-->

Polecam

Wiosenna wishlista

Wiosenna wishlista

Zima szczęśliwie już za nami i mam szczerą nadzieję, że nie wróci, bo z chęcią pozbędę się ciągłych chorób z domu. Zresztą nie tylko u mnie taka sytuacja, bo u mojej przyjaciółki podobnie, a wręcz bym powiedziała, że gorzej. Wydawałoby się, że zwykłe zapalenie oskrzeli, a ciągnęło się miesiącami i finalnie okazało się zupełnie czymś innym. Jestem ciekawa czy w takiej sytuacji przysługują jakieś odszkodowania za błędy medyczne, bo jeśli tak byłoby znakomicie. Sama nie miałam tego typu problemów, raczej jako córka lekarza, byłam po drugiej stronie barykady. Sądzę, że u nas jeszcze takiego szału nie ma, ale ludzie są coraz bardziej świadomi swoich praw i potrafią dochodzić ich w sądzie.

A co ja bym zrobiła, gdyby zjakiegoś powodu mi takie odszkodowanie wpadło? Pewnie poszłabym na zakupy i uzupełniła moją wiosenną wishlistę. Na razie na szczęście nie mam żadnych problemów zdrowotnych, więc wishlista będzie realizowana ze środków bieżących. A co sie na niej znajduje?



1.Palety Colourpop

Zachorowałam na te palety choć mam całą masę innych. Oczywiście najbardziej podobają mi się te bardzo kolorowe, jednak jeśli już się zdecyduję to pewnie wybiorę coś bardziej prakycznego. Zresztą jestem obecnie na etapie czyszczenia moich zapasów i będę starała się tego trzymać.


2.Jasna kurtka

W tym przypadku mocno się zastanawiam, bo z jednej strony jasna kurtka jest dość niepraktyczna, zwłaszcza przy dzieciach a z drugiej coraz bardziej podobają mi się pastele. To pewnie kwestia wieku i fakt, że jasne kolory przyjemnie rozświetlają twarz. Ciemne kurtki mam i chciałabym coś jaśniejszego i może bardziej eleganckiego, więc może to jednak będzie trencz? Sama jeszcze do końca nie wiem.


3.Jeansy z wysokim stanem

W drugiej ciąży przybrałam mniej niż w pierwszej, ale zrzucić tego jakoś nie mogę, więc większość moich jeansów jest za mała. Muszę mieć coś do chodzenia do pracy i szukam jakichs fajnych jeansów z podwyższonym stanem. Mierzyłam takie w Orsayu, ale ich model nie wyglądał na mnie dobrze. Jeśli możecie coś polecić to bardzo proszę.


4.Sukienki

Tutaj podobnie z jeansami, już się w wiele nie mieszczę, a w za ciasnych chodzić nie będę. Mam sporo letnich sukienek, ale szukam czegoś na obecną porę roku i ewentualnie wczesną jesień. Co do kolorów to z jednej strony dobrze by było mieć coś stonowanego, a z drugiej ja lubię mocne barwy.


5.Półbuty

Mój poprzedni model już się nie nadaje do noszenia, a lubię półbuty za ich uniwersalność. Szukam raczej ciemnych kolorów, ale jak coś jasnego wpadnie mi w oko to na pewno nie pogardzę. Wolałabym jakiś wiązany model, ale jak nic innego nie znajdę to kupię te zdjęcia.


6.Biżuteria

W tym roku mam 35 urodziny i planuję poprosić rodzinę o biżuteryjne prezenty na tą okazję. Szukam czegoś klasycznego ze złotem, ale mam też wielką ochote na bardzo bogatą Kolekcję Szekspirowską w Kruku.

To by było na tyle moich życzeń. Pokrywa się coś z Waszymi planami? Albo możecie mi coś polecić?

Boxy subskrypcyjne dostępne w Polsce - aktualizacja

Boxy subskrypcyjne dostępne w Polsce - aktualizacja

Boxy subskrypcyjne to zawsze dość gorący temat w blogosferze. Jedni je bardzo lubią, inni nie chcą kupować kota w worku. Jedne są bardziej atrakcyjne inne mniej. Ja osobiście je bardzo lubię i sama mam obecnie kilka subskrypcji. Chciałam pokazać co jest obecnie dostępne na rynku, z moją opinią o ile miałam okazję testować dany produkt.



Shinybox

Moje pierwsze pudełko subskrypcyjne i również pierwsze, z którego zrezygnowałam. Patrząc na ostatnie edycje, a także komentarze na stronie Shiny, absolutnie nie żałuję. Dużo typowo drogeryjnych kosmetyków i to nie w stylu jakiś niezły krem czy szminka, ale jakiś antyperspirant, mini peeling czy inne drobizgi, które ja traktuję jako dodatek, a nie jako pełny zakup.

Beglossy i Goldenbox

Z Beglossy miałam podobną historię jak z Shinybox, ale skusiłam się na edycję grudzień 2018 (ah ta Nabla) i teraz czekam na mój trzeci box w subskrypcji. Widzę postęp, widzę zapraszanie nowych marek, a także szybkie odpowiedzi na maile czy wiadomości na Facebooku. To wszystko działa bardzo na plus.
Bardziej luksusową wersją Beglossy jest Goldenbox, w którym można znaleźć marki bardziej ekskluzywne. Kiedyś było dostępne kwartalnie, obecnie wychodzi co miesiąc. To pudełko też mam na swojej liście, bo znalazłam w nim kilka swoich hitów, jak na przykład pomada do brwi marki Benefit czy cienie Nabla.


Chillbox

Pudełko, w którym znajdziemy kosmetyki (najczęściej naturalne), książkę, coś pysznego oraz fajne gadżety. Od momentu jak wystartowali nie przegapiłam żadnej edycji. Dziewczyny i Marek mieli przerwę, ale jak tylko wrócili na rynek, to kupuję ich pudełka. Mnóstwo fajnych kosmetyków, często dość niszowych marek, 5 rodzajów książek do wyboru (m.in. moje ukochane fantasy), zdrowe przysmaki oraz świetne gadżety sprawiają, że pudełko ląduje u mnie co miesiąc. Ja mam wersję standardową, ale są też dostępne pudełka typu Mini Chill.

Lookfantastic box

To pudełko z kosmetykami z Wielkiej Brytanii i najczęściej są to miniatury. Mam subskrypcję już od dawna, bo znalazłam w nim sporo ciekawych produktów, a poza tym dla subskrybentów są fajne zniżki. Ważne, żeby zamawiać z oryginalnej strony z UK, bo nie wiem czemu z polskiej strony dostawa jest płatna.


Fundaybox

To pudełko powstało niedawno i tworzą je właścicielki marki Yeah Bunny. Tutaj mamy trochę kosmetyków (dużo makijażu) , gadżety tupu naklejki czy biżuteria oraz sporo przekąsek. Nie ma żadnych podpowiedzi co do zawartości pudełka, znamy jedynie kolor przewodni. Mnie się te pudełka podobają, choć nie ukrywam, że praktycznie co miesiąc są to te same marki typu Affect czy Tołpa. Jednak są to produkty przeze mnie lubiane, wię pewnie zostanę przy kupowaniu tego pudełka.

Naturalnie z pudełka

Jak sama nazwa wskazuje, to typowe pudełko z kosmetykami naturalnymi. Z tego co widziałam ( bo nie wiem czemu jeszcze nigdy nie zamówiłam) pojawiają się zarówno kosmetyki do pielęgnacji, jak i do makijażu, jednak z dużą przewagą pielęgnacji. Jak ktoś uwielbia kosmetyki naturalne to ten box jest zdecydowanie dla niego.

I Love Box

Dość nowatorski box, bo sami go komponujemy. Wybieramy wersję Premium lub Standard i przesyłamy swoje preferencje co do zapachu czy koloru kosmetyków . Moim zdaniem to świetne rozwiązanie, bo mamy wpływ na to co dostaniemy. Ja czekam jak w sprzedaży będzie wersja Premium, bo czytałam opis Standard i zapowiada się świetnie, więc Premium powinno być jeszcze lepsze.


Shibushi

To coś dla fanów koreańskiej pielęgnacji i to tymi mniej znanymi u nas markami. Wariantów pudełek jest kilka, łącznie z tymi całkowicie spersonalizowanymi,a ich ceny wahają się od 100 do nawet 1000 złotych. Ja mam ochotę zamówić sobie tego typu pudełko albo kupić edycję limitowaną, ale na razie mam dość dużo kosmetyków koreańskich, a one są z reguły bardzo wydajne, więc pewnie jeszcze sporo mi zajmie, żeby wykończyć zapasy.

No make no life

Pudełko rodem z Japonii, w którym znajdziemy japońskie i koreańskie kosmetyki. Zamawiałam je przez jakiś czas, ale zaczęli dawać ciągle to samo (eyeliner co miesiąc) i te kosmetyki wyglądały po prostu tandetnie. Przeglądałam obecne edycje i raczej nic się tutaj nie zmieniło, więc wracać do tego nie zamierzam.

Sephora box

To nie jest stricte box subskrypcyjny, bo dostać go można co jakiś czas, robiąc w Sephorze zakupy online za minimum 220-250 złotych, co w tej perfumerii nie jest takie trudne. Cały box znamy przed zakupem, więc nie kupujemy kota w worku. Ja raz kupuję, a raz sobie odpuszczam, bo nie znajduję w takim boksie nic dla siebie. Niemniej jendak bardzo lubię te pudełka, bo jest to zbiór naprawdę fajnych i przemyślanych miniatur.


Douglas box

Pudełka z Douglasa to z jeden produkt-gwiazda, czyli jakieś perfumy bąd kosmetyk do makijażu plus mniaturki oraz próbki. Ja się jeszcze na żaden nie skusiłam, bo nic nie wzbudziło mojego większego zainteresowania.

Be yourself box

Kolejne pudełko z kosmetykami, gadżetami i przegryzkami. Ja zamówiłam swoje pierwsze i jestem ciekawa jakie będzie. Edycja lutowa bardzo mi się podobała, więc liczę, że marcowa też przypadnie mi do gustu.

Amaze me box

To pudełko jest skierowane dla nastolatek, ale mnie się bardzo podoba. Przede wszystkim w każdym pudełku jest jakiś fajny zestaw DIY, kosmetyki oraz gadżety. Te zestawy DIY bardzo mnie przekonują, bo lubię od czasu do czasu się w coś takiego pobawić.

Tyle boksów znalazłam z ceną przesyłki w granicach rozsądku. Oczywiście jest jeszcze kilka opcji, które docierają do Polski, ale cena transportu jest na tyle wysoka, że moim zdaniem szkoda fatygi.

A może Wy znacie jeszcze jakie godne polecenia boksy?
Foreo Luna Play i szczoteczka od Dermofuture - porównanie

Foreo Luna Play i szczoteczka od Dermofuture - porównanie

Szczoteczki soniczne od dłuższego czasu robią furorę wśród osób chcących zadbać od odpowiednie oczyszczenie cery, ale także o jej delikatny masaż. W porównaniu z klasycznymi szczoteczkami z włosiem są łagodniejsze i nie podrażniają cery. Można też znaleźć różne warianty dla róznych typów skóry.
Na pewno najbardziej znaną z tych szczoteczek jest Foreo Luna i różne jej wersje. Ich cena sprawia jednak, że wiele osób na nie zwyczajnie nie stać i wybierają one podróbki na Ali (nie polecam) lub bardziej ekonomiczną wersję naszej rodzimej marki DermoFuture (moja recenzja TUTAJ).


Szczoteczki soniczne Foreo i ich znacznie tańsze odpowiedniki z polskiej firmy DermoFuture to produkty, o które mnie dość często pytacie. Jakiś czas temu obiecałam post porównawczy i w końcu nadeszła na niego pora. Od razu zaznaczę, że z firmy Foreo oceniam wersję mini, co ma spore znaczenie. Jeśli jesteście ciekawi czemu to zapraszam na dalszą część posta.

Wielkość szczoteczek

Jak widać na zdjęciach szczoteczki znacząco różnią się między sobą rozmiarem. Luna jest zdecydowanie mini, co ma swoje plusy i minusy. Plus to możliwość dotarcia do trudniej dostępnych miejsc jak skrzydełka nosa oraz łatwiejszy transport. Minus to fakt że trzeba nią nią się jednak trochę namachać, żeby dokładnie umyć całą twarz. Szczoteczka od DermoFuture szybciej oczyści nam skórę i mimo swej wielkości bardzo poręcznie leży w dłoni.


Czy szczoteczki są głośne?

Nie, żadna z tych szczoteczek nie jest głośna. Ja spokojnie używam wieczorem, kiedy moje dzieci już śpią i nigdy się nie zdarzyło, żeby któryś z nich się obudził. DermoFuture pracuję odrobinę głośniej jeśli podkręcimy obroty.

Czy jest możliwość regulacji wibrowania?

Tak, ale tylko w szczoteczce od DermoFuture. Luna Play nie ma takiej opcji, choć w standardowej wielkości jest ona dostępna. W szczoteczce od DermoFuture mamy chyba aż 14 poziomów wibracji, co jest aż nadto. Żadna szczoteczka nie ma też timera, co mi trochę przeszkadza.
Jeśli chodzi o wibracje to te z Luny są jakby przyjemniejsze? Nie wiem dokładnie jak to określić, ale sam czas używania jest w mojej subiektywnej opinii milszy niż w je polskim odpowiedniku.


Jakie są efekty używania szczoteczek sonicznych?

Jak dla mnie i w jednym i w drugim przypadku, efekty są znakomite Zarówno Luna, jak DermoFuture dokładnie oczyszczają skórę i sprawiają, że pory robią się węższe. Nie ma tez tylu suchych skórek co zwykle. Dodatkowo wszystkie kosmetyki się lepiej wchłaniają.


To którą z nich wybrać?

Jeśli myślimy ekonomicznie to stawiam na DermoFuture. Jest tańsza, ma więcej możliwość (druga strona do masażu) i przede wszystkim można ją ładować. Tak, niestety tu pojawia się smutna sprawa z Luna Play, że starcza ona tylko na 100 użyć. Mnie się osobiście wydaje, że używałam jej częściej, ale nie zapisywałam tego niegdzie, więc trudno mi powiedzieć. Droższe wersje Luny są już ładowalne.
Przyznaję, że ja na razie wybrałam ekonomicznie, ale nie ukrywam, że z chęcią kupiłabym sobie pełnowymiarową szczoteczkę Luny bo po prostu jakoś lepiej mi się jej używa.

A Wy używacie tego typu szczoteczek?
Inspiracje blogowe z 2018

Inspiracje blogowe z 2018

Rok 2018 był dla mnie czasem bycia obserwatorem niż aktywnym uczestnikiem blogosfery. Wpisów pojawiało się mało i na ten moment ciężko mi powiedzieć czy to się zmieni, bo przy dwójce aktywnych urwisów, trzech kotach i Szanownym Małżonku czasem nie wiem jak się nazywam o blogowaniu nie wspominając. Dodatkowo niedługo czeka mnie powrót do pracy na etat i jak znam swoje szczęście to od razu dostanę jakiś mega ciężki projekt. Lubię wyzwania, więc to mi pasuje. Bardziej martwi mnie ogarnięcie domu i perspektywa tego, że w mojej pracy wcale nierzadko zdarzają się podróże. Rozłąka z bliskimi to jedno, ale od kiedy dzieci są na świecie to bardziej myślę o bezpieczeńswie, a jak wiadomo loty samolotem i dłuższe podróże wiążą się z ryzykiem. Planuję wykupić sobie lepsze ubezpieczenie i robię wywiad środowiskowy odnośnie firm, które w razie czego pomogą zdobyć jak najkorzystniejsze odszkodowanie. Na razie znalazłam kilka, jak na przykład gdańska Kompensja, która ma świetne opinie. Ja szukam czegoś na terenie Łodzi, więc jak możecie polecić to dajcie znać.




Wspomniałam wcześniej o dzieciakach i o tym, że wcale nie jest łatwo sobie wszystko zorganizować przy dwójce ( a ja stuknięta myślę o trzecim). Bardzo lubię róznego rodzaju plannery, organizery itd., ale szukałam też kogoś kto pooże i pewne rzeczy poukładać i trafiłam na Olę Budzyńską, czyli Panią Swojego Czasu. Ola ma duże doświadczenie w prowadzeniu szkoleń, obecnie ma swoją firmę, która zarówno dostarcza artykuły twarde (plannery, fiszki itd.) ale też szkolenia. Ola prowadzi świetne webinary, poniedziałkowe Kawy z Budzyńską oraz grupę na Facebooku. Mówi wprost, nie ściemnia i promuje nie tylko zarządzanie czasem, ale też świadome budowanie pozycję kobiety w biznesie. Chcecie poczytać to wpadnijcie na https://www.paniswojegoczasu.pl/.

FAK of the Year

Dzieci to też żywienie i w tej kwestii totalnie rok należał do Doktor Ani. Ja siedzę głównie na jej Instagramie, ale bloga też czytam i podoba mi się jej podejście. Nie ma ściemy, ale nie ma też fanatycznego podejścia do zdrowego żywienia. Ulubione hasło to "To zależy". Dzięki Ani saa staram się zmienić swoje nawyki żywieniowe, ale też wpajam dobre podejście moim dzieciom. Zamiast słodkich batoników dostają te z suszonych owoców i orzechów i to tez niezbyt często. A kiszyn kebydż i kiszyn kiukamba goszczą u nas na stole bardzo często. A ja odkryłam że kawę bez cukru dam radę wypić, a słodkie babeczki to robię do kąpieli. Czyatnie o dobrych nawykach warto zacząć tu https://doktorania.pl/.



Kolejną osobą która mnie inspiruje zasadniczo już od 2017 jest Dominika Dzikowska. Kiedyś szukałam jakichś pomysłów na zdjęcia na Instagram i trafiłam na bloga Dominiki a później na jej grupę na Facebooku. Później to już poszło szybko jeden krus fotografii, potem kolejny, ogromna ilość webinarów, live'ów i sama widzę jak ogromny postęp zrobiłam w tej dziedzinie. Jak tylko Dominika wypuści coś dla średniozaawansowanych to kupuję w ciemno. Cieszy mnie to niezmiernie, bo komplementy słyszę od bardzo wielu osób, a tak naprawdę to kursy i bycie w grupie Dominiki to po prostu czysta przyjemność.
Wejdźcie w moje stare posty a zobaczcie te z 2018 to sami zobaczycie różnicę. A jeśli chcecie dowiedzieć się więcej to wpadnijcie na grupę Kobieca Foto Szkoła, na stronę https://kobiecafotoszkola.pl/ lub chociaż wpiszcie sobie #kobiecafotoszkola na Instagramie.


Na koniec o kimś, kto jest dla mnie poradnikiem w kwestiach makijażowych, czyli Agnieszce z bloga aGwer. Jeśli zastanawiam się czy kupić jakiś produkt makijażowy to zawsze najpierw wpadam na bloga Agi. Mnóstwo projektów kupiłam z jej polecenia i jeszcze na żadnym się nie zawiodłam. Dzięki kupieniu pędzli od Zoevy praca z cieniai stała się dużo łatwiejsza.
Agnieszka ma na blogu nie tylko świetne recenzje i makijaże, ale też sporo porad z zakresu blogowania oraz fotografii. Jeśli chcecie doszkolić się w tym zakresie , to zdecydowanie polecam Wam jej bloga i przepiękny Instagram.

To by było na tyle moich inspiracji z 2018 roku. Oczywiście pojawiło się ich jeszcze kilka, ale te cztery damy dały mi najbardziej do myślenia i namocniej zmotywowały do działania.
A Wy znacie je? Czy macie jakieś inne osoby, które Was inspirowały i macie ochotę mi je polecić?
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger