pachną cudownie i mocno wiśniowo! Co prawda w peelingu jest jeszcze dodatek wanilii, ale dla mnie wiśnia go jednak przytłacza, co mi wcale nie przeszkadza. To połączenie przywiodło mi na myśl peeling Nacomi, który kiedyś miałam i gdzieś wyczytałam, że zarówno Nacomi, jak i Biolove produkowane są w tej samej fabryce.

Zacznę od peelingu, bo już go wykończyłam. Starczył mi na prawie 3 tygodnie przy użytkowaniu co drugi dzień.


Na zdjęciu peeling jest po lewej stronie, co zreszta może być widać po konsystencji. Dużo w nim cukru i takich specyficznych grudek, więc warto go najpierw lekko rozetrzeć w dłoniach, żeby nam nie spadał z peelingowanej powierzchni.


Skład krótki i naturalny co może być ważne dla wielu osób. Dla mnie ważne były efekty. W ciąży muszę stosować trochę delikatniejsze produkty, bo moja skóra różnie reaguje. Ten peeling sprawdzał się idealnie. Po użyciu na skórze zostawała lekko tłusta warstewka, która po lekkim przetarciu ręcznikiem zmieniała się w nawilżającą kołderkę. Nie musiałam już używać żadnego balsamu i pozbyłam się suchych plam na rękach.

W dni kiedy nie używam peelingu, nacieram się wiśniowym masłem do ciała. Jak widzicie dwa zdjęcia powyżej ma ono dość gładką konsystencję i brak tutaj tych lekkich grudek charakterystycznych dla czystego masła shea.


Tutaj skład jeszcze krótszy niż w przypadku peelingu. Masło Biolove jest rzeczywiście bardzo "masłowe" i tłustawe w dotyku, dlatego lepiej stosować je na noc, bo na dzień może się trochę za długo wchłaniać. Ja z reguły po wieczornych ablucjach nacieram się masełkiem Biolove i czekając aż się wchłonie robię oczyszczanie twarzy, mycie zębów itd. Dzięki temu mam pewność, że większość masła trafi na skórę, a nie ubranie.

Masło wiśniowe Bilove idealnie pomogło mi na koszmarnie swędzącą skórę ciążowego brzuszka i suche plamy na przedramionach, które też są efektem działania ciążowych hormonów.

Zarówno peeling, jak i masło Biolove polecam z czystym sumieniem i zachęcam do ich kupienia jeśli ktoś lubi ten zapach w kosmetykach i stawia na naturalne składy. Masło kosztuje 16,99, a peeling 19,50 na stronie Kontigo. Warto śledzić ich promocje, bo marka Biolove jest w nich dość często uwzględniana.

Na koniec mała niespodzianka: jak moje konto na Instagramie przekroczy 500 Obserwujących to zrobię rozdanie z Biolove. Co Wy na to?
Too Faced Funfetti-recenzja i swatche+najnowsze palety Too Faced

Too Faced Funfetti-recenzja i swatche+najnowsze palety Too Faced

W ostatnim wpisie na blogu zdradziłam Wam, że blogowanie dało mi po kieszeni, bo przekonało do perfumeryjnych marek i tego, że czasem warto za kosmetyki trochę więcej zapłacić. Dodatkowo istnieje taka persona jak Interendo, która Too Faced lubi i chwali. Ja osobiście w przypływie świaecznego szaleństwa w zeszłym roku kupiłam sobie limitowankę Grand Hotel Cafe. Jeśli chcecie to Wam ją też pokażę, ale z tego co widziałam to już można kupić ją tylko na eBayu.

Wracając do sedna, czyli do palety Funfetti. Przyglądałam jej się parę razy na stronie Sephory i zastanawiałam co z nią zrobię, czy kupię czy nie. Kiedy dostałam maila, że dołączyła do kategorii "Wyprzedaż", to od razu kupiłam dwie: jedną dla siebie, a drugą po tym jak rozdanie wygrała Karolina i powiedziała, że wybiera makijażowy box Sephora.


W paletce mamy dwanaście cieni utrzymanych w chłodnych, dość neutralnych barwach. Mamy tutaj siedem cienie błyszczących, ale to bardziej satyna niż perła oraz pięć matów. Ostatni, najciemniejszy All Nighter dodatkowo ma w sobie drobinki, które się pięknie skrzą. Paletka jest leciutka i idealna do torebki, bo dzięki magnesowi nic się nam nie otwiera i nie brudzi.


A teraz swatche pokazane rzędami:




Swatche niestety nie oddają w pełni jakości tych cieni, która jest wręcz genialna. Ich wystarczy dotknąć, nawet bez pocierania, żeby mieć pięknie odciśnięty kolor. Ja chyba do swatchy zainwestuję w swatchmaker :-). 

Te cienie się naprawdę nie osypują! Idealnie trzymają się pędzla i cały kolor ląduje na oku. Dodatkowo są mięciutkie, świetnie się blendują i na oku wyglądają naprawdę znakomicie. Świetnie trzymają się powieki, bo wytrzymują bez szwanku około 12 godzin. Przynajmniej ja po takim czasie je zmywałam. Teraz doskonale rozumiem te wszystkie zachwyty Too Faced i tylko czekam na jakąś ciekawą ofertę z Sephory, żeby nabyć kolejne cuda.

Na koniec wrzucam Wam dwie najnowsze palety od Too Faced, których jeszcze nie ma w sprzedaży, ale jak tylko będą to są moje!


U mnie jest pełen zachwyt i zrozumienie, czemu czasem lepiej wydać trochę więcej.

A Wy znacie te cienie? A może ich kultowy podkład, nad którym też się zastanawiam. Dajcie znać w komentarzach!

Co mi dało blogowanie-garść przemyśleń na poniedziałek

Co mi dało blogowanie-garść przemyśleń na poniedziałek

Do wpisu na temat blogowania, blogosfery itd. zbierałam się od dłuższego czasu, ale zawsze było coś. Oczywiście nadal milion produktów czeka na swoje recenzje, ale ja nie mam dzisiaj weny, głównie z powodu ogarniania domu po tornado zwanym Staś. Wiecie ile bałaganu potrafią zrobić 3-latek i 34-latek? Aha, i twierdzą, że po sobie posprzątali ;-). Jeśli chcecie wiedzieć co mi dało bycie częścią blogosfery, to zapraszam do czytania!


Zagrajmy w pomidora, czyli Tomatox Mask od Tony Moly

Zagrajmy w pomidora, czyli Tomatox Mask od Tony Moly

Na pewno nie jest żadną tajemnicą, że maseczki uwielbiam. Jeśli jeszcze mają oryginalne opakowania to już w ogóle jestem zachwycona. Tak właśnie jest z wieloma produktami Tony Moly-mają piękne opakowania. Ale jak z działaniem? Trochę rozczarowana peelingiem Appletox, o którym możecie poczytać TUTAJ, do maseczki Tomatox podchodziłam dość sceptycznie. Czy jest lepiej niż w przypadku peelingu? Zapraszam do czytania!

Pink Boxing 2, czyli kolejna wymianką blogerska

Pink Boxing 2, czyli kolejna wymianką blogerska

Bardzo lubię wymianki blogerskie i jeśli tylko na którymś z obserwowanych przeze mnie blogów pojawia się wspomnienie o takiej akcji, to zawsze z chęcią się zgłaszam. Myślę, że może niedługo sama coś takiego zorganizuję, zobaczę jak mi pozwolą na to obowiązki rodzinnne.

Pink Boxing to już druga odsłona tej akcji organizowana przez Madzię z bloga I love dots (notabene Madziu, gratuluję własnej domeny). W poprzedniej wymiance moją partnerką był właśnie Madzia, tym razem trafiłam na kolejną Magdę, tym razem z bloga Kwiatostan Kosmetyczny. Paczka od Magdy miała swoje przejścia, gdyż mój kurier nie ma nawet w zwyczaju zostawić awizo. Jednak finalnie udało mi się ją odebrać. Ciekawi co było w środku?


Chocolate Love, czyli chłodna miłość

Chocolate Love, czyli chłodna miłość

Obiecywałam Wam jakiś czas temu na Instagramie, że niedługo pojawi się recenzja jednej z najnowszych czekolad od Makeup Revolution, czyli wściekle różowej Chocolate Love. W końcu udało mi się pocykać jej zdjęcia i dzisiaj mogę Wam pokazać co ona sobą prezentuje.


Cosnature, czyli moje nowe odkrycie

Cosnature, czyli moje nowe odkrycie

Kiedy Michał z bloga Twoje Żródło Urody ogłosił na swoim Facebooku nabór do testów kosmetyków niemieckiej marki Cosnature, nie musiałam się długo zastanawiać. Już wcześniej przyglądałam się ich produktom w kilku eko-drogeriach, a wspominala mi też o nich koleżanka mieszkająca w Niemczech. Udało mi się dostać do akcji i w ten sposób trafiły do mnie dwa produkty :Naturalna pianka oczyszczająca 3 w 1 z cytryną i melisą oraz Naturalna regenerująca maska do włosów z awokado i migdałami.


Gdzie kupować azjatyckie kosmetyki-Aktualizacja

Gdzie kupować azjatyckie kosmetyki-Aktualizacja

Na blogu będzie małe zamieszanie, bo zgodnie z tym co pisałam w poście urodzinowym, postanowiłam przejść na swoje, czyli własną domenę. Niebawem prawdopodobnie kolejne zmiany na moim blogu, ale o tym się wkrótce przekonacie.

Przeglądając swoje statyski zauważyłam, że wpis o tym, gdzie kupować azjatyckie kosmetyki cieszył się dużym powodzeniem i nadal sporo osób go odwiedza. Z uwagi na to, że od marca zeszłego roku powstało sporo nowych sklepów postanowiłam zaktualizować mój wpis. Zrobię mały podział na te w których kupowałam i te która są polecane przez inne blogerki, do których osobiście mam zaufanie.


Zamówienie z SammyDress

Zamówienie z SammyDress

Kochani, przez wyjazd oraz nowego lokatora, a w zasadzie lokatorkę w moim domu jestem koszmarnie do tyłu z blogowaniem. Ilość postów jaką mam do napisania jest ogromna. Mam nadzieję, że skoro już wróciłam do domu, a moi mężczyźni poszli do przedszkola i pracy to będę miała trochę więcej czasu na blogowanie.

Dzisiaj szybki post, bo trzeba się wywiązać z blogowych współprac, czyli zamówienie z SammyDress.

SammyDress
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger