Przegląd moich plannerów i dlaczego jednak BuJo

Plannery to taka moja mała miłość. Dzięki nim próbuję zaprowadzić porządek w chaosie jaki może się stworzyć przy życiu pełnym zajęć. W kilku postach prezentowałam Wam różne propozycje plannerów oraz recenzje kilku z tych, które zakupiłam. Dzisiaj pora na podsumowanie jak to jest       z tym planowaniem i co zdecydowałam na przyszły rok.

Propozycje plannerów na 2018


Wonder Planner

Trafił do mnie jako pierwszy i dzięki niemu rozpoczęłam swoją przygodę z plannerami. Z założenia miał być plannerem rodzinnym, czyli wraz z Mężem mieliśmy tam wpisywać co jest do zrobienia, jakie zakupy planujemy czy co będziemy gotować. Ta idea padła po około miesiącu, bo zaczęła się dublować z innym plannerem. Wonder Planner jest świetny dla osób, które lubią przejrzyste notatki   i raczej takie minimalistyczne. Przy moim zamiłowaniu do kwiatków, kolorów i bazgrołów niestety ten planner odpada na dłuższą metę. Natomiast osoby z minimalistycznym podejściem będą zadowolone.

Plannery Madamy

Ja mam klasyczny Happy Planner oraz Happy Body Planner. Te plannery na pewno ponownie do mnie trafią w przyszłym roku. Bardzo podoba mi się ich szata graficzna (ah te kolory). Poza tym sama idea wyzwań oraz podsumowań do mnie przemawia. Mimo, że nie jestem fanką tematów okołocoachingowych, to taka forma planowania jest mi jednak bliska. Przyznam, że gdyby było więcej miejsca na notatki i inne bazgrołki to byłabym wręcz zachwycona i nie szukała niczego innego. Ja sobie lubię popisać i w tych plannerach mi troszkę tego brakuję, natomiast na pewno je kupię, przynajmniej klasyczny Happy Planner zamiast kalendarza do pracy.



WhyNow

Planner dla blogera WhyNow to naprawdę fajny pomysł. Sporo miejsca na notatki, porusza ważne kwestie w blogowaniu jak na przykład serie postów czy współprace. Czy trafi do mnie jeszcze raz? Nie, ale będę korzystała ze schematu w nim zawartego. Nie trafi do mnie ponownie, bo uważam, że ma za wysoką cenę jak na taką objętość i brakuje mu paru drobiazgów. I teraz przechodzimy do meritum, czyli...


...dlaczego jednak Bullet Journal?

Pisałam kiedyś, że BuJo chyba nie dla mnie, bo jestem leniuszkiem i to rysowanie tabelek, schematów jest nie dla mnie. Zmieniłam zdanie. Dzięki BuJo będę mogła sama sobie przygotować miejsce jakie potrzebuję na zaplanowanie pewnych rzeczy, w taki sposób jak mi najbardziej odpowiada. Żeby się jednak zanadto nie męczyć do swojego segregatora BuJo zakupiłam wkłady z rozpiską kalendarzową. Dzięki temu w planie tygodnia będę mogła wpisac hasła, a następnej stronie włożyć sobie kartki z notatkami.

Bullet Journal dzięki temu, że będzie w segregatorze łatwiej mi będzie podzielić na sekcje, czyli np. "Dom", "Blog" czy " Treningi". Dzięki temu będę miała wszystko w jednym miejscu i nie będę musiała przeglądać kilku plannerów czy coś mi się na przykład nie dubluje w tym samym czasie.

Poza tym nie będę ukrywać - przeglądam inspiracje do BuJo na Facebooku czy Instagramie i bardzo do mnie przemawiają. Widzę różne sposoby prowadzenia BuJo, jedni traktują go jako typowy planner, natomiast inni też jako swojego rodzaju dziennik. Ja skłonię się ku tej drugiej opcji, bo pisanie o pewnych rzeczach jest dla mnie po prostu lepszą motywacją. Prędzej ruszę pupę z kanapy jak sobie przeczytam, że po ostatnim treningu to czułam się super.
Już nie będę wspominała o cudnych sposobach zdobienia BuJo, które mogą być genialnym sposobem na relaks.

A Wy jak wolicie planować? Czy planujecie w ogóle czy raczej szkoda Wam na to czasu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger