Wigilijna opowieść o kotach

Dzisiaj Wigilia. Jeden z moich ulubionych dni w roku. Dzisiaj podobno zwierzęta mówią ludzkimi głosami, ale że pisać nie potrafią to ja napiszę w ich imieniu.


Wszystko zaczęło się pewnego pięknego letniego dnia, kiedy wracając całą rodziną ze spaceru spotkaliśmy naszych sąsiadów z piętra, którzy taszczyli transportery z kotami. Oczywiście Staś musiał zobaczyć kotki, a my sobie przy okazji porozmawialiśmy. I tak od słowa do słowa Sąsiad obiecał załatwić nam koty. Od razu miały być dwa, żeby nie czuły się samotne kiedy my będziemy w pracy, a Staś w przedszkolu.


W ten sposób w październiku dołączyła do nas szylkretowa Noreczka, a tydzień później biało-czarny Rollo. Noreczka od razu poczuła się królową w naszym domu i niczego się nie bała, natomiast Rollo był bardzo wystraszony i kiedy w noc w którą do nas dołączył, w końcu udało nam się iść spać i Rollo przywędrował do naszego łóżka, obudził się Staś i jak zobaczył, że są dwa kotki zamiast jednego to spania już nie było. Była trzecia w nocy.



Rollo już z nami niestety nie ma. W czerwcu, po ponad dwóch miesiącach walki, codziennych wizyt u weterynarza, transfuzji krwi oraz mnóstwa serca i poświęcenia, zabrał nam go FIP. Na to nie ma lekarstwa, to taki koci AIDS. Serce do tej pory mnie boli, bo uwielbiałam tego futrzaka.


Kiedy Rollo zaczął chorować, ale mieliśmy nadzieję, że to zapalenie płuc i że wyjdzie z tego, do mojej Mamy przyplątała się kotka Amber. Jak się okazało, kotka z niespodzianką, a konkretnie trzema niespodziankami-rudą, czarna i pręgowaną. Kilka miesięcy później powtórzyła swój wyczyn, tym razem zamiast czarnej mając szylkretową niespodziankę.

Obiecaliśmy mojej Mamie, że weźmiemy jednego futrzaka i tak trafiła do nas ruda Imbirka. Mimo, że młodsza od Noreczki to już jest od niej większa i cięższa. Mnie to cieszy, bo chcę, żeby choć jeden z kotów był kocim dawcą krwi. Naszemu Rollowi krew oddał osobisty kot Pani Technik z lecznicy "Cztery Łapy" za co jesteśmy Pani Kasi i Cezarowi bardzo wdzięczni i chcemy też komuś w ten sposób pomóc.


Noreczka i Imbirka żyły sobie zgodnie, darząc się miłością wielką, a my nie planowaliśmy więcej kotów, zwłaszcza, że zbliżał się mój termin porodu. W ten dzień Jaś nadal nie planował wyjścia, ale rodzina i tak nam się powiększyła, bo mój kochany Mąż poszedł po dziecko do przedszkola, a wrócił z dzieckiem i z kotem. Mały, około czterotygodniowym kociakiem, który przejechał pół miasta pod silnikiem samochodu. Brudny, z poparzonymi łapkami trafił do nas Puchatek, choć na początku myśleliśmy, że to Balbinka.


Noreczka, która ma bardzo silny instynkt macierzyński, wręcz oszalała ze szczęścia i wierzcie albo nie, kotka, która jest po sterylizacji, karmi tego małego futrzaka piersią.

Po naszym domu regularnie przetaczają się kocie nawałnice, trzeba uważać, bo albo kot włazi pod nogi albo akurat śpi na czyimś miejscu, ale uwielbiam te futra. A zdjęcie poniżej oddaje całą kocią miłość:


Wesołych Świąt Kochani i Kociego Roku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger