-->

Koreańska pielęgnacja - czy warta zachodu?

Wpisy o koreańskich kosmetykach i pielęgnacji cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Nie tylko na moim blogu, ale też na blogach moich koleżanek. Sama z chęcią czytam takie wpisy             i szukam azjatyckich nowinek. Tytuł posta jest na temat koreańskich kosmetyków, ale sam wpis będzie zawierał też informacje o japońskich produktach.

Azjatykie kosmetyki-lista sklepów
Gdzie kupować azjatyckie kosmetyki

Koreańskich kosmetyków używam od ponad dwóch lat i zdążyłam sobie wyrobić zdanie na ich temat. Wiem, że dla wielu osób  sama idea koreańskiej pielęgnacji i metody 10 kroków jest nadal czarną magią, dlatego postanowiłam Wam opisać jej zalety i wady, oczywiście w mojej opinii. Zacznijmy miło, czyli od zalet:


1. Koreańska pielęgnacji uczy odpowiedniego oczyszczania cery

Zanim zaczęłam zgłębiać tajniki k-beauty to coś tam słyszałam o oczyszczaniu olejami i nawet stosowałam dość długo metodę OCM, która zbawiennie wpłynęła na moje pory skóry, ale niestety zaczęła negatywnie oddziaływać na moje popękane naczynka i musiałam z niej zrezygnować. Wtedy na ratunek przyszły koreańskie oleje i pianki.

Samo oczyszczanie skóry to w koreańskiej pielęgnacji jedna z absolutnych podstaw od której wszystko się zaczyna. Praktycznie każda firma ma w swojej ofercie oleje, pianki czy żele oczyszczające.Dzięki temu możemy skomponować zestaw idealny dla naszej cery.

Oczyszczanie jest bardzo ważne i tutaj ogromne brawa dla koreańskiej metody 10 kroków za zwrócenie na to uwagi. Dla mnie już sam fakt dokładniejszego oczyszczania skóry zrobił dużą różnicę w jej wyglądzie. Skóra się mniej przetłuszcza, rzadziej pojawiają się na niej jakieś niedoskonałości.

2.Koreańska pielęgnacja bazuje na typie cery, a nie na wieku

Kolejna niezaprzeczalna zaleta k-beauty. Na zachodzie kosmetyki, przede wszystkim drogeryjne, czyli te ogólnie dostępne, najczęściej kierowane do określonych grup wiekowych. Czyli zakładamy, że jeśli ktoś ma 35 lat to będzie miał taką, a nie inną cerę, a w wieku 50 lat to cera wszystkich kobiet jest podobna i powinny stosować ten sam krem czy tonik. Nie jest tak w przypadku wszystkich marek, ale niestety sporo nadal tak postępuje, a nie jest to dobre dla mniej doświadczonego konsumenta.

Przed zastosowaniem koreańskiej pielęgnacji warto określić swój typ cery. Jeśli wiemy jaki on jest to łatwiej wybrać nam coś z szerokiej gamy kosmetycznej.


3. Koreańskie kremy BB są najlepsze na świecie

Przede wszystkim koreańskie BB  to "blemish balm", a te europejskie czy amerykańskie to "beauty balm". Wydaje się, że niby niewielka różnica, ale jak ktoś raz spróbuje koreańskich "bibików" to raczej nie będzie chciał już korzystać z tych europejskich, zwłaszcza jeśli cera tej osoby wymaga trochę większej korekty. Ja rozważam zakup najnowszego produktu Bourjois, ale nie wiem czy przebije moje ulubione produkty ze SKIN79 oraz Lioele.


Poza tym ogromną zaletą koreańskich produktów są jasne kolory, których często próżno szukać w naszych drogeriach czy nawet perfumeriach (mowa o kremach BB, nie podkładach). Koreańskie kremy BB najczęściej też świetnie wtapiają się w cerę, więc o ile kolor nie odbiega jakoś drastycznie od naszej skóry , to powinien z nią współgrać.

Koreańskie kremy BB mają też najczęściej właściwości pielęgnujące, więc cera wygląda po nich lepiej. Oczywiście pod warunkiem, że dobrze dobierzemy krem, bo tak jak w przypadku kosmetyków europejskich może się zdarzyć, że jakiś składnik na nas źle działa i krem może nas zapchać albo uczulić. Jak tak miałam z cushionem z Misshy.

4.Różne formy maseczek w koreańskiej pielęgnacji

Choć maseczki w płacie i te na noc znałam wcześniej dzięki marce Orientana, to dopiero dzięki modzie na koreańską pielęgnację zaczęłam je częściej stosować. W maseczkach najbardziej nie lubię procesu zmywania, więc te w płacie, których w większości przypadków się nie zmywa, oraz te na noc, które nakładamy wieczorem, a rano budzimy się piękne, są dla mnie idealnym rozwiązaniem. Jest to bardzo duża oszczędność czasu, jeśli tak jak w moim przypadku, ciągle cierpi się na niedoczas. 

W przypadku maseczek nocnych trzeba uważać, bo nie wszystkie się do końca wchłaniają, dlatego lepiej położyć ręcznik na poduszkę, a włosy spiąć.

5.Koreańskie kosmetyki mają urocze opakowania

Oczywiście nie wszystkie. Część zapakowana jest dość tradycyjnie i od razu widać, że to kosmetyki. Natomiast w niektórych przypadkach opakowania są naprawdę fenomenalne , jak na przykład Tony Moly. Maseczki czy peelingi zamknięte w formie jabłuszka czy pomidora prezentują się naprawdę fajnie i zachęcaja do używania. Podobnie ma się sprawa z maskami w płacie, gdzie ze znanych mi marek prym wiedzie SKIN79. Możemy być kotkiem, arbuzem czy też przywdziać maskę karnawałową, czyli cała masa możliwości. Można też zaobserwować, że najróżniejsze maski w płacie są bardzo lubiane na Instagramie i często wrzuca się zdjęcia w nich.



Zalet koreańskiej pielęgnacji jest bardzo dużo, ale w opinii niektórych ma ona pewne wady. Dla mnie ma jedną zasadniczą przywarę, ale o tym pewnie na samym końcu. Teraz wady, z którymi ja nie do końca się zgadzam.

1. Koreańska pielęgnacja jest kosztowna

Cóż, z tym, że kosmetyki koreańskie do tanich nie należą dość ciężko dyskutować. Najczęściej ceny tych kosmetyków (poza maskami w płacie) oscylują w granicach 50-200 złotych, czyli jeśli chcemy przeprowadzić pełną 10-cio stopniową pielęgnację to powinniśmy się liczyć z wydatkiem rzędu 500 -2000 złotych. Zwłaszcza ta ostatnia kwota brzmi dość porażająco, bo ja choć na kosmetykach nie lubię oszczędzać, to raczej jednorazowo bym tyle na kosmetyki nie wydała.

W tym całym przekonaniu, że kosmetyki koreańskie są drogie jest jedno spore "ale",a mianowicie są one nieziemsko wydajne i często mają trochę większe pojemności niż kosmetyki europejskie. Przykładowo flagowe kremy SKIN79  mają pojemność 40 ml, a starczają na bardzo długo. Podobnie się ma sprawa z esencjami, tonerami czy kremami.

Nie trzeba od razu jednorazowo rujnować sobie portfela. Mamy dwa wyjścia: możemy stopniowo wprowadzać koreańską pielęgnację i co miesiąć przeznaczać jakąś kwotę na te kosmetyki bądź wypróbować ich tańsze, polskie odpowiedniki. Co raz więcej polskich firmy ma w swojej ofercie esencje czy pianki, więc warto skorzystać z ich oferty. Natomiast kremy BB tylko koreańskie :-).

2. Azjatycka pielęgnacja zawiera dziwne składniki

Śluz ślimaka czy wyciąg z jaskółczych gniazd mogą budzić spore kontrowersje i odrzucać od siebie. Tutaj sprawa jest dla mnie prosta - albo rezygnujemy z obrzydzenia i smarujemy się tym jadem węża czy śluzem ślimaka albo stawiamy na te azjatyki, które nie budzą w nas wstrętu. Ja osobiście chętnia używam wszelkich "ślimaków", bo moja skóra się z nimi lubi. Z jadem węża czy jaskółczymi gniazdami jeszcze nie miałam styczności, ale pewnie ich w przyszłości spróbuję.


3.Azjatycka pielęgnacja jest skomplikowana

To jest dla mnie największa wada tego podejścia do dbania o siebie. Sama w sobie pielęgnacja skomplikowana nie jest, ale fakt, że na większości kosmetyków, z którymi miałam styczność nie ma instrukcji w zrozumiałym dla mnie języku, to już jest trochę problem. Azjatyki mają to do siebie, że nie zawsze używa się ich w tradycyjny sposób, czyli na przykład peeling kładziemy na twarzy i masujemy. Na samym początku azjatyckiej przygody nie raz zdarzyło mi się denerowować, bo nie sprawdziłam czy jest jakaś instrukcja, weszłam do wanny i już chcę się maseczkować, a tu kosmetyk nie działa tak jak powinien. 

Niestety również polscy dystrybutorzy nie zawsze umieszczają odpowiednią instrukcję i skład na opakowaniu i później trzeba ich szukać po siecie, a to jest mało komfortowe. Dlatego uważam, że jest to najwięsza wada azjatyków.

Oczywiście na temat koreańskiej czy też azjatyckiej pielęgnacji można długo dyskutować i zawsze znajdą się jej zdecydowani zwolennicy oraz przeciwnicy i pewnie każdy będzie miał trochę racji.

A jak jest w Waszym przypadku? Lubicie azjatyki czy jednak wolicie nie eksperymentować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Perfect Foundation , Blogger