Sobota na luzie, czyli 24 godziny z mojego życia

Jest piąta rano. Z mojej prawej wyczuwam błagalne spojrzenie zielonych oczu. W okolicach stóp wyczuwam harcującą Rudą Zarazę. Sorry koty, ja jeszcze śpię.
Szósta. Koty tańcują już na całego w moich nogach, a na włosach i plecach czuję mizianie małych łapek. "Mamusieczka, już się wyspałem"-informuje mnie Staś, po czym przytula się do mnie głową, nogi montuje na Szanownym Małżonku i jeszcze słodko zasypia. Ja już nie, bo całe to zamieszanie obudziło Jasia w brzuszku, a ten zaczyna ćwiczyć swoje kata.


Siódma. Zwlekam się i idę robić do kuchni kawę dla siebie i Małżonka. W międzyczasie koty patrzą z oburzeniem na dietetyczne żarcie, które dostały. Trzeba było nie chorować , Sierściuchy. W międzyczasie do kuchi przybiega Staś z pytaniem czy pięknie wygląda. No to już wiem, że jest na golasa i trzeba szybko ogarnąć ten temat.
Ósma. Kawy wypite, koty dostały leki, Mąż i Syn śniadanie, to teraz trzeba wymeldować ich z domu. Dobrze, że pochowałam sandałki, bo dla Stasia to najlepsze obuwie na ulewę. Po serii buziaków dla mnie, brzuszka, kotów szczęśliwie zamykam drzwi za chłopakami. Pięć minut później wracają. Mały nie wziął maskotki, duży portfela. Dostarczam wszystko, łapię koty, które skorzystały i zwiały do przedsionka i idę wypić moją zimną kawę i zjeść jakiegoś banana. Po chwili telefon "Kochanie, kanapki masz w lodówce". Acha, to już wiem co mój Małżonek tyle czasu robił w kuchni. Robię herbatę, przegryzam kanapkę.
Dziewiąta. Siadam do pisania posta. Napisałam pół i straciłam wenę. Dobra, zrobię zakupy. Kocie żarcie, akcesoria dla Jasia, coś dla Stasika, żeby mu przykro nie było. Zamykam kompa i zastanwiam się gdzie znika moja pensja.


Dziesiąta.W sumie to łóżko nie pościelone to sobie jeszcze poleżę i poczytam na tablecie. Koty mruczą przytulone do mnie, oczy mi się zamykają. Tylko godzinkę, obiecuję sobie...
Trzynasta. Cholera, znowu z godzinki zrobiły się trzy. Najlepsze światło na zdjęcia do bloga poszło się walić, a jutro ma padać. Znowu nie opublikuję tego posta o szminkach...W ramach poprawy humoru zrobię sobie kąpiel.
Czernasta.Ogarnę jakiś obiad. Jestem taka genialna, że narobiłam kilka słoików sosu warzywnego. Teraz tylko mięsko i makaron i obiadokolacja gotowa. Czy ja mam jakieś mięso w domu? Jest! Mąż kupił. Zadzwonię i powiem, że jest moim bohaterem.
Piętnasta. Obiad ogarnięty, jakieś sprzątanie w sumie też, to wezmę się za bloga. Koty grzebią kuwecie. Idę sprawdzam, znowu krew. Koty w transporter i jedziemy do naszych cudotwórców.
Siedemnasta.Wiedzieliście, że Łódź to jedno z najbardziej zakorkowanych miast świata? Jak nie, to proponuję wycieczkę w godzinach szczyu z dwoma drącymi ryje sierściuchami.


Osiemnasta.Chłopaki w domu. Młody do przebrania, bo kałuże są takie fajne.Reakcja na makaron? "To jest takie pyszne, zjem jeszcze Twoją porcję Mamusiu!". Rozważam przeprowadzkę do Włoch.
Dziewiętnasta. "Rodzice, myjemy się!". Spoko, Synuś, nie ma problemu. "Mamusiu, czy położysz się ze mną?". Dzięki IKEA za genialne łóżko dla trzylatka, gdzie mogę się z nim położyć.
Dwudziesta.Młody zasnął. Z dużego pokoju dochodzi dość duża ilość przekleństw. Acha, Piotruś gra w "Czołgi". Ponieważ dźwięk strzałów mnie osobiście doprowadza do szału przynoszę mu słuchawki,a ja spokojnie zasiadam do oglądania meczu. Na pewno jest jakaś siatkówka, tenis czy koszykówka. W międzyczasie maseczka, kończenie i publikowanie posta.


Dwudziesta druga. Uff, zdążyliśmy i Młody nie zalał łóżka. Szybkie przytulaski i ponownie zasypia. Spod kołdry w "Auta" dobiega mruczenia. Ruda Zaraza śpi ze swoim Małym Księciem.
Dwudziesta trzecia. Małżonek pochrapuje znad gry, czyli dobrze by było się położyć. Koty znalazły kasztany przyniesione przez Stasia...


Północ. Do naszego łóżka jak na komendę meldują się koty i Staś. Walka o miejsce trwa.
Pierwsza, druga. Jaś w brzuchu rozgrywa swój własny mecz. W końcu zasypia...
Trzy godziny później jest znowu piąta rano...
Tak to wygląda u mnie, Kochani, więc nie dziwcie się kiedy czasem długo nie ma postów, ale jednak sen u mnie dość często wygrywa.
A ja lubię te moje 24 godziny...

4 komentarze:

  1. Uroczo <3 Świetnie się bawiłam, czytając ten wpis. Też uwielbiam spać i czasem sen wygrywa z całą resztą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale dlaczego przeprowadzkę do Włoch?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiciuś <3

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/09/must-have-na-jesien-i-wishlista.html

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger