-->

Polecam

Podkłady Too Faced Born This Way i Peach Perfect - porównanie

Podkłady Too Faced Born This Way i Peach Perfect - porównanie

Kosmetyki od Too Faced niezmiennie mnie przyciągają, więc musiałam wypróbować ich oba podkłady, czyli Born This Way oraz Peach Perfect. Na temat tego pierwszego znalazłam sporo dość sprzecznych opinii, ale mimo tego zdecydowałam się na zakup. Jeśli jesteście ciekawi jak te kosmetyki się u mnie sprawdziły to zapraszam na dalszą część wpisu.

Zarówno Born This Way, jak i Peach Perfect zamawiałam online, co więcej nie sprawdzałam wcześniej kolorów na żywo w Sephorze, ale dobrałam je w ciemno. Oczywiście wcześniej obejrzałam mnóstwo zdjęć w sieci i pewnie miałam sporo szczęścia, bo oba kolory okazały się super, mimo tego, że się delikatnie różnią. Zaprezentuję je w dalszej części wpisu.



Opakowanie

Marka Too Faced zasłynęła z dość fikuśnych opakowań swoich kosmetyków, zwłaszcza palet z cieniami do powiek. Podkłady jednak są w dość tradycyjnych formach buteleczki i tubki. Podkład Born This Way zapakowany jest w dość cieżką buteleczkę z matowego szkła, dlatego przy zakupach stacjonarnych samo oglądanie opakowania niewiele nam pomoże. Buteleczka zaopatrzona jest pompkę, która jak na razie u mnie działa bez zarzutu.
Peach Perfect wylądował w różowo-złotej tubie, również zaopatrzonej w pompkę. O ile jego poprzednik działa super, to w mojej tubce pompka niestety czasem się zacina albo lekko pryska produktem. Przy aplikacji tego podkładu nauczyłam się najpierw malować, a później ubierać.


Kolor

Jak już pisałam wcześniej oba podkłady kupowałam przez internet i przy wyborze koloru sugerowałam się swatchami znalezionymi w sieci. Z Born This Way trafiłam idealnie, Peach Perfect mógłby być ciut jaśniejszy, ale to da się zniwelować jaśniejszym bądź żółtym pudrem, jeśli już to jest konieczne.
Z Born This Way wybrałam kolor Ivory, który ma ładny, jasny i lekko żółty odcień, idealny dla mnie. Kupując na stronie Sephory nie sugerujcie się kolejnością, bo akurat w przypadku tego podkładu odcienie nie są od najjaśniejszego do najciemniejszego, tylko są wymieszane. W Polsce dostępnych jest 28 kolorów, a ogólnie jest ich 35, więc może niedługo asortyment się powiększy.
Z Peach Perfect wybrałam odcień Vanilla, który jest drugi w kolejności z dostępnych w Sephorze. Zdecydowałam się na ten, bo obawiałam się, że najjaśniejszy Porcelain będzie dla mnie za różowy. Teraz bym pewnie wybrała ten jaśniejszy, który z tego co widzę, wpada jednak w żółte tony. Vanilla może delikatnie wpadać w pomarańcz, ale jest to bardzo, bardzo minimalne.


Krycie

Nie będę ukrywała, że na dobrym przykryciu niedoskonałości (pory, naczynka) zależy mi najbardziej, więc staram się wybierać takie produkty, które mi to zapewnią, ale bez efektu maski. Zarówno Born This Way, jak i Peach Perfect reklamowane są jako podkłady o dobrym kryciu i rzeczywiście tak jest, ale jest pewien warunek : świetnie nawilżona skóra. W tym przypadku świetnie się sprawdzają bazy marki Too Faced, bo zarówno Hangover Base, jak i Peach Primer świetnie współpracują z jednym i z drugim podkładem. W przypadku Born This Way dopóki nie odkryłam tej zależności to miałam z nim bardzo trudną relację, bo przy gorszym stanie cery typu skóry podkreślał wszystko, ciastkował i generalnie wyglądał fatalnie. Używany z bazą nawilżającą działa świetnie i zdecydowanie polecam na okres jesień/ zima, bo jest cieższy niż Peach Perfect.
Peach Perfect to natomiast dla mnie podkład idealny. Kryje, matuje tak na 5-6 godzin, co przy mojej tłustej skórze jest cudem. Przy tym daje rzeczywiście efekt rozmycia porów skóry i optycznego wygładzenia. Chciałabym tylko, żeby było trochę więcej kolorów do wyboru.



Gdybym miała wybrać tylko jeden z nich to postawiłabym na Peach Perfect Foundation, bo lepiej wpisuje się w moje potrzeby. Too Faced wypuściło jakiś czas temu nowy podkład o nazwie Dew You i choć zbiera on dość skrajne opinie to pewnie też go wypróbuję, bo lubię produkty tej marki.

Znacie te podkłady? Jakie są Wasze opinie? Dajcie znać w komentarzach, bo dawno mnie tu nie było i trochę potrzebuję kopa na ponowne rozruszanie bloga.
Urodzinowa lista życzeń

Urodzinowa lista życzeń

Wracam do Was po ponad dwumiesięcznym braku regularnych postów. Jeśli jesteście ciekawi czym było to spowodowane to zapraszam na swoją stronę na Facebooku, bo tam jest trochę więcej informacji. Mam nadzieję, że teraz znajdę czas i motywację, żeby regularnie dodawać posty.            W głowie kłębi się mnóstwo pomysłów, tylko muszę znaleźć czas, żeby je zebrać do kupy i tu opisać.

Dzisiaj taka mała rozgrzewka przed recenzjami i poradami, a więc urodzinowo-imieninowa lista życzeń. Tak się składa, że w lipcu mam zarówno urodziny i imieniny, więc dość często dostaję prezenty łączone. Generalnie mi to nie przeszkadza, bo moi bliscy wiedzą co lubię i z reguły są to podarunki bardzo trafione.



W tym roku wyjątkowo na mojej liście życzeń będzie mało kosmetyków, a raczej gadżety i ... Zresztą zapraszam do czytania!

Przespana noc

To jest prezent, którego jeszcze pewnie długo nie będzie mi dane zaznać. Po pierwsze, ze względu na niemowlaka w domu, po drugie ze względu na NES (zespół nocnego jedzenia). Mam klasyczne objawy tego syndromu, zresztą od wielu lat, ale w ostatnim okresie się one nasiliły. Oznacza to dla mnie, że muszę zacząć lepiej panować nad stresem i przeorganizować sobie dobę.

Grzeczne dzieci

Z tego życzenia sama się śmieję, bo w sumie to ja wolę moje dwa łobuziaki. Tylko jak Staś po raz dwudziesty w ciągu pięciu minut mówi "ale mamo", to dostaję reakcji alergicznej i mam ochotę go udusić.


Lustrzanka

Nawet nie myślałam, że tak polubię fotografię, a tu dwa kursy online i znalazłam nową pasję. Tylko nadal nie lubię robić zdjęć kosmetykom. Wolę kwiatki, dzieci itd. Małżonek z początku był negatywnie nastawiony do zakupu aparatu, póki nie pożyczyłam lustrzanki od kolegi i nie narobiłam zdjęć. Teraz kątem oka widzę, jak mój Szanowny niby w ukryciu przegląda strony ze sprzętem foto.

Opaska Samsung Gear Fit 2 Pro

i słuchawki bezprzewodowe. Po wielu latach wróciłam do biegania, jako sposobu na osiągnięcia zen i poradzenia sobie ze stresem. Dużą motywację dała mi aplikacja Samsung Health i wyzwania, które na niej są. Niestety nie jest kompatybilna ze wszystkimi opaskami treningowymi, zresztą mój MiBand 2 postanowił się zepsuć. Dlatego tez chcę sobie zakupić tą opaskę Samsunga.


ESTÉE LAUDER Advanced Night Repair Serum

Miałam dwie miniaturki i jestem zakochana w tym produkcie. Wiem, że są na jego temat różne opinie, ale mnie on po prostu robi świetną robotę na twarzy. Cera jest fajnie nawilżona, pory zwężone, a koloryt wyrównany. Na razie mam jeszcze na stanie inne produkty, ale to pewnie będzie pierwsze serum jakie sobie kupię po wyczerpaniu zapasów.

To było chyba wszystko co na razie mam na swojej liście marzeń. Oczywiście są na niej jeszcze jakieś drobiazgi, ale je staram się realizować na codzień.

A jakie są Wasze wymarzone prezenty?
Golden Box Nr 4 - czy jest ekskluzywnie?

Golden Box Nr 4 - czy jest ekskluzywnie?

Jakiś czas temu w końcu dotarł do mnie Golden Box Nr 4. W końcu, bo powinien dotrzeć na początku marca, więc BeGlossy, które jest jego dystrybutorem miało naprawdę niezłą obsuwę. Na stronie na Facebooku tłumaczyli się, że starają się aby box był super-hiper i stąd to opóźnienie. Później rzucili "W boksie będzie Versace" i już tłum był kupiony. A czy box okazał się naprawdę taki super? Zobaczcie i oceńcie sami.








Trzy miniatury od Holika Holika z serii Black Snail przekonały mnie, że komuś tu się chyba coś pomyliło. Nie mam nic przeciwko miniaturom, ale tutaj już mogli się bardziej postarać i dać pełen zestaw wraz z maską w płacie. Poza tym nie po to kupuję pudełka do testów by dostawać kilka kosmetyków tej samej firmy. Rozumiem, że ma być idea kilkustopniowej pielęgnacji, ale w tym wypadku to rozwiązanie totalnie do mnie nie przemawia.





Sypki cień od Affect nawet mnie ucieszył, bo takich cieni praktycznie nie mam, a z chęcią nauczę się ich używać. Spojrzałam na grafikę, kolorek bardzo w moim guście i wzięłam się do otwierania,    a tam rozczarowanie. Zamiast tego ładnego fioletu zastałam coś szarozielonego. Dawno się tak nie rozczarowałam, bo w sumie teraz nie wiem czy mam cokolwiek z tym próbować czy może komuś oddać. Na dodatek albo ja się nie umiem z nim dogadać labo ma słabą pigmentację, bo ściera się błyskawicznie. Nawet nie sprawdzałam czy były inne warianty, bo nie chciałam się wkurzać, że ja dostałam coś do kitu, a inni nie. Za to poprawiłam sobie humor zamawiając cudo od Too Faced, które mam nadzieję niedługo pokażę na blogu.



Farbka do ust od L'Oreal przykuła moją uwagę po pojawieniu się w sprzedaży i mocno zastanawiałam się nad kupnem wersji Laquer, czyli błyszczącej. Ostatnio mam fazę na błysk i taka formuła mi bardzo pasuje. Tutaj dostałam wersję matową, która matowa nie jest. Pomalowałam usta, kolorek jak dla mnie za ciepły, ale jakoś to zniosę. Natomiast nie zastyga on na mat, tylko u mnie pozostaje błyszczący. Może coś nie tak zrobiłam przy nakładaniu? Nie wiem, spróbuję jeszcze raz      i zobaczymy.




Szumnie zapowiadany Versace to zapach Dylan Blue pour Femme i to podobno nowość. Dostajemy szalone 5 ml zpachu, więc podchodzi to nawet pod miniaturkę, a nie próbkę. Sam zapach jak dla mnie taki sobie, mojego nosa nie poraził. Taki lekki, świeży, niezły na lato, ale bez efektu wow. Sama bym go sobie na pewno nie kupiła, ale ten zużyję, bo może muszę się z tym zapachem oswoić i będzie lepiej.



W prezencie za spóźnienie osoby z subskrypcją dostały jeszcze żel do twarzy Uriage. Wypróbuję, choć unikam produktów z silnymi detergentami do mycia twarzy.



Ogólnie pudełko dla mnie średnie, ale bardziej podchodzące pod słabe. Po tych trzech miniaturach jednej firmy mam wrażenie, że BeGlossy padła koncepcja jak komponować takie pudełka i rzucając jedną markę z wyższej półki myślą, że będzie luksusowo. Niestety nie jest.

Jestem ciekawa czy piąta edycja pojawi się na początku czerwca jak powinna czy może trzeba będzie czekać do sierpnia. Mam ogromną zagwozdkę czy kupować kolejne pudełko i jeśli naprawdę nie będzie żadnych podpowiedzi i jakiegoś ciekawego produktu, to po prostu zrezygnuję. Tym bardziej, że odkryłam nowe pudełka subskrypcyjne i jedno już zamówiłam, a z drugim ciągle się waham.

A dla Was jak wygląda to pudełko? Jesteście na tak czy na nie?
Rossmann promocja 2+2 na pielęgnację twarzy

Rossmann promocja 2+2 na pielęgnację twarzy

Promocja Rossmanna 2+2 na pielęgnację twarzy to po makijażowej chyba ta, która budzi największe zainteresowanie. Tym bardziej, że Rossmann coraz bardziej poszerza swój asortyment,     a przy tym jeśli chodzi o pielęgnację to w wielu przypadkach ma ceny podobne do tych internetowych.


Zasady promocji 2+2 na pielęgnację twarzy

  • tylko dla członków Klubu Rossmann
  • skorzystać można tylko raz (szkoda)
  • trzeba wziąć cztery różne produkty (krem, serum ,olejek, żel)
  • obowiązuje 18-28 maja 2018
Zasady dość proste. Jeśli kupujemy stacjonarnie to trzeba mieć aplikację Rossmanna, jeśli internetowo to konto na ich stronie, a rabat naliczy się sam.

Warto zwrócić uwagę jak zrobić zakupy najbardziej opłacalnie, bo pamiętajmy, że gratis są dwa najtańsze produkty. Więc jeśli weźmiemy dwa kremy, każdy po 50-60 złotych i do tego dwie maseczki w saszetkach po 4 złote, to za dużo nie zaoszczędzimy. Lepiej wybrać cztery produkty   w podobnych cenach.

Co polecam na tej promocji?

Jeśli ktoś już odwiedzał mojego bloga to wie, że bardzo lubię markę Bielenda i praktycznie każdy ich produkt mogę polecić. Osobiście testowałam od nich serie: korygującą, nawilżającą, z czarnym i białym węglem oraz obecnie zieloną herbatę. Najlepsze produkty to dla mnie sera: korygujące oraz to z zieloną herbatą. Jeśli ktoś ma problemy z cerą typu rozszerzone pory, przetłuszczanie itd. to gorąco polecam wypróbowanie tych produktów.
Ja planuję obejrzeć sobie najnowsze dzieło Bielendy, czyli serię Botanic Spa Rituals. Są to produkty o naturalnych składach, więc na pewno bliżej im się przyjrzę.



Kolejną marką, na którą warto zwrócić uwagę przed zbliżającym się Dniem Matki, są produkty sygnowane przez Krystynę Jandę. Osobiście ich nie używałam, ale regularnie korzysta z nich moja Mama i efekty naprawdę są świetne. Od pewnego czasu uzywa ich też moja Babcia i widzę u niej znaczną poprawę wyglądu skóry.

Z kosmetykami L'Oreal średnio mi było po drodze, ale ostatnio wypuścili kilka ciekawych nowości takich jak maski z glinką czy peelingi do twarzy i ust. Wersję peelingu z kiwi kupiłam wczoraj i jeśli się będzie dobrze sprawdzał to zapewne dokupię sobie też jego braci. Poza tym podoba mi się, że marki drogeryjne takie jak L'Oreal produkują coraz więcej masek w tubkach, a nie tylko w saszetkach. Jeszcze kilka lat temu w typowej drogerii ciężko było dostać produkty w tubkach,            a saszetki są dla mnie średnio ekonomiczne.

Wszelkie marki kosmetyków naturalnych typu Natura Siberica czy Organic Shop są warte uwagi.     Z Organic Shop używałam różnych peelingów do twarzy i każdy się u mnie bardzo dobrze sprawdził. Dla naczynkowców polecam wersję z mango, bo jest enzymatyczny i nie trzeba męczyć skóry pocieraniem.



Jeśli ktoś ma szczęście i w jego Rossmannie jest Skin79 to warto zerknąć na ofertę tej marki. Jeśli jednak nie ma, to obecne nawet w tych mniejszych Rossmannach można dostać fajne maski w płacie.

A czego nie polecam na tej promocji?

Przede wszystkim bardzo agresywnie działających serii dla cer nastoletnich. Najczęściej mają one w sobie sporo składników typu SLES czy alkohol, które krótkoterminowo dają świetny efekt, ale w dłuższej perspektywie szkodzą cerze. Lepiej postawić na kwasy, które działają odwrotnie: najpierw może skórę mocno wysypać, by się później poprawiła.

Ja postawię na Bielendę i L'Oreal, chyba, że spotkam jeszcze coś ciekawego. A u Was jakie plany zakupowe?
Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger